Jak atakują chłoniaki

Podstępne i złośliwe
Dolegliwości przypominające banalną infekcję mogą wskazywać na raka. Nie zaniedbuj więc rutynowych badań krwi, bo mogą uratować życie.
Wyodrębniono już ponad 70 typów chłoniaka. Na fot. chłoniak Burkitta.
NCI-ARNOLD/PHANIE/EAST NEWS

Wyodrębniono już ponad 70 typów chłoniaka. Na fot. chłoniak Burkitta.

We wczesnym wykryciu chłoniaka pomocne mogą być rutynowe badania krwi.
iakovenko/PantherMedia

We wczesnym wykryciu chłoniaka pomocne mogą być rutynowe badania krwi.

Gorączka, osłabienie, nocne poty, powiększenie węzłów chłonnych – czy to przeziębienie, grypa, chwilowy spadek odporności? Taki zespół objawów może sugerować różne choroby. Również nowotworowe, kiedy do niekontrolowanego rozrostu komórek dochodzi w układzie odporności i wynaturzeniu ulegają jego najważniejsze komórki zwane limfocytami.

To właśnie dzięki sprawnym limfocytom krążącym we krwi nasz organizm może się skutecznie bronić przed wirusami i bakteriami. Ale nieraz ci dzielni żołnierze sami stają się wrogiem i potrafią sparaliżować naturalne siły obronne. Chłoniaki należą właśnie do takich nowotworów – wywodzą się z układu chłonnego i charakteryzują niekontrolowanym rozrostem limfocytów B lub T, które wspomagają zdrowy organizm w walce z infekcjami. – Chłoniaki to doskonali aktorzy – mówi prof. Wiesław W. Jędrzejczak, krajowy konsultant w dziedzinie hematologii. – Potrafią udawać inne choroby, co nieraz utrudnia szybkie rozpoznanie.

Chłoniak Hodgkina manifestuje się najczęściej powiększonym węzłem chłonnym, na przykład nad obojczykiem. Ale pierwszym objawem może być świąd skóry, kaszel albo niewyjaśniony spadek wagi. Gorączkę i łamanie w kościach lekarze rodzinni lubią leczyć antybiotykami, często na wyrost i nieraz nawet przez cztery tygodnie. Tymczasem powinni – jeśli najprostsza kuracja po miesiącu nie przynosi rezultatów – zbadać pacjentowi węzły chłonne i skierować go na badanie morfologii z rozmazem krwi, by przyjrzeć się jej obrazowi. W niemal połowie przypadków chłoniaki mogą się rozpoczynać – poza łatwo wyczuwalnymi węzłami chłonnymi na szyi lub w pachwinach – w śródpiersiu, żołądku i kościach, co jeszcze bardziej utrudnia wykrycie źródła choroby. – Stawianie diagnozy w mojej specjalności to jak rozwiązywanie rebusa – zauważa prof. Jędrzejczak. – Trzeba znaleźć odpowiedzi na 2030 pytań, które prowadzą na właściwy trop.

Z czym mamy do czynienia?

Każdy chłoniak to właściwie inna choroba, a biorąc pod uwagę wszystkie podtypy, wyodrębniono ich już ponad 70, co czyni tę grupę nowotworów jedną z najbardziej zróżnicowanych w całej onkologii. Są chłoniaki ziarnicze, nieziarnicze, wywodzące się z limfocytów T, rozlane z dużych lub małych limfocytów B, chłoniaki Burkitta, Hodgkina, grudkowe albo limfoblastyczne. Każdy wymaga odrębnego podejścia, więc dokładne ustalenie pochodzenia ma kapitalne znaczenie. W dodatku przy występowaniu niektórych mutacji genetycznych inne są rokowania. Rozwiązywanie wspomnianego rebusa, z jakim chłoniakiem mamy do czynienia, wymaga więc szczegółowego określenia podtypu histologicznego, stopnia zaawansowania, a na tej podstawie ryzyka. A jaki chłoniak, takie leczenie – powiadają hematolodzy, którzy od początku lat 70. XX w. obserwują niemal trzykrotny wzrost zachorowań, zwłaszcza wśród osób powyżej 65. roku życia.

W pewnym sensie sami na to zapracowujemy, gdyż jeśli w populacji przybywa osób starszych, to wraz z wiekiem pojawia się u nich tzw. niestabilność genetyczna, która sprzyja nowotworom, w tym również chłoniakom. Żyje też coraz więcej osób wyleczonych z innych chorób nowotworowych, u których podane cytostatyki mogły uaktywnić po latach zmiany w układzie chłonnym. Podobnie niekorzystne działanie ma również immunosupresja wygaszająca aktywność układu immunologicznego, która stosowana jest u pacjentów po przeszczepach. A zatem zauważalny o kilka procent rocznie wzrost zachorowań to w dużej mierze konsekwencja postępu medycyny i wydłużania życia.

Zacząłem się zajmować chłoniakami w czasach, gdy nikt nie chciał, bo klasyfikacje zmieniały się co pół roku – opowiadał niedawno studentom medycyny prof. Jan Walewski, dyrektor warszawskiego Centrum Onkologii, podczas II Ogólnopolskiej Konferencji Szkoleniowej poświęconej innowacjom onkologicznym. – Rozwój immunologii i genetyki wprowadził tu wreszcie porządek.

Co ciekawe, chłoniaki o niskim stopniu złośliwości rosną zazwyczaj powoli, ale ponieważ komórka rakowa jest przy tej odmianie dojrzała, bardziej wyspecjalizowana, lepiej potrafi obronić się przed chemioterapią i przetrwać mimo leczenia. Na przekór swojej nazwie ten rodzaj chłoniaka bywa więc częściej nieuleczalny. Inaczej zachowują się natomiast chłoniaki o wysokim stopniu złośliwości – z reguły szybko postępują, choroba w momencie rozpoznania jest już rozsiana, ale kuracja daje większą szansę na wyleczenie lub długotrwałą remisję, czyli powrót do życia bez dolegliwości.

W przypadku niektórych postaci dążymy do tego, by pacjent mógł być leczony przez 102030 lat i umarł z chłoniakiem, a nie na chłoniaka – zwraca uwagę prof. Wojciech Jurczak z Katedry Hematologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. – W chłoniakach agresywnych komórki dzielą się szybko i dzięki temu łatwiej możemy je zniszczyć.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną