Leczenie jelit bakteriami uzyskanymi z kału zdrowych ludzi?

Postrach dla laseczek
Nie brzmi to najapetyczniej, ale sprawdza się doskonale.
Świat medycyny na długo dał się uwieść antybiotykom.
Sage Ross/Wikipedia

Świat medycyny na długo dał się uwieść antybiotykom.

Zniszczoną mikroflorę jelit można uzupełniać nowym zestawem mikrobów pochodzących od zdrowych dawców.
Sebastian Kaulitzki/Alamy Stock Photo/BEW

Zniszczoną mikroflorę jelit można uzupełniać nowym zestawem mikrobów pochodzących od zdrowych dawców.

Często myślimy o jedzeniu, ale zdecydowanie za rzadko uświadamiamy sobie, że spożywanie pokarmu jest najmniej ważną spośród wielu czynności układu pokarmowego. Jelita – jego najdłuższa część – są dużo bardziej wszechstronne. Ich wpływ na ogólny stan zdrowia to jednak nie wyłącznie nasza zasługa, lecz trylionów bakterii, które się w nich zadomowiły. Skąd się tam wzięły i po co? – Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się do dnia narodzin, bo wtedy zaczynają nas zasiedlać kolonie mikrobów – wyjaśnia dr Paweł Grzesiowski, immunolog i pediatra, twórca Ośrodka Badań i Przeszczepiania Mikrobioty Jelitowej w Warszawie.

80 proc. mikroflory jelitowej przejmujemy od matki podczas porodu, pozostałą część z jej brodawek sutkowych, dłoni oraz pieluszek i prześcieradeł, z którymi stykała się nasza skóra. – Dla niemowlaka jest to pierwsza szczepionka, pierwszy uodparniający trening immunologiczny – podkreśla dr Grzesiowski, który uważa fizjologiczne bakterie przewodu pokarmowego za najcenniejszy skarb natury.

Groźne niegroźne

W czasach, które demonizują zarazki i każą nam się ich pozbywać na każdym kroku, docenianie roli tych bakterii można uznać za przejaw dziwactwa. Ale to właśnie rozsądek przemawia za tym, by dbać o swoją mikrobiotę nie mniej niż o serce czy wątrobę. Bo kiedy jej zabraknie – tracimy zdrowie, a bywa, że poważnie zagrożone jest wtedy nawet życie.

Przekonują się o tym pacjenci z przewlekłymi zakażeniami Clostridium difficile. Gatunek tej bakterii nie musi być groźny, kiedy znajduje się pod kontrolą innych współmieszkańców jelit. Ot, jeszcze jeden rodzaj drobnoustrojów o pokojowym usposobieniu, które wraz z bakteriami kwasu mlekowego (Lactobacillus, Bifidobacterium) oraz pałeczkami jelitowymi (Escherichia coli) i tysiącami innych osobników odżywiają się tym, co zje ich gospodarz, a w zamian mu się odpłacają, regulując trawienie, metabolizm, odporność i dobry nastrój. Przykład symbiozy doskonałej, która przynosi obopólne korzyści. Ale ten stabilny układ ulega rozchwianiu, gdy przewód pokarmowy – narząd o nietuzinkowym znaczeniu dla zdrowia – zaczyna pełnić funkcję kosza na odpady, do którego wrzucamy wszystko, co trafi pod rękę. Śmieciowe jedzenie, lekarstwa, suplementy, mnóstwo chemicznych dodatków i cukrów, które dla zadomowionych w jelitach bakterii są trucizną. Niszczymy je, pozostawiając wolne miejsce najmniej wybrednym i najsilniejszym osobnikom. Na taki moment czekają właśnie laseczki Clostridium, które wyswobadzają się spod ucisku innych sióstr i pokazują, na co je stać.

– Siła Clostridium to jednocześnie nasze przekleństwo – powiadają mikrobiolodzy, znawcy świata mikrobów. Bakterie tego gatunku oporne są na antybiotyki, więc kiedy wybijamy nimi rozmaite drobnoustroje, laseczki Clostridum difficile przeżywają i uruchamiają mechanizm obronny polegający na wytwarzaniu toksyn. – A one niszczą komórki wyścielające jelita, wywołują stan zapalny i silne biegunki – opisuje tę kaskadę dr Paweł Grzesiowski, dodając, że w Polsce rocznie 20–30 tys. osób trzeba hospitalizować z powodu tych ciężkich zakażeń. – Są niebezpieczne zwłaszcza dla osób starszych. Tracą wodę, elektrolity, białko, gdyż nic się nie wchłania. To grozi niewydolnością wielu narządów i śmiercią.

Ponieważ Clostridium difficile odpowiada za połowę przypadków biegunki poantybiotykowej, lekarze powinni sprawdzać za pomocą nieskomplikowanego testu, czy rzeczywiście czynnikiem sprawczym jest ta bakteria (test trwa 15 minut i opiera się na wykryciu w biegunkowym stolcu obecności tzw. antygenu GDH, czyli dehydrogenazy glutaminianowej). – Warto ustalić przyczynę biegunki, gdyż zakażenie Clostridium wymaga szybkiej terapii. Pacjent musi dostać niestety nowy antybiotyk, bo w przeciwnym razie może dojść do przebicia jelita i śmierci.

Ale tu znów pojawiają się kłopoty. Niezwykła oporność bakterii rozciąga się bowiem również na leki, które przeciwko niej są skierowane. Metronidazol zahamuje biegunkę, ale po zaprzestaniu kuracji u co trzeciej osoby powraca. Trzeba wtedy podać drugi antybiotyk, wankomycynę – na czas leczenia przynosi to ulgę, jednak potem znów u co piątej osoby następuje nawrót.

Lekarze od dawna poszukują sposobu, jak pomóc chorym w tak ciężkiej sytuacji. Stąd wziął się pomysł, aby zniszczoną mikroflorę jelit uzupełniać nowym zestawem mikrobów pochodzących od zdrowych dawców, czyli innych ludzi. Jeśli nie ma leków, które mogą wyciszyć niebezpieczne bakterie i zneutralizować ich toksyny, to spróbujmy przywrócić w jelitach warunki sprzed zakażenia, zanim laseczki Clostridium wymknęły się spod kontroli. Innymi słowy, podajmy bakterie pozyskane z kału zdrowych ludzi.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną