Czy wiosenne nowalijki są przereklamowane?

Moc owocu
Czy wiosenne nowalijki są przereklamowane? Przeciwnie – ostatni werdykt uczonych brzmi: to nasz najcenniejszy eliksir zdrowia!
Warto jeść pełne produkty roślinne, ponieważ to przynosi największą korzyść zdrowotną.
Lenorlux/PantherMedia

Warto jeść pełne produkty roślinne, ponieważ to przynosi największą korzyść zdrowotną.

Istotnie wpływa na ludzki organizm przyjmowanie już 800 gramów warzyw i owoców dziennie.
Markus Mainka/Alamy Stock Photo/BEW

Istotnie wpływa na ludzki organizm przyjmowanie już 800 gramów warzyw i owoców dziennie.

audio

AudioPolityka Paweł Walewski - Moc owocu

W długoletniej wojnie między warzywami i owocami a suplementami diety znowu górą są warzywa i owoce. I to wcale nie dlatego, że Najwyższa Izba Kontroli w swoim lutowym raporcie potwierdziła skandaliczne praktyki stosowane przez producentów tych preparatów. Gdy media, w tym również POLITYKA, od lat sygnalizowały organom państwowym uchybienia związane z wprowadzaniem na rynek, reklamowaniem i sprzedażą niektórych suplementów, zawsze słyszeliśmy usprawiedliwienie: w Polsce obowiązuje prawo unijne, a ono pozwala na wiele.

Wszyscy przeczuwali, że na zbyt wiele, ale przymykano na to oczy. Bo np. nie trzeba suplementów rejestrować, gdyż nie podlegają restrykcyjnemu prawu farmaceutycznemu. Wystarczy powiadomić głównego inspektora sanitarnego, że ktoś rusza z produkcją nowych drażetek w garażu lub piwnicy, i już może legalnie w sklepach, aptekach i internecie sprzedawać swój towar. Sanepid i tak nie dopadnie nikogo bez uprzedzenia, gdyż inspektorów „obowiązują procedury przy pobieraniu próbek zgodnie z prawem żywnościowym”. Nadzór pozostawał więc iluzoryczny.

Kiedy kontrolerzy NIK, korzystając wreszcie ze swoich uprawnień pozwalających obejść powyższe formalności, kupili losowo wybrane opakowania suplementów diety i wysłali je do badań, wyszło szydło z worka: liczne fałszerstwa w deklarowanym składzie, zanieczyszczenia szkodliwymi szczepami drobnoustrojów, przekręty przy wprowadzaniu do sprzedaży. Ta miażdżąca ocena branży – jednej z najpotężniejszych w sektorze farmaceutycznym, ze sprzedażą wartą 3,5 mld zł – nie odnosi się oczywiście do wszystkich wytwórców witamin czy odżywek. Ale musi skłonić do zastanowienia: czy Polacy, kupując rocznie 190 mln opakowań specyfików, którym bliżej do żywności niż leków (wbrew temu, co sugerują reklamy), mają świadomość, czym się dokarmiają? I czy naprawdę służy to zdrowiu?

Rangę suplementów w naszej diecie obniżają ostatnie doniesienia z Imperial College w Londynie, gdzie naukowcy w szeroko komentowanych badaniach uznali, że tylko spożywanie warzyw i owoców – a nie minerałów i witamin w kapsułkach – może nam przedłużyć życie. Obrońcy tabletek zaraz pewnie wytoczą kontrargumenty: ile to kilogramów marchewki, szpinaku, jabłek czy awokado należy zjeść, aby pokryć dzienne zapotrzebowanie na mikroelementy. Podkreślą też, że w obecnych czasach sięgamy po produkty wysoko przetworzone, które są uboższe w składniki odżywcze. Jednak wnioski, jakie płyną z pracy zagranicznych autorów, którzy w „International Journal of Epidemiology” poddali tzw. metaanalizie wszystkie dostępne na świecie badania oceniające wpływ spożywania warzyw i owoców na zdrowie 2 mln ludzi, nie pozostawiają wątpliwości: warto jeść pełne produkty roślinne, ponieważ to przynosi największą korzyść zdrowotną. Natomiast antyoksydanty i witaminy w suplementach to opcja wyłącznie dla ludzi schorowanych, którym z różnych powodów może konkretnych mikroelementów okresowo brakować.

Ile na dzień?

Najciekawsze są wynikające z nowych analiz zalecenia dotyczące ilości warzyw i owoców w diecie. Zdążyliśmy się już oswoić z hasłem „5 razy dziennie warzywa i owoce”, rzuconym 21 lat temu przez Fundację Promocja Zdrowia prof. Witolda Zatońskiego, ale obecne wskazówki płynące z Imperial College każą nam jeszcze bardziej polubić posiłki warzywno-owocowe. Bo nie 5 porcji, ale 10 – czyli ok. 800 g dziennie – przekłada się na obniżenie o 13 proc. ryzyka zachorowania na raka, o 24 proc. ryzyka chorób serca i o 33 proc. ryzyka udaru mózgu.

Pozostając przy dawnych zaleceniach – czyli 200–500 g warzyw i owoców w codziennym jadłospisie – także zabezpieczamy swój układ krążenia, tyle że zysk jest odpowiednio mniejszy: o 16 proc. spada ryzyko chorób serca i o 18 proc. ryzyko udaru. – Im więcej, tym lepiej – zachęca dr Dagfinn Aune, pochodzący z Norwegii szef międzynarodowego zespołu prowadzącego badania. Ważne jednak pozostaje pytanie: co wybrać, by odnieść jak największą korzyść zdrowotną?

Otóż przy zapobieganiu chorobom układu sercowo-naczyniowego i udarom mózgu najlepiej sprawdzają się: jabłka i gruszki, owoce cytrusowe i zielone warzywa liściaste (szpinak, sałata, cykoria) oraz warzywa kapustne (brokuły, kapusta, kalafior). Przy obniżaniu ryzyka raka największą skuteczność wykazały: szpinak, fasolka szparagowa, brokuły, papryka i marchew.

10 porcji warzyw i owoców, dla kogoś, kto ich nie lubi, może wydać się trudnym progiem do pokonania. Jednak jeśli mamy w ciągu dnia spożyć 800 g tych produktów, naukowcy tylko dla ułatwienia podzielili je na 10 porcji po 80 g – w praktyce duży banan, jabłko lub gruszka ważą ok. 150–200 g, a trzy czubate łyżki ugotowanego szpinaku, groszku, brokułów lub kalafiora odpowiadają racji 100-gramowej. Nie musi być więc to taka katorga, zwłaszcza że podobne korzyści zaobserwowano zarówno w przypadku warzyw i owoców surowych, jak i gotowanych. Co trochę dziwi, ponieważ dietetycy od lat przypominają, że sposób przygotowywania potraw i nasze przyzwyczajenia kulinarne mogą sporo zmienić w ich wartości odżywczej.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną