Facebook zmienia zasady i eksperymentuje na swoich użytkownikach

Czy internauci mądrzeją?
Od 11 stycznia strumień aktualności na Facebooku działa na nowych zasadach. Zaniepokojone są inne media obawiające się zmniejszenia oglądalności. Przekonują, że chodzi o coś więcej – o jakość sfery publicznej i demokracji.
Zuckerberg zapowiada, że zobaczymy więcej treści, które zostały wrzucone przez naszych znajomych, i takich, które wywołały ich komentarze.
David Ramos/Getty Images

Zuckerberg zapowiada, że zobaczymy więcej treści, które zostały wrzucone przez naszych znajomych, i takich, które wywołały ich komentarze.

Zamiast dowiedzieć się, czym aktualnie żyją media głównego nurtu, dowiemy się tylko, czym żyje nasze grono znajomych i co ich szczególnie porusza.
mtkang/PantherMedia

Zamiast dowiedzieć się, czym aktualnie żyją media głównego nurtu, dowiemy się tylko, czym żyje nasze grono znajomych i co ich szczególnie porusza.

Mark Zuckerberg nie ukrywa, że jego ambicją jest dostarczenie każdemu użytkownikowi spersonalizowanej gazety; aktualizowanej w czasie rzeczywistym, idealnie dobranej do tego, co chce przeczytać. W tym modelu mniej chodzi o jakość i rzetelność informacji, bardziej o zaangażowanie, jakie wywołuje konkretny news: użytkownicy mają oznaczać, podawać dalej, komentować. Bierność jest niepożądana, bo nie generuje zysku z reklam i nie dostarcza portalowi informacji zwrotnej. Media informacyjnie gładko weszły w model Facebooka, traktując jego strumień aktualności jako kluczowy kanał dotarcia do własnych czytelników. Zuckerberg właśnie przypomniał im, kto rządzi na tym terytorium.

Zuckerberg zapowiada, że zobaczymy więcej treści, które zostały wrzucone przez naszych znajomych, i takich, które wywołały ich komentarze. Treści generowane przez media, marki i inne organizacje aktywne na Facebooku stracą widoczność: będą przesuwane z głównego strumienia aktualności do sekcji Eksploruj. Przy czym nic się nie zmieni, jeśli chodzi o płatną promocję: wysokie miejsce w strumieniu aktualności nadal będzie można wykupić. Przy zwiększonym popycie cena tej usługi z pewnością wzrośnie.

Nieoficjalnie, zmieniony przepis na angażowanie użytkowników był testowany od kilku miesięcy w Słowacji, Sri Lance, Kambodży, Boliwii, Gwatemali i Serbii. To, że Facebook stale eksperymentuje na swoich użytkownikach – testując ich reakcje na podsuwane treści i na tej podstawie optymalizując algorytmy – mało kogo już dziwi. Zmiana algorytmu odpowiedzialnego za to, co widać w strumieniu aktualności, to jednak decyzja innego kalibru. Ogłaszając ją, Mark Zuckerberg ujawnił politykę redakcyjną swojego portalu i otworzył puszkę Pandory. Dla wielu podmiotów – szczególnie dla wydawców i regulatorów rynku – to okazja do innego spojrzenia na tę globalną, spersonalizowaną gazetę.

Dyskutuj i ujawniaj

Czemu ma służyć ta zmiana? Mark Zuckerberg w swoich oświadczeniach na ten temat deklaruje troskę o nasze relacje społeczne i samopoczucie. Jednocześnie nie ukrywa, że zagrożeniem dla celów, jakie miał pełnić Facebook, stała się eksplozja treści generowanych nie przez zwykłych użytkowników, ale przez profesjonalnych graczy – przede wszystkim media i strony popularnych marek. Zalani newsami i filmikami reklamowymi użytkownicy spędzają coraz więcej czasu, biernie przeglądając swoje strumienie aktualności i nie wdając się w to, co Zuckerberg postrzega jako istotne interakcje.

Algorytmiczny eksperyment ma to zmienić, na nowo zaprzęgając użytkowników do aktywności, bez której Facebook nie jest w stanie skutecznie pełnić funkcji filtra społecznościowego. Chodzi o to, żebyśmy nie tylko klikali i przesuwali strumień aktualności, ale też komentowali, dyskutowali i wzmacniali swoje relacje w ramach portalu z innymi, jednocześnie ujawniając coraz więcej informacji na swój temat. Zuckerberg zapewnia, że dzięki temu nasz czas na Facebooku będzie lepiej spożytkowany, a docierające do nas wiadomości zyskają na jakości i wiarygodności.

Od przełomowego 2015 r. temat fake newsów i propagandy w mediach społecznościowych właściwie nie schodzi z politycznej agendy. Facebook – po każdej aferze wywoływany do odpowiedzi przez europejskich i amerykańskich regulatorów, obrońców wolności słowa i własnych użytkowników – najwyraźniej szuka pomysłu na rozwiązanie tego problemu, a przynajmniej wyciszenie głosów krytyki. Mark Zuckerberg uważa, że najlepiej w roli arbitra wiarygodności sprawdza się sama społeczność. Jego logika jest następująca: skoro bliscy znajomi uznali daną informację za wartą nie tylko podania dalej, ale także skomentowania, zapewne pochodzi ona z zaufanego lub wartościowego źródła. Dodatkowym czynnikiem, jaki nowy algorytm będzie brał pod uwagę, ma być rating społecznościowy. Wyższy priorytet zyskają treści pochodzące od tych mediów, które członkowie danej sieci społecznej ocenili jako wiarygodne.

Zamknięci w bańce

Media informacyjne, w których model biznesowy najmocniej uderza decyzja Facebooka o zmianie algorytmu kształtującego strumień aktualności, ostro polemizują z jej założeniami. „New York Times” opisuje przypadek boliwijskiej gazety „Página Siete”, która już w czasie prowadzonych w Boliwii testów odnotowała gwałtowny spadek ruchu na swojej stronie. Tamtejszy rząd zwalcza niezależne media, a dziennikarze obawiają się represji. W takich warunkach trudno oczekiwać, że użytkownicy Facebooka będą swobodnie dyskutować na tematy polityczne, ujawniając swoje poglądy i narażając się władzy. Skoro nowy algorytm promuje te treści, które sprowokowały dłuższe komentarze, spada widoczność newsów publikowanych przez niezależne media. Przy czym według innej gazety, brytyjskiego „Guardiana”, podobny efekt – spadku ruchu z portalu społecznościowego nawet o połowę – dotknął media informacyjne wszędzie tam, gdzie Facebook testował nowy przepis na strumień aktualności, a więc bez względu na polityczne uwarunkowania.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną