Nauka

Wirus witaminozy

Pseudoterapia witaminą C

Dozwolony limit witaminy C ustalono na 1 g dziennie, choć niektórzy za maksymalną dawkę gotowi są uznać 1,7 g. Dozwolony limit witaminy C ustalono na 1 g dziennie, choć niektórzy za maksymalną dawkę gotowi są uznać 1,7 g. Anton Matyukha / PantherMedia
Dowody na lecznicze działanie witaminy C są skąpe. Ale można na niej zarobić krocie. Choćby twierdząc, że radzi sobie z rakiem.
Witamina C nie powinna być stosowana w leczeniu nowotworów.Jacques Loic/BEW Witamina C nie powinna być stosowana w leczeniu nowotworów.

Diagnoza raka szyjki macicy to jeszcze nie koniec świata, jeśli ktoś dowiaduje się o tym wcześnie i szybko podejmuje leczenie. Ale pani Grażyna, choć już po wszystkich badaniach odebrała skierowanie do szpitala onkologicznego, postanowiła szukać ratunku w internecie.

Zawsze byłam eko, dwójkę dzieci urodziłam w domu, więc bałam się szpitala i chemioterapii jak ognia – wyznaje.

Na pierwszej wizycie u lekarza, którego znalazła w sieci, usłyszała: „Chce się pani truć chemią? To dobre dla silnych kobiet, a pani ma 53 lata”. I przyjęła propozycję ozonoterapii oraz wlewów dożylnych potężnych dawek witaminowego koktajlu. – Argumentacja lekarza brzmiała sensownie: skoro witamina C pomaga przy stanach zapalnych, to jej drakońskie dawki pomogą na drastyczny stan zapalny, jakim jest nowotwór – mówi.

Co kilka dni jeździła więc do „baru kroplówkowego” i siadała w wygodnym fotelu, który przypominał stanowisko do dializoterapii, obok innych pacjentów otrzymujących dożylnie rozmaite mikroelementy. Przez godzinę wlewano jej do żyły roztwór 30 g witaminy C. Za każdy taki zabieg płaciła 240 zł, więc gdy po miesiącu podliczyła kurację – razem z konsultacjami lekarskimi rachunek przekraczał już 2 tys. zł. – To nie było mądre – stwierdza, oceniając z perspektywy czasu.

Gdyby przeczytała wtedy w sieci inny artykuł... Na przykład dr Małgorzaty Kuc-Rajcy z Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku na temat kontrowersji wokół witaminy C w leczeniu nowotworów, który ukazał się w 2017 r. na łamach magazynu „Głos Pacjenta Onkologicznego” i w serwisie Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych. Dr Kuc-Rajca kończy jednoznacznym stwierdzeniem: „Zgodnie z polskimi zaleceniami onkologicznymi, jak i europejskimi oraz światowymi, witamina C nie powinna być stosowana w leczeniu nowotworów”.

Diagnoza: niewiedza

– Nasi studenci z koła naukowego przeprowadzają obecnie wśród chorych ankiety, by zweryfikować popularność różnych niekonwencjonalnych metod leczenia raka – mówi prof. Sergiusz Nawrocki, kierownik Katedry Onkologii i Radioterapii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Do jesieni mają być opracowane wyniki z tysiąca ankiet, ale na podstawie pierwszych dwustu już można powiedzieć, że witamina C cieszy się wśród pacjentów szczególną estymą. Profesora to jednak nie dziwi: – Sam znam onkologów, którzy ją zalecają. Na pewno nie zamiast chemioterapii, bo to byłby skandal, lecz by wzmocnić u chorych tolerancję na cytostatyki.

Podczas ostatniego światowego Kongresu Amerykańskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej (ASCO) pojawiło się kilka doniesień na temat zastosowania w terapii wysokich dawek witaminy C. Prof. Nawrocki zapamiętał szczególnie jedno badanie, którego wyniki nadesłano z Chin: 70 kobiet z rakiem piersi podzielono na dwie równe grupy, by jednej podawać samą chemię, a drugiej dodać do niej kurkuminę oraz witaminę C, dożylnie, 1 gram na kilogram masy ciała. – Jeśli chodzi o skuteczność leczenia – streszcza profesor – nie było żadnej różnicy. Ale kobiety z drugiej grupy łagodniej znosiły działania niepożądane.

Zastrzega jednak, że do tych ustaleń trzeba podchodzić bardzo ostrożnie i – czego nie robią pacjenci – bez hurraoptymizmu. Bo po pierwsze, nie były to badania z tzw. ślepą próbą, więc lepsza tolerancja chemii u 35 kobiet mogła być wynikiem ich autosugestii. Po drugie zaś, taka liczba uczestniczek była zdecydowanie za mała, by móc uogólniać wnioski na całą populację.

Dr Alina Lipska z Białegostoku, która jest specjalistą diagnostyki laboratoryjnej i transfuzjologiem klinicznym, na raka piersi choruje od sześciu lat. Rok temu, kiedy pojawiła się wznowa, na własną rękę zaczęła przyjmować doustnie witaminę C – w dawce 10–12 tabletek dziennie po 1 tys. mg – twierdząc, że bogata suplementacja wraz z cynkiem i selenem pomaga jej zachować wigor, więc wciąż jest aktywna zawodowo i społecznie. Ale nowoczesnych leków, zresztą w Polsce nierefundowanych, nie odstawiła – może to zatem ich wyłączna zasługa? – Namawiam pacjentki, aby pod żadnym pozorem nie rezygnowały z tradycyjnych metod leczenia – podkreśla. – Witaminy i mikroelementy mogą być tylko dodatkiem. I trzeba o nich z onkologami rozmawiać, a nie brać po kryjomu.

Jej przy tych dyskusjach z pewnością bywa łatwiej, bo specjaliści przecież wiedzą, że ma wykształcenie medyczne i pewnie po cichu liczą na to, że zdaje sobie sprawę, na co może sobie pozwolić. Ale eksperci zajmujący się witaminą C od strony biochemicznej uważają, że nawet w środowisku lekarskim wiedza na ten temat jest dość powierzchowna i opiera się często na stereotypach. Dr Lipska nieświadomie też je powtarza: – Od zarania dziejów przecież wiadomo, że witamina C pełni rolę antyoksydacyjną i wspomaga procesy odpornościowe. A cały proces nowotworowy zaczyna się od tego, że organizm nie reaguje na komórki rakowe jak na obce, więc tę dysfunkcję układu immunologicznego trzeba naprawić i nakierować na właściwe tory.

Według prof. Beaty Gruber-Bzury, kierującej Zakładem Biochemii i Biofarmaceutyków w Narodowym Instytucie Leków, z faktu, że witamina C jest rzeczywiście antyoksydantem niszczącym rakotwórcze wolne rodniki, wynika mnóstwo nieporozumień: – Bo pełni tę dobroczynną funkcję tylko przy niższych dawkach. Ale po przekroczeniu pewnego progu stężenia sama staje się prooksydacyjna i zaburza reakcje z udziałem metali ciężkich. W efekcie powstają rodniki hydroksylowe – najgorsze, bo uszkadzające membrany komórkowe, białka i materiał genetyczny.

Ostrzeżenie: niejasność

Dozwolony limit witaminy C ustalono na 1 g dziennie, choć niektórzy za maksymalną dawkę gotowi są uznać 1,7 g. Ale na pewno nie kilkanaście, a tym bardziej kilkadziesiąt, które regularnie przyjmują chorzy na raka. Poza tym łykanie większych ilości witaminy przez tydzień lub góra 14 dni podczas przeziębienia to jedno. Ale kiedy ktoś w tak dużych ilościach dokarmia się nią przez rok czy nawet dłużej, to już zupełnie coś innego. – To jest broń obosieczna i mało kto o tym wie – ostrzega prof. Gruber-Bzura. – Na pewno nie należy witaminy C przyjmować garściami lub w kroplówkach zamiast chemioterapii ani równolegle z nią, ponieważ może osłabiać działanie cytostatyków.

Megadawki witaminy C, które zakwaszają organizm, sprzyjają również tworzeniu w nerkach kamieni szczawianowych. – Już lepiej napić się soku z pomarańczy – mówi dr hab. Renata Duchnowska, kierująca Kliniką Onkologii w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. Z pewną irytacją, gdyż denerwuje ją, jak wielu szarlatanów w Polsce na ludzkiej niewiedzy robi swój biznes. – Wybór należy oczywiście do pacjenta, więc dopóki jakaś pseudocudowna metoda nie koliduje z naszym leczeniem, teoretycznie nie mam prawa nikomu jej zabronić. Ale gdy za zwykłą i niepotrzebną kroplówkę ludzie płacą kilkaset złotych, jest mi po prostu przykro.

W ubiegłym roku Polska Liga Walki z Rakiem kupiła od Narodowego Instytutu Raka w Stanach Zjednoczonych licencję na uruchomienie internetowego serwisu edukacyjnego z aktualnymi i rzetelnymi informacjami na temat 25 najpopularniejszych terapii alternatywnych. Na stronie www.ligawalkizrakiem.pl/rak-niekonwencjonalnie każdy może więc znaleźć wiernie przetłumaczone na język polski omówienie badań na temat rozmaitych kuracji, np. tajemniczą witaminą B17, hipertermią, akupunkturą lub czosnkiem (pisaliśmy o tym w artykule „Granica magii”, POLITYKA 22/17). Nie mogło oczywiście zabraknąć obszernego rozdziału poświęconego witaminie C, w którym można natknąć się i na takie stwierdzenia: „W badaniach laboratoryjnych zaobserwowano, że wyższe stężenie witaminy C może niszczyć komórki nowotworowe”, „Duże dawki witaminy C blokowały wzrost guzów w modelach zwierzęcych raka trzustki, wątroby, prostaty i jajnika oraz mięsaków” albo: „U chorych, które otrzymywały dożylnie witaminę C, zaobserwowano lepszą jakość życia oraz mniej efektów ubocznych niż u chorych, które jej nie otrzymywały”.

Prof. Sergiusz Nawrocki, z którego inicjatywy stworzono tę stronę, rozkłada ręce: – Zdaję sobie sprawę, że niektóre wyimki z badań mogą pacjentów wprowadzać w nadmierną euforię, a lekarzy w konfuzję. Ale musieliśmy dokonać literalnego tłumaczenia i cały opis pozbawiony jest podsumowania, które jasno wskazywałoby na to, że środowisko onkologów nie popiera tej metody leczenia.

Prof. Beata Gruber-Bzura nazywa wierne kopiowanie wyników badań uproszczeniem, które potrafi zweryfikować tylko specjalista, a nie pacjent laik, w dodatku wyławiający w stresie tylko takie informacje, jakie uważa za korzystne dla siebie: – Zacytowane fragmenty to ogólniki, bo, owszem, prowadzi się badania i metaanalizy na ten temat, ale rezultaty są nierzadko sprzeczne. Brakuje jednoznacznych dowodów.

Co więc z tego, że w świecie medycznym obowiązuje hipoteza, iż witamina C pobudza układ odporności poprzez stymulację neutrofili i immunoglobulin, skoro nie udało się dotąd potwierdzić jej efektów przy dawkach, jakie zwyczajowo są przyjmowane (a jak już wiemy, megadawki przeciwutleniaczy mogą z kolei być szkodliwe).

Zalecenie: dociekliwość

Ze wspomnianego opisu zaczerpniętego z portalu Polskiej Ligi Walki z Rakiem można wyłowić również krytyczne opinie i ostrzeżenia. Na przykład: „Łączenie kwasu dehydroaskorbinowego, szczególnej formy witaminy C, z chemioterapią obniżało jej skuteczność w niszczeniu niektórych rodzajów komórek nowotworowych”, „U pacjentów, u których wcześniej stwierdzono zaburzenia pracy nerek, po leczeniu witaminą C obserwowano niewydolność tego narządu. Pacjenci mający tendencję do kamicy nerkowej nie powinni być leczeni dużymi dawkami witaminy C”, „Duże dawki witaminy C podawane równocześnie z niektórymi lekami onkologicznymi mogą obniżać ich skuteczność”. I wreszcie ważna pointa: „Duże dawki witaminy C podawane dożylnie nie zostały zarejestrowane przez amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (FDA) we wskazaniu do leczenia onkologicznego lub leczenia jakiejkolwiek innej choroby”.

Nie wiadomo dokładnie, ilu pacjentów czyta do końca podane informacje. Łatwo jednak zaobserwować zwiększenie się popularności witaminowych barów kroplówkowych. Wzrasta także liczba osób, które leczą raka w ten sposób. Oraz tych, które do onkologów zgłaszają się zbyt późno, w już zaawansowanym stadium choroby. Wniosek nasuwa się więc sam: niestety niewielu.

Polityka 28.2018 (3168) z dnia 10.07.2018; Nauka; s. 60
Oryginalny tytuł tekstu: "Wirus witaminozy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jaka jest granica między normalnością a chorobą psychiczną?

Norma psychiczna – czy to w ogóle możliwe, by ją ustalić.

Anna Tylikowska
22.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną