Czym się różni empatia od współczucia, tłumaczy prof. Paul Bloom

Mściciel z empatią
Rozmowa z prof. Paulem Bloomem, psychologiem z Yale University, o tym, czym się różni empatia od współczucia i o jej ciemnych stronach.
„Empatia oznacza wchodzenie w skórę drugiego człowieka”.
Igor Morski/Polityka

„Empatia oznacza wchodzenie w skórę drugiego człowieka”.

Paul Bloom
Greg Martin/YU

Paul Bloom

materiały prasowe

Pablo Heimplatz/StockSnap.io

Marcin Rotkiewicz: – Prowokator z pana.
Paul Bloom: – Przesada.

Do takiego wniosku można dojść choćby na podstawie tytułu, wydanej właśnie po polsku, pańskiej książki „Przeciw empatii”. Sam pan w niej przyznaje, że dziś być krytykiem empatii, to jak występować przeciw małym słodkim kotkom, które wszyscy kochają.
Rzeczywiście, empatię uważa się za wspaniałą zdolność, więc jej negatywna ocena może szokować i wywoływać ostre reakcje, czego doświadczyłem na własnej skórze. Kiedy opublikowałem popularnonaukowy artykuł na ten temat, zajrzałem do mediów społecznościowych w internecie, by sprawdzić, jakie wywołał reakcje. Liczyłem, że ludzie jakoś docenią mój punkt widzenia i sprowokuje on ciekawą dyskusję. Pierwszy komentarz, który zobaczyłem na Twitterze, brzmiał jednak: „Prawdopodobnie to najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek czytałem”.

Ponadto wyliczył pan, ile książek dostępnych w internetowym sklepie Amazon zawiera w tytule owo magiczne słowo „empatia”.
Ponad półtora tysiąca.

W większości z nich można przeczytać, że empatia powinna zmieniać świat na lepsze. Słynny badacz życia szympansów prof. Frans de Waal wydał kilka lat temu „Wiek empatii”, w którym postulował przejście od ery rozumu do epoki empatii. Z kolei amerykański aktywista Jeremy Rifkin apeluje w swojej książce, byśmy podążali w kierunku „globalnej świadomości empatycznej”.
Można jeszcze do tego dorzucić zdanie prezydenta Baracka Obamy, że największym współczesnym deficytem na świecie jest brak empatii. Nie mam wątpliwości, że pojęcie to zyskało status „gwiazdy” mającej rzesze prominentnych fanów.

Chyba trudno się dziwić, skoro empatia wydaje się jednym z filarów dobroci i moralności, bo dzięki niej współczujemy, rozumiejąc, co dzieje się z drugą osobą, a w konsekwencji pomagamy i pocieszamy. Znany brytyjski psycholog Simon Baron-Cohen twierdzi, że jeśli nie posiadamy empatii, to jesteśmy złymi ludźmi.
Zacznijmy od tego, za czym nie przepadam, czyli rozróżnienia używanych pojęć. Otóż jest z tym pewien problem, bo mamy wiele definicji empatii podawanych przez psychologów i filozofów. Podobno nawet tyle, ile zajmujących się tym zjawiskiem badaczy. Dlatego ludzie mogą mylić empatię ze współczuciem czy rozumieniem drugiego człowieka. Wyjaśnię więc, co dla mnie kryje się za tym słowem. Otóż empatia to czucie i doświadczanie tego, co czują i doświadczają inni. Jeśli ciebie boli, to również mnie boli. Gdy jesteś szczęśliwy, to ja też jestem szczęśliwy. Empatia oznacza zatem wchodzenie w skórę drugiego człowieka. W ten sposób definiował ją mój ulubiony filozof oświecenia Adam Smith.

Czym w takim razie empatia różni się np. od współczucia?
Rozumiem, że może się to wydawać niewiele wnoszącą żonglerką pojęciami, które w sumie odnoszą się do tego samego zjawiska. Ale czym innym jest rozumienie, czyli wiedza, że kogoś boli lub że jest szczęśliwy, od odczuwania bólu czy szczęścia tej osoby. Niektórzy nazywają to pierwsze „empatią poznawczą” lub innym rodzajem empatii. Współczucie to także coś innego, gdyż oznacza troskę o drugiego człowieka, ale nie wchodzenie w jego skórę.

Trochę sprawia to wrażenie dzielenia włosa na czworo.
Otóż nie, gdyż różnice widać w badaniach aktywności mózgu. Zajmuje się tym m.in. Tania Singer z niemieckiego Max Planck Institute for Human Cognitive and Brain Sciences. Jej zdaniem współczucie – w przeciwieństwie do empatii – nie wiąże się z np. odczuwaniem cierpienia innych, ale oznacza ciepło, życzliwość, troskę oraz chęć poprawy ich losu. Żeby to sprawdzić, Singer wraz ze współpracownikami prowadziła wśród ochotników trening empatii, a dla innej grupy trening współczucia. I okazało się, że w tych dwóch grupach aktywują się inne rejony mózgu. Ponadto empatyzowanie z cierpiącymi ludźmi badani opisywali jako nieprzyjemne i wyczerpujące doznanie. Trening współczucia wywoływał zaś życzliwe nastawienie i skłaniał do działania na rzecz innych.

To rozróżnienie jest więc bardzo ważne. Kiedy napisałem książkę „Przeciw empatii”, dostałem sporo e-maili, m.in. od kobiety pracującej na ostrym dyżurze. Musiała porzucić to zajęcie, gdyż było dla niej zbyt bolesne właśnie z powodu wczuwania się w cierpienie pacjentów. Gdyby był pan lekarzem, terapeutą, ratownikiem w pogotowiu i miał za dużo empatii, nie mógłby pan wykonywać swojej pracy i szybko doświadczyłby wypalenia zawodowego.

Czyli można współczuć bez empatii?
Są ludzie, którzy bardzo troszczą się o innych, a nawet poświęcają swoje życie, niosąc pomoc potrzebującym, a przy tym mają niską empatię. Kiedy widzą, że kogoś boli, nie czują bólu. Kiedy psychoterapeuta pracuje z kimś w głębokiej depresji, sam nie popada w depresję. Natomiast rozumie, co się dzieje z pacjentem, i chce mu pomóc.

Czy jednak we współczuciu nie musi być trochę empatii?
Może być, ale nie musi.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną