Czy da się alternatywnie wyleczyć raka?

Granice magii
Leczenie raka kroplówką z wody utlenionej. Albo tajemniczą witaminą B17 zawierającą cyjanowodór. Takie kuracje w niczym nie pomogą, tylko skąd się o tym dowiedzieć, zanim poświęcimy na nie pieniądze, zdrowie i czas?
Im trudniej dostać się do specjalisty – tym łatwiej do uzdrowiciela.
Igor Morski

Im trudniej dostać się do specjalisty – tym łatwiej do uzdrowiciela.

Popularność medycyny alternatywnej jest dziś nakręcana przez internet.
Bork/PantherMedia

Popularność medycyny alternatywnej jest dziś nakręcana przez internet.

audio

AudioPolityka Paweł Walewski - Granice magii

Oficjalna medycyna w Polsce zawsze gardziła niekonwencjonalnymi metodami leczenia. Ale im bardziej z nich drwiła, tym większym zainteresowaniem cieszyli się naturopaci, bioenergoterapeuci i zielarze. Dobrze więc, że Polska Liga Walki z Rakiem zdecydowała, by uruchomić internetowy serwis edukacyjny zawierający aktualne i rzetelne informacje na temat alternatywnych terapii, często stosowanych przez chorych na nowotwory. – Do tej pory wyłącznie protestowaliśmy przeciwko cudotwórcom, którzy sprzedają iluzje – przyznaje członek zarządu Ligi prof. Jacek Jassem, specjalista w dziedzinie radioterapii i onkologii klinicznej. – Ale nic to nie dawało. Chcemy więc zaproponować inne podejście: wiedzę. Obiektywną, opartą na faktach naukowych.

Na stronie www.ligawalkizrakiem.pl/rak-niekonwencjonalnie można zapoznać się z przeglądem 25 terapii oferowanych przez zwolenników tzw. medycyny komplementarnej, z opisami recenzujących je badań, które ukazały się w renomowanych czasopismach medycznych. Jest to wierne tłumaczenie ze strony cam.cancer.gov, którą polscy onkolodzy uznali za najlepsze źródło wiedzy na ten temat (oryginalny serwis prowadzi Narodowy Instytut Raka w Stanach Zjednoczonych, od którego uzyskano zgodę na pełne wykorzystanie materiałów w polskiej wersji językowej).

Prof. Sergiusz Nawrocki, radioterapeuta z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach, przywołuje swój staż w Heidelbergu, gdzie mieści się największy w Niemczech ośrodek badań nad rakiem: – Akurat otwierano tam wtedy Comprehensive Krebszentrum, więc poszedłem zobaczyć, co to za dziwadło, że w renomowanej placówce leczącej nowotwory powstaje centrum kompleksowego leczenia raka. Oferowano w nim akupunkturę, medytacje, różne terapie dietetyczne – pod okiem specjalistów, w porozumieniu z naukowcami.

W Polsce o takiej współpracy nie ma na razie mowy, na czym zyskują hochsztaplerzy, którzy swoje gabinety – nierzadko nazywane na wyrost instytutami – celowo otwierają tuż przy szpitalach onkologicznych, stwarzając wrażenie, jakby ich działalność służyła chorym w tym samym stopniu co leczenie w renomowanym ośrodku obok.

Tymczasem w Stanach Zjednoczonych w niektórych akademickich placówkach medycznych można spotkać ekspertów oferujących metody zaliczane do medycyny alternatywnej. Zintegrowane ośrodki opieki onkologicznej w Memorial Sloan Kettering, University of Arizona lub University of California w San Francisco oferują pacjentom zabiegi reiki, refleksologii czy zestawy ćwiczeń zdrowotnych qigong pochodzące ze starożytnych Chin. Te same instytucje prowadzą jednocześnie wysublimowane badania nad nowymi terapiami raka – więc na jednym piętrze można tu modyfikować genetycznie swoje komórki odpornościowe do walki z białaczką, a na drugim poprawiać niekonwencjonalnymi metodami kondycję psychiczną i ogólną.

– Bywamy oskarżani o brak wrażliwości na psychologiczne i duchowe potrzeby pacjentów, wobec tego takie integracyjne metody są widocznie odpowiedzią na tę krytykę – podejrzewa prof. Nawrocki.

Urok niekonwencjonalnego

Co innego jednak stosowanie takich uzupełniających metod w renomowanych ośrodkach medycznych, a co innego – działalność hochsztaplerów obiecujących gruszki na wierzbie. Sceptycyzm lekarzy nie zawsze tu pomoże. Pacjenci mają bowiem swoje zdanie, a im trudniej dostać się do specjalisty – tym łatwiej do uzdrowiciela. – Pocztą pantoflową zdobyłem informacje, kto czym leczy najlepiej – opowiada Szymon Chrostowski, który kiedy dowiedział się o rozsianym już stadium raka jądra, nie zawahał się skorzystać z seansu u bioenergoterapeuty. Nic innego się nie liczyło poza jeszcze jedną szansą, z której próbował skorzystać. Dziś, po 14 latach od tamtej kuracji, wie, że życie zawdzięcza prawdziwej medycynie, a nie tajemniczym bioprądom.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną