Ile kosztuje puszcza

Nie tylko kornik się liczy
Emocji wokół Puszczy Białowieskiej byłoby być może mniej, gdyby uważniej sprawdzano, jak radzą sobie jej ludzcy mieszkańcy.
Na stacji Białowieża Towarowa, dworcu wybudowanym w 1903 r., nie pojawiają się już pociągi. Są tu hotel i restauracja.
Jakub Ostałowski

Na stacji Białowieża Towarowa, dworcu wybudowanym w 1903 r., nie pojawiają się już pociągi. Są tu hotel i restauracja.

Turyści od Puszczy Białowieskiej oczekują atrakcji.
Jakub Ostałowski

Turyści od Puszczy Białowieskiej oczekują atrakcji.

Turyści oczekują też kontaktu z przyrodą.
Jakub Ostałowski

Turyści oczekują też kontaktu z przyrodą.

Miejscowi przedsiębiorcy drzewni widzą w Puszczy głównie źródło surowca.
Jakub Ostałowski

Miejscowi przedsiębiorcy drzewni widzą w Puszczy głównie źródło surowca.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej miał 17 kwietnia, już po zamknięciu tego numeru POLITYKI, orzec, czy Rzeczpospolita Polska dewastowała Puszczę Białowieską. To najcenniejszy przyrodniczo las naszej części kontynentu, chroniony także z mocy prawa europejskiego. Wprawiający w zakłopotanie proces jest wynikiem tyle brawurowej, co ryzykownej, i zdaniem znacznej części badaczy lasów szkodliwej dla puszczy taktyki rządu i podległego mu przedsiębiorstwa Lasy Państwowe, by kornika drukarza, chrząszcza zabijającego świerki, zwalczać intensywną wycinką i usuwaniem ściętych drzew z wykorzystaniem ciężkiego sprzętu.

Przeciwnicy koncepcji walki – ich racje uznała Komisja Europejska, skarżąca Polskę do Trybunału – uważają kornika za naturalny i pożądany składnik puszczy. Mówią, że lubiące chłód świerki i tak nie przeżyją długo w ocieplającym się klimacie, a metody z polecenia rządu przyjęte przez leśników są dla naturalnego charakteru lasu niszczycielskie.

„Puszcza” została słowem 2017 r. w plebiscycie organizowanym przez językoznawców Uniwersytetu Warszawskiego, a spór pierwszy raz zawędrował tak daleko, czyli aż do unijnego sądu. Ale sprawa nie jest nowa. Ciągnie się od stulecia. Od początku drugiej polskiej niepodległości trwa debata na temat zasięgu ludzkiej ingerencji i ile czyjego powinno być na wierzchu. Czy tylko leśnika uzbrojonego w siekierę i sadzonkę?

Długotrwały konflikt doczekał się sporej liczby sympozjów i opracowań. Ma też własną tradycję. Nie zmieniają się osoby dramatu. Zawsze na placu boju meldują się leśnicy, najmocniejsi ekonomicznie, zarządzający większością polskiej części puszczy i próbujący udowodnić, że są jej absolutnie niezbędni. W opozycji do nich ustawiają się pozarządowe organizacje ekologiczne, zwłaszcza te radykalnymi środkami domagające się egzekucji obowiązujących praw. Ostatnio to one są najbardziej aktywne – ich członkowie blokowali cięcie drzew i słali do Komisji skargi, będące podstawą jej pozwu do Trybunału.

W szrankach stają również naukowcy, trzymający się w różnym dystansie do leśników czy ekologów, przeważnie to reprezentanci nauk o przyrodzie. Dołączają przedstawiciele coraz głębiej spolaryzowanej lokalnej społeczności, mieszkańców 44-tys. powiatu hajnowskiego, obejmującego region puszczański. Większość od lat sprzyja leśnikom, ale powoli rośnie frakcja życząca sobie większej ochrony. W imieniu miejscowych wypowiadają się głównie samorządowcy, przedsiębiorcy z branży turystycznej i drzewnej oraz członkowie zantagonizowanych stowarzyszeń wspierających wiodących adwersarzy.

Tak stała kompozycja i brak udziału w dyskusji ekonomistów, socjologów czy psychologów społecznych skutkuje ciekawym paradoksem. Otóż, choć populacja żubra policzona jest niemal do sztuki, a dzięcioła białogrzbietego do pary lęgowej, wciąż bardzo mało wiadomo o tym, jak człowiek – też przecież gatunek puszczański – radzi sobie w tym jednym z najlepiej zbadanych lasów na świecie i w jego bezpośrednim sąsiedztwie.

Dane schowane

Przyszłością regionu po hipotetycznej realizacji hasła „cała puszcza parkiem narodowym” (obecnie park obejmuje jedną szóstą polskiej strony puszczy, na reszcie gospodarzami są eksploatujący ją leśnicy) miałaby być turystyka. Pozostaje kwestią domysłu, ile osób dziś się z niej utrzymuje. Nie wiadomo, jak na kondycję gospodarczą okolicy wpływa działalność Lasów Państwowych. Trzy puszczańskie nadleśnictwa są deficytowe i dotowane. W 2016 r. przekazano im np. prawie 23 mln zł – kwotę na poziomie łącznego budżetu gmin Hajnówka i Białowieża, zamieszkanych przez 27 tys. osób, gdy nadleśnictwa mają ledwie 151 pracowników. Ale Lasy bronią się, że dużo inwestują na miejscu, z korzyścią dla mieszkańców i odwiedzających. Niepełny jest obraz regionalnego przemysłu drzewnego. Np. system sprzedaży drewna sprawia, że to puszczańskie jedzie w Polskę. – Lepiej, by zostawało na miejscu, przy czym nie chcemy korzystać z surowca, którego pozyskiwanie byłoby niekorzystne dla bioróżnorodności – zaznacza Witold Kondratiuk, współwłaściciel rodzinnej stolarni w Hajnówce.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną