Nauka

Dzielenie na czworo

Jak walczyć z wypadaniem włosów?

Mieszki włosowe do przeszczepienia pobiera się z potylicy w miejscowym znieczuleniu, trwa to zazwyczaj od trzech do pięciu godzin. Mieszki włosowe do przeszczepienia pobiera się z potylicy w miejscowym znieczuleniu, trwa to zazwyczaj od trzech do pięciu godzin. BSIP/UIG / Getty Images
Osoby łysiejące nie mają wielu możliwości leczenia. W dodatku muszą uważać, by nie paść ofiarą pseudomedyków.
Tylko nieliczni potrafią przyjąć ze spokojem fakt, że łysiejąVladimir Serov/Getty Images Tylko nieliczni potrafią przyjąć ze spokojem fakt, że łysieją
Podczas wizualizacji komputerowej można ustalić nową granice owłosienia.Chris McGrath/Getty Images Podczas wizualizacji komputerowej można ustalić nową granice owłosienia.

Artykuł w wersji audio

Taka wizyta nie trwa krócej niż dwa kwadranse, a często wydłuża się ponad godzinę. Za drzwiami gabinetu słychać: „Wstydzę się wyjść do ludzi, w pracy czuję na sobie ukradkowe spojrzenia”. Rozpacz, jaką czują cierpiący z powodu wypadania włosów, jest czasami niemal taka sama jak u osób zmagających się z najcięższymi schorzeniami.

Najtrudniejszym doświadczeniem dla łysiejących kobiet jest utrata atrakcyjności oraz reakcje otoczenia – mówi dr hab. Elżbieta Kowalska-Olędzka z Centrum Diagnostyki i Leczenia Chorób Włosów przy Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie. Owszem, modelki golą się nieraz do skóry, by podkreślić oryginalność swojej urody, jednak zdecydowana większość kobiet nie może sobie na to pozwolić. Panowie znoszą to lżej, jakby pogodzeni z faktem, że wraz z wiekiem natura odbierze im bujną czuprynę. Poza tym łysy mężczyzna nie budzi niezdrowego zainteresowania. Ale – jak zauważa dr n. med. Elżbieta Meszyńska z Dr Turowski Hair Restoration Clinic w Katowicach – pacjentów mężczyzn przybywa: – Kiedyś to był temat tabu, nieporuszany w męskim gronie. Dziś wspierają się nawzajem: ojcowie zadowoleni z efektów przysyłają do nas swoich synów, znajomi – znajomych.

Przy nieustannym promowaniu kultu młodości przedwczesna utrata włosów źle odbija się na psychice człowieka. Tym bardziej że włosy w naszej kulturze niezmiennie są jednym z elementów atrakcyjności seksualnej – podkreślają psychologowie.

Niedobra samodzielność

Tylko nieliczni potrafią przyjąć ze spokojem fakt, że łysieją. To słowo jest jak wyrok, więc jeśli zastąpią je sobie określeniami typu „wypadają mi włosy” lub „wyczesuję włosy” – łatwiej im uwierzyć, że to proces przejściowy, dający się powstrzymać. Niestety, rzadko tak jest.

Po pierwsze, efekty leczenia byłyby lepsze, gdyby pacjenci postrzegali swój problem jako zdrowotny, a nie estetyczny – twierdzi prof. Lidia Rudnicka, kierująca Kliniką Dermatologiczną Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Nasilone wypadanie włosów, które utrzymuje się ponad 3 miesiące, trzeba skonsultować u dermatologa. Nie ma na co czekać.

Ale pacjenci postępują na opak. Najpierw eksperymentują ze zmianą fryzury, potem sięgają po domowe sposoby, od czarnej rzepy po sok z cebuli, wreszcie ratują się odżywkami i suplementami – jakby powodem łysienia był brak witamin, a nie geny i hormony. Tymczasem miniaturyzacja mieszków włosowych (czyli, mówiąc kolokwialnie, cebulek) postępuje pod wpływem androgenów. Choć są to męskie hormony płciowe, z testosteronem na czele, również kobiece jajniki i nadnercza produkują niewielką ich ilość. W zależności od tego, jak duża jest wrażliwość mieszka na androgeny przy obciążeniu genetycznym – łysienie zaczyna się wcześniej lub później. Ta jego odmiana jest najczęstsza, można rzec, że wręcz typowa, dla mężczyzn i niemal co drugiej kobiety po 50. roku życia.

Dlatego tak ważna jest diagnostyka. Kiedyś wykonywało się biopsję skóry lub tzw. trichogram, który wymagał wyrywania włosów, aby pod mikroskopem ocenić ich cykl wzrostowy. – Pacjenci protestowali – wspomina dr Kowalska-Olędzka. – Tracę włosy, a wy mi jeszcze je usuwacie? Na szczęście ponad dekadę temu zespół prof. Rudnickiej wpadł na pomysł, by włosy zacząć badać dermatoskopem, czyli aparatem wykorzystywanym do oglądania znamion na skórze. Tak narodziła się trichoskopia (od greckiego słowa trikhos, czyli włos). Korzystając z kilkudziesięciokrotnego powiększenia, można dokładnie obejrzeć skórę głowy, sprawdzić, co dzieje się w ujściu mieszka włosowego, przeliczyć liczbę łodyg, ocenić ich strukturę i gęstość.

Ustalenie przyczyny jest bardzo ważne także dlatego, że utrata włosów może być powiązana z chorobami ogólnoustrojowymi, wymagającymi bardziej kompleksowej terapii. Przede wszystkim jednak służy rozpoznaniu rodzaju łysienia. Każdy wymaga innej kuracji.

W tej chwili nadziei na wyleczenie nie mają osoby cierpiące na łysienie plackowate lub bliznowaciejące, które zresztą bardzo się ostatnio nasiliło wśród pań. Czy powodem mogą być przeciwsłoneczne kremy z filtrami, jak sugeruje jedno z badań brytyjskich? Nie wiadomo, naukowcy dopiero zaczynają szukać odpowiedzi. Czekają na nią młode dziewczyny, u których następuje nieodwracalna degeneracja mieszków i linia owłosienia przesuwa się ku wierzchołkowi głowy, pozostawiając wysokie czoło. – Nie umiemy odwrócić tego procesu, więc pacjentkom pozostaje pas ścieńczałej, lekko lśniącej i wygładzonej skóry, która je oszpeca – mówi dr Elżbieta Kowalska-Olędzka.

Zaczęto jednak w tym przypadku stosować retinoidy, czyli pochodne witaminy A, w dawkach niższych niż przy łuszczycy lub trądziku. Przy łysieniu plackowatym można sięgnąć po leki stosowane w łuszczycy i chorobach krwi, choć kuracja nimi – trwająca do końca życia – z uwagi na brak refundacji kosztuje 15 tys. zł miesięcznie.

Dla tych, których dotknęło łysienie androgenowe, wiadomości są nieco lepsze: w ich przypadku mieszki włosowe nie obumierają. Owszem, ulegają miniaturyzacji, a czas ich aktywności wyraźnie się skraca, ale można temu procesowi przeciwdziałać, stosując odpowiednie medykamenty. Jednak tylko czasowo. – Chciałabym dysponować takim, który dawałby stuprocentowy sukces – mówi dr Kowalska-Olędzka.

Na razie do dyspozycji pacjentów są dwa preparaty, z których pierwszy stworzono z myślą o leczeniu nadciśnienia, drugi – przerostu prostaty, a później odkryto ich działania uboczne. Przeznaczony do wcierania w skórę głowy minoksydyl i doustny finasteryd (oraz inna jego postać – dutasteryd), choć nie są w stanie całkowicie zahamować utraty włosów, znacznie ją spowalniają.

Laserem i polem

Minoksydyl rozszerza naczynia krwionośne i ma działanie przeciwzapalne, przez co łodyga włosa grubieje i wydłuża się faza wzrostu. Finasteryd blokuje powstawanie aktywnej pochodnej testosteronu o nazwie dihydrotestosteron, którego rola w łysieniu androgenowym została bezsprzecznie potwierdzona. Na razie został zarejestrowany wyłącznie do leczenia mężczyzn, ale z uwagi na fakt, że wiele badań naukowych potwierdza jego skuteczność u kobiet – również im można go proponować (pod warunkiem równoczesnej antykoncepcji, gdyż ma szkodliwy wpływ na płód).

Mimo takiej sytuacji producenci leków jakoś nie zaprzątają sobie głowy poszukiwaniem nowych rozwiązań. Nawet jeśli na ukończeniu są badania nad nową, doustną formą minoksydylu oraz finasterydem w roztworze zamiast tabletki – trudno to nazwać przełomem.

Nie ma się zatem co dziwić, że szansy na wkupienie się w łaski łysiejących szukają pomysłodawcy przeróżnych metod, sprzedawanych w ładnym opakowaniu i pod pozorem „nowoczesnych”, „wreszcie skutecznych i sprawdzonych”. Długa lista suplementów, cała gama laserów, aparatów leczących polem magnetycznym albo zabiegów mezoterapii (polegających na wstrzykiwaniu pod skórę głowy najróżniejszych specyfików) nie przynosi jednak obiecywanych rezultatów. Jedyna nowa metoda, której eksperci przypatrują się z uwagą, to podawanie osocza bogatopłytkowego – może mieć sens jedynie jako kuracja uzupełniająca przy łysieniu androgenowym. Co prawda schemat leczenia nie został ustalony, więc jedni wstrzykują je co kilka tygodni, a inni co kilka miesięcy – ale panuje przynajmniej zgoda, że czynniki wzrostowe obecne w takim płynie zwiększają namnażanie komórek brodawki włosa i hamują ich przedwczesną śmierć.

A komórki macierzyste, które, jak w całej medycynie regeneracyjnej, od dawna wzbudzają nadzieje? Już 15 lat temu zakładano w laboratoriach ich hodowle, by mogły rozwijać się w mieszki włosowe. I nawet to się wszystko udawało, tyle że u myszy. U ludzi ich potencjał indukcyjny na głowie okazywał się znikomy.

Co więc zrobić, by poradzić sobie z łysiną? Jeśli dla kogoś to rzeczywiście duży problem i stać go na przeszczep włosów, dermatolodzy nie widzą przeszkód.

Głównym wskazaniem jest łysienie typu androgenowego i oczywiście naszymi pacjentami są najczęściej mężczyźni – mówi dr Meszyńska. – Druga grupa to osoby po radio- i chemioterapii, wśród których większość to kobiety. W ich wypadku efekty trudniej przewidzieć, gdyż nie wiadomo, jak zareaguje skóra po leczeniu onkologicznym.

Dyskusja, jaką toczą między sobą lekarze, dotyczy tylko tego, czy używać do przeszczepiania robota, czy pozostać przy sposobie manualnym, praktykowanym od 20 lat. Zabieg kosztuje wtedy dużo więcej (nawet do ok. 50 tys. zł), ale czy daje lepszy efekt?

Triki trychologów

Dr Elżbieta Meszyńska wykonuje w Katowicach przeszczepy obiema metodami. I nie ukrywa, że działanie robota Artas, którego sprowadził do Polski 1,5 roku temu dr Grzegorz Turowski z Chicago, jest po prostu szybsze: – Przy małych transplantacjach, gdy pobiera się do 1 tys. mieszków, nie ma to znaczenia. Ale gdy trzeba przeszczepić ich 3 tys., żaden człowiek nie jest w stanie zrobić tego tak precyzyjnie w krótkim czasie.

Zabieg i tak trwa z reguły cały dzień. Wcześniej odbywa się planowanie – lekarz wspólnie z pacjentem, na podstawie zdjęć z dawnych lat, pewnych wyobrażeń, a nieraz wizualizacji komputerowej, ustalają nową granicę owłosienia. Kandydat do przeszczepu widzi wówczas, jaką różnicę daje przeszczepienie np. 2,5 tys. mieszków (tzw. grafów) i 1 tys. Przed zabiegiem głowę na potylicy, skąd będą pobierane, trzeba ogolić. Wszystko przebiega w miejscowym znieczuleniu, przy pobieraniu mieszków trzeba na 3–5 godzin przyjąć pozycję, jakby się siedziało na motorze, później lekarz umieszcza pęsetą pod wybranym kątem każdy mieszek w zagłębieniu, z którego wyrośnie włos.

Czy zdarzają się rozczarowania? O tak, zwłaszcza gdy młody pacjent, chcąc pokryć łyse zakola, nie ma świadomości, że mieszki pobrane z potylicy w nowym miejscu oprą się niekorzystnemu działaniu androgenów, ale te, które jeszcze rosną, gdy decyduje się na zabieg, niestety z czasem wypadną i aby nie zostać z przeszczepioną kępką włosów z przodu, powinien za kilka lat całą procedurę powtórzyć. Warto pamiętać też o tym, że na efekty zabiegu trzeba cierpliwie czekać nieraz aż rok, bo bezpośrednio po transplantacji przeszczepione włosy będą wypadać i potrzeba czasu, aż cebulki zaadaptują się w nowym miejscu.

Warto pamiętać, że nawet zabieg za pomocą robota powinien wykonać lekarz doświadczony w przeszczepach metodą ręczną.

Nie wyobrażam sobie innej sytuacji – przestrzegała dr Nina Otberg z Berlina, międzynarodowa ekspert w tej dziedzinie, na niedawnym I Światowym Kongresie Trichoskopii zorganizowanym w Warszawie. – To tak, jakby posadzić za kierownicą ferrari kogoś bez prawa jazdy.

Zastrzeżenia specjalistów budzą także osoby bez lekarskiego dyplomu tytułujące się trychologami, których działalność sprowadza się do badania włosów i wykonywania najrozmaitszych zabiegów.

Swoją drogą dla prof. Lidii Rudnickiej wyjątkowo bałamutnie brzmią reklamy reprezentantów tego specyficznego zawodu, często obiecujące pełen sukces w leczeniu łysienia, w sytuacji kiedy dermatolodzy posiadający wiedzę i uprawnienia do prowadzenia rzeczywistej kuracji w ogóle reklamować się nie mogą. Efekty są takie, że wizyta u trychologa bez wykształcenia medycznego kończy się i tak zaleceniem przyjmowania słabszych specyfików dostępnych bez recept, a badanie niewiele wnosi. Widoczną łysinę potrafi przecież dostrzec sam pacjent, natomiast choroby skóry, które mogą być tego powodem, często są przez trychologa niezauważane.

„Chcę wyglądać pięknie i na ten cel jestem w stanie wydać wszystkie pieniądze” – przyznaje niejedna osoba dotknięta łysieniem. Jednak przy niewłaściwym leczeniu pieniądze, owszem, można stracić, ale włosów się nie odzyska.

Polityka 17/18.2018 (3158) z dnia 24.04.2018; Nauka ; s. 99
Oryginalny tytuł tekstu: "Dzielenie na czworo"
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Janusz Majewski: Trzeba pokonać inteligencki wstyd

Rozmowa z reżyserem Januszem Majewskim o tym, jak się zachowywać w trudnych czasach, czy istnieje recepta na dobry film oraz o ogładzie, która była ważna nawet u czerwonoarmistów.

Martyna Bunda
09.01.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną