Nauka

Papuga biało-czerwona

Egzotyczne zwierzęta emigrują do Polski. Czy do nich też będziemy strzelać?

Aleksandretta robi w przyrodzie furorę. To ptak niezwykle piękny, do tego z dużą siłą rozrodczą. Aleksandretta robi w przyrodzie furorę. To ptak niezwykle piękny, do tego z dużą siłą rozrodczą. Animesh Sahoo / Wikipedia
Rodzima przyroda akceptuje imigrantów. Szopy pracze biegają po ogródkach, nad Wisłą włóczą się szakale, a czebaczek amurski wyżera karmę karpiom. Teraz dołączyły do nich najprawdziwsze dzikie papugi.
Aleksandretta obrożna. Według badaczy w ciągu dekady ta papuga w Polsce spowszednieje.123 RF Aleksandretta obrożna. Według badaczy w ciągu dekady ta papuga w Polsce spowszednieje.

Aleksandretta obrożna (Psittacula krameri). Kto raz ją zobaczy, nie pomyli z żadnym innym ptakiem. Egzotyka w każdym calu. Zielone upierzenie i duży, intensywnie czerwony dziób.

To dopiero początek inwazji, gdyż na razie mamy niespełna 70 potwierdzonych zgłoszeń. Jednak prócz pojedynczych osobników obserwatorzy widują już niewielkie stada. Jest też uzasadnione domniemanie pierwszych udanych lęgów. Badacze twierdzą, że w ciągu dekady zielona papuga w Polsce spowszednieje. Nie wiadomo jedynie, jakie to przyniesie skutki dla środowiska.

Kolonialna pamiątka

Pierwotna ojczyzna aleksandretty to środkowa Afryka oraz Indie. Jednak te, które latają po polskim niebie, nie musiały pokonać tak długiej trasy. Większość może pochodzić zza Odry, bo Niemcy to wschodnia rubież licznej, stabilnej i ciągle rosnącej europejskiej populacji aleksandretty. Zielone papugi żyją w Wielkiej Brytanii – ok. 20 tys., w Belgii – 10 tys., w Holandii – 6 tys., tyle samo w Niemczech, Hiszpanii, Grecji czy we Włoszech. Niedawno pojawiły się także w Czechach.

Skąd papuga w Europie? Jest egzotyczną pamiątką z zamorskich kolonii, przywożoną hurtowo na Stary Kontynent. Wrażenie robiła jej oryginalna uroda, swoista inteligencja oraz spora umiejętność zapamiętywania i odtwarzania dźwięków. W belle époque modę na papugi od potomków afrykańskich ranczerów przejęli snobistyczni, pospolici mieszczanie. Wypadało mieć owego egzotycznego ptaka, jak dziś portret przodka w postarzonej ramie. Potrzeby rynku początkowo zaspokajał import. Potem lokalne, europejskie hodowle. Z czasem aleksandretty trafiły do ogrodów zoologicznych. I to właśnie uciekinierzy z domowych klatek i pierwszych ptaszarni dali początek europejskiej dzikiej populacji, liczonej dzisiaj w dziesiątkach tysięcy sztuk.

Dlaczego przeżyły? Przecież powinna je zabić pierwsza porządna zima. Okazuje się, że aleksandretty mimo tropikalnego rodowodu dobrze znoszą europejski klimat. To gatunek o dużych zdolnościach przystosowawczych do nowych warunków siedliskowych i pokarmowych. Mróz do minus 20 stopni Celsjusza nie robi na nich wrażenia, choć trzeba przyznać, że stado papug na ośnieżonych drzewach hamburskich parków pozostaje w pamięci na długo. Aleksandretty nieźle też sobie radzą w europejskiej stołówce. W pierwotnych ojczyznach żywią się ziarnami zbóż, owocami miękkimi, niedojrzałymi owocami kawowców. W Europie uwielbiają winogrona, buszują w plantacjach słonecznika, nie gardzą też żerem pochodzenia zwierzęcego. Wzorem miejskich lisów korzystają z tego, co spadnie im ze stołu człowieka. Okupują miejskie wysypiska śmieci, kradną jedzenie z karmników wystawianych dla wróbli i sikorek.

Umiarkowany dewastator

Aleksandretta robi w przyrodzie furorę. To ptak niezwykle piękny, do tego z dużą siłą rozrodczą. W ciągu kilku dekad utworzył w Europie stabilną, dziką populację. Co ciekawe, zielone papugi uwielbiają miasta. Populacja rodziła się w dużych ośrodkach portowych starej Europy i praktycznie w nich pozostała. Ta preferencja upodabnia papugi do gołębi, tradycyjnych dominatów miejskiego nieba. Ale i tu odzywa się pomysłowość, swoista inteligencja aleksandretty. Całe stada podejmują kulinarne wycieczki na prowincję. Pustoszą winnice, plantacje słoneczników, żerują w łanach zbóż.

Aleksandretta jednak to nie szarańcza. Szkody, jakie czyni w rolnictwie, ocenia się jako ekonomicznie znośne. Ale to nie jedyne utrapienie. Zielone papugi to dziuplaki – nie budują gniazd, lęgi i wychów młodych odbywają w dziuplach. Ale nawet największe miejskie parki nie oferują odpowiedniej ilości starych, dziuplastych drzew. Aleksandretty napadają więc na pierwotnych lokatorów dziupli i siłą eksmitują ich z ptasiego mieszkania. Są większe i silniejsze, zatem rodzime dzięcioły, szpaki czy kowaliki nie mają szans. Naturalnych mieszkańców nie chronią nawet drewniane budki lęgowe. Papugi mocnymi dziobami wyrębują otwory wejściowe pod swoje gabaryty i kowalik idzie na bruk. Służby przyrodnicze zachodnich miast dostrzegły ten problem i stąd zgoda na budki lęgowe odlewane z betonu. Jedynie taki bunkier chroni przed włamaniem.

Także w kwatermistrzowskiej sferze objawia się pomysłowość papug. Gdy nie starcza dziupli i zaanektowanych budek, aleksandretty wkraczają do budynków. Zajmują otwory wentylacyjne, wszelkie szczeliny między murem i stropem, a gdy tego mało, wykuwają kanały lęgowe w zewnętrznych, miękkich ociepleniach budynków. Szkody wyrządzane w elewacjach, ocieplanych np. styropianem, są bardzo duże.

To nie koniec grzechów czerwonodziobego ptaka. W mediach zachodnich pojawił się pogląd, jakoby aleksandretty roznosiły groźne patogeny, przede wszystkim wirus rzekomego pomoru drobiu, który wycina w pień całe kurze fermy.

Na to dowodów nie ma – broni aleksandretty dr Wojciech Solarz z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie – dostępne badania nie wykazują, aby ta właśnie papuga była specjalnie groźnym wektorem chorób zakaźnych lub pasożytniczych. Solarz bada gatunki inwazyjne i aleksandretcie obrożnej przygląda się od kilku lat. Twierdzi, że nie taki diabeł straszny: – Aleksandretty trzymają się dużych miast. Dlatego ich szkodliwe oddziaływanie na środowisko siłą rzeczy jest do tych miejsc ograniczone. Jakiż może być zły wpływ papugi na populacje kowalika, eksmitowanego z dziupli, skoro dotyczy to tylko kowalików bytujących w miastach?

Od Krakowa po Hel

Jak powiedzieliśmy, dzikie aleksandretty obrożne są już w Polsce. Trudno powiedzieć, czy to uciekinierzy z rodzimych hodowli, powtarzający zachodni schemat tworzenia populacji, czy też to emigranci z bogatych w dzikie papugi Niemiec lub Czech. Co ciekawe, polskie aleksandretty nie trzymają się dużych portowych miast. Widywane są niemal w całym kraju, prócz pasa wschodniego. Meldunki o sprawdzonych, pewnych obserwacjach pochodzą między innymi z Dąbrowy Górniczej, Krakowa, Kielc, Nysy, Warszawy, Gdańska oraz z Helu. Zachował się też opis pierwszej, historycznej obserwacji zielonej papugi. W 1905 r. aleksandrettę dostrzeżono w parku miejskim w Łodzi. Tu jednak nie ma wątpliwości, że ptak uciekł z czyjejś klatki. Później przez prawie sto lat nikt o tych papugach nie słyszał.

– Obserwacje ptaków dzikich lub zdziczałych uciekinierów rozpoczynają się w 1995 r. – relacjonuje dr Wojciech Solarz. – Dostrzeżono wówczas dwa osobniki w miejscowości Kaliskie Przygodzice. Dymorfizm płciowy, możliwość odróżnienia samca od samicy, dla laika są niewielkie. Zatem nie wiemy, czy była to para czy też osobniki ze sobą niezwiązane.

W ocenie badacza dynamika obserwacji potwierdza, że dzikich papug w Polsce jest coraz więcej. Lata 90. to zaledwie cztery zgłoszenia. Pierwsza dekada XXI w. to już 15 kolejnych. Natomiast w ciągu minionych siedmiu lat wpłynęły aż 43 zgłoszenia. Wiarygodność obserwacji jest niejednakowa. Niektóre to ustny opis ptaka, inne autoryzuje porządna sesja fotograficzna. W ocenie Solarza dać wiarę trzeba nawet tym słabiej udokumentowanym, bo aleksandretta obrożna to ptak tak charakterystyczny, że nie sposób pomylić go z jakimkolwiek innym gatunkiem.

Przełomowym momentem w zawłaszczaniu obcych terytoriów jest udany rozród na nowej ziemi. Czy w Polsce już do niego doszło? Twardych dowodów nie ma, ale są bardzo mocne poszlaki. Papuzie pary, a nawet kilkuosobnicze stada dzikich papug obserwowano na Psim Polu we Wrocławiu, w Katowicach i okolicach Nysy. Ile zatem osobników lata teraz po polskim niebie? Na to pytanie nikt precyzyjnie nie odpowie. Dr Wojciech Solarz przypuszcza, że najprawdopodobniej można już owe papugi liczyć w setkach. Zdolności przystosowawcze gatunku i potencjał rozrodczy sugerują, że populacja będzie rosła w siłę. Naturalnych wrogów aleksandretta nie ma. Rodzimych ptaków drapieżnych, wbrew opiniom części myśliwych i hodowców ryb, nie występuje na tyle dużo, by mogły trzymać nowy gatunek w ryzach. Drapieżne ssaki, które potrafiłyby niszczyć lęgi – głównie kuny – także znajdują się w odwrocie. A wilk, lis czy jenot na drzewo nie wejdą. Niebezpieczny może być – ot, przyrodniczy paradoks – inny obcy przybysz, mianowicie szop pracz, który sprawnie operuje nie tylko na lądzie i w wodzie, ale także w konarach drzew.

Aleksandretta obrożna, w ocenie specjalistów, zbuduje w Polsce w miarę stabilną populację. Nie istnieją czynniki, które akurat w naszym kraju miałyby jej to uniemożliwić. Z drugiej strony oddziaływanie nowego gatunku na zastane środowisko, sądząc z doświadczeń krajów zachodniej Europy, nie będzie zbyt duże.

Tęczowe niebo

Papuga ta nie posiada w Polsce formalnego statusu, gdyż resort środowiska jeszcze się nad tym nie pochylił. Ministerstwo, poproszone o ocenę zjawiska, odpisuje, że nie ma skarg dotyczących szkód w środowisku powodowanych przez ten gatunek. Znane są jedynie – pisze dalej resort – przypadki obserwacji i jednostkowe przypadki zimowania pojedynczych osobników. Nie odnotowano ani jednego gniazdowania. W razie znaczącego narastania problemu – prognozują służby ministra – będziemy rozważać podjęcie odpowiednich kroków, w tym możliwość objęcia gatunku regulacjami prawnymi dotyczącymi obcych gatunków inwazyjnych. Linia słuszna. Jednak wiedza resortu o skali zjawiska w Polsce powinna być większa.

Minister Jan Szyszko może jednak szybko zmienić zdanie. Dowodem sprawa szakala złocistego, który od kilku lat buduje swą skromną populację w Polsce. Pisała o nim w kwietniu tego roku POLITYKA (17), a nieco wcześniej myśliwski miesięcznik „Łowiec Polski”. Resort środowiska, pytany o przyszły status tego gatunku, czyli np. możliwość polowania na szakale, odstrzał nowego drapieżcy wykluczył. I słusznie, bo cała historia polskich szakali to kilka potwierdzonych obserwacji i jeden pośrednio udokumentowany udany rozród. Minęło kilka miesięcy i Jan Szyszko szakala ocenia inaczej. Najświeższy projekt nowelizacji ministerialnych rozporządzeń łowieckich, pochodzący z lipca tego roku, wciąga szakala złocistego na listę gatunków łownych i wyznacza siedmiomiesięczny sezon polowań na to zwierzę.

Czy coś podobnego spotka również aleksandrettę? Niewiele za tym przemawia. Papuga – w odróżnieniu od szakala – nawet hipotetycznie nie jest zbyt groźną konkurentką dla rodzimych gatunków. Co najwyżej niebo nad Polską będzie bardziej tęczowe.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Miliard ludzi na świecie głoduje. Dlaczego? Bo jest okradanych przez nas – silniejszych i bogatszych

Rozmowa z Martínem Caparrósem, argentyńskim pisarzem, autorem zbioru reportaży „Głód”, o tym, dlaczego prawie miliard ludzi nie ma co jeść – mimo że żywności mamy aż za dużo.

Paulina Wilk
29.03.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną