Prof. Bogdan Wojciszke o tym, dlaczego Polacy wciąż narzekają

Zrzędy z polskiej grzędy
Rozmowa z prof. Bogdanem Wojciszke, psychologiem społecznym z Uniwersytetu SWPS, o naszym narodowym narzekaniu.
„Wszyscy Polacy, z wyjątkiem około 5 proc., sądzą, że jesteśmy bardzo narzekającym narodem. I trochę mają w tym racji”.
Getty Images

„Wszyscy Polacy, z wyjątkiem około 5 proc., sądzą, że jesteśmy bardzo narzekającym narodem. I trochę mają w tym racji”.

„Narzekanie może być rzeczywiście kwestią tożsamości narodowej, którą obecnie mamy i która jest zjawiskiem dosyć nowym, bo powstałym w pierwszej połowie XIX wieku”.
Igor Morski/Polityka

„Narzekanie może być rzeczywiście kwestią tożsamości narodowej, którą obecnie mamy i która jest zjawiskiem dosyć nowym, bo powstałym w pierwszej połowie XIX wieku”.

Prof. Bogdan Wojciszke.
Renata Dąbrowska/Agencja Gazeta

Prof. Bogdan Wojciszke.

MARCIN ROTKIEWICZ: – Czy jesteśmy, na tle innych nacji, społeczeństwem ludzi wyjątkowo marudnych?
BOGDAN WOJCISZKE: – Kiedy opowiadałem o moich badaniach nad konsekwencjami narzekania w trakcie pewnej konferencji psychologów w Madrycie, to Hiszpanie stwierdzili, że mówię o nich. Później prezentowałem podobne tezy w Izraelu i tam też usłyszałem: „To o nas. My, Żydzi, właśnie tacy jesteśmy”. Jedyni, którzy tak nie mówili, to Amerykanie.

Czyli nie jest z nami aż tak źle?
Zacznijmy od tego, jak sami siebie postrzegamy. Otóż wszyscy Polacy, z wyjątkiem około 5 proc., sądzą, że jesteśmy bardzo narzekającym narodem. I trochę mają w tym racji. Kiedyś zrobiliśmy takie badanie porównujące Polaków, Irlandczyków i naszych rodaków mieszkających w Irlandii. Wykazało, iż skłonność do narzekania była najczęstsza u Polaków, u Irlandczyków rzadsza, natomiast u Polaków z Irlandii gdzieś pośrodku.

Przeczytałem w jednym z pańskich artykułów naukowych o ciekawym badaniu przeprowadzonym wśród amerykańskich studentów, którzy oceniali, jak dzisiejszy dzień wypada na tle poprzednich. Prof. Dariusz Doliński z Uniwersytetu SWPS postanowił je powtórzyć w Polsce. Jakie uzyskał wyniki?
Oryginalne badanie polegało na tym, że przez dwa miesiące codziennie wieczorem pytano w akademiku studentów: „Jak się dzisiaj czujesz?”. Możliwe odpowiedzi były następujące: „Tak samo jak zwykle”, „Lepiej niż zwykle” albo „Gorzej niż zwykle”. W eksperymencie amerykańskim robiono tak przez 60 dni, a w polskim sporo dłużej, bo przez 100 dni. Dzięki temu można było dla każdego badanego policzyć, czy na ogół czuje się tak samo jak zwykle, lepiej niż zwykle czy gorzej. Okazało się, że niemal wszyscy Amerykanie codziennie czuli się lepiej niż zwykle, a Polacy – gorzej niż zwykle.

Skąd się bierze ta różnica?
Poszczególne kraje znacznie się różnią normami kulturowymi i jest bardzo istotne, czy wśród tych norm znajduje się pozytywne wypowiadanie się o świecie, jak na przykład w Stanach Zjednoczonych. Ich mieszkańcy, jeśli nie mają nic miłego do powiedzenia, to wolą milczeć. Nam nie przyszłoby to do głowy.

Ponadto w takich państwach jak USA ludzie mówiący dobrze o świecie są uważani za mądrzejszych. Bierze się to z przekonania, że rzeczywistość została sprawiedliwie urządzona i ci, którzy wypowiadają się o niej pozytywnie, mają większą szansę na osiągnięcie sukcesu. Natomiast u nas takich ludzi uważa się za trochę głupszych. Miłych, ale jednak niezbyt mądrych.

Z jakiego powodu?
Bo są naiwni i nie rozumieją, na czym naprawdę polega świat. Ale chciałbym jeszcze na chwilę wrócić do badań prof. Dolińskiego. Na tyle mnie zaintrygowały, że postanowiłem przeprowadzić je ponownie, tylko już bez wielokrotnego powtarzania przez kolejne dni, ale za to na reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków. I okazało się, że aż połowa ludzi czuła się tak samo jak zwykle – może dlatego, że sopocka Pracownia Badań Społecznych przeprowadziła tę ankietę w sobotę. Wśród pozostałych osób jednak dwa razy więcej było tych, które czuły się „gorzej niż zwykle” w porównaniu z „lepiej niż zwykle”.

Ponieważ badanie zostało przeprowadzone na dużej, tysiącosobowej, próbie Polaków, postanowiłem zrobić jeszcze kilka dodatkowych analiz. Między innymi sprawdzałem, jak narzekanie ma się do wieku ankietowanych, i okazało się, że odsetek czujących się gorzej niż zwykle był bardzo silnie z nim powiązany. Skłonność do narzekania pojawiała się od 30. roku życia. Wyjaśnienie tego zjawiska może być takie, że ludzie wzrastający w kulturze narzekania cały czas ją trenują i dlatego przywiązują się do tej normy negatywnych stanów emocjonalnych.

To znaczy, że narzekanie nie musi wynikać z obiektywnego obniżania się komfortu życia wraz z wiekiem?
Nie, ono ma niewiele wspólnego z obiektywną sytuacją życiową.

To dlaczego ludzie tak bardzo narzekają?
Zapytaliśmy ogólnopolską próbę Polaków, czy narzekają i dlaczego to robią. I ludzie odpowiadali, że są dwa najważniejsze powody. Pierwszy: „żeby sobie poprawić sytuację”. Przyzna pan, że wysoce nieprawdopodobny, wziąwszy pod uwagę to, na co ludzie często narzekają: ceny, szefów, zarobki, groźbę bezrobocia czy ogólny stan Polski. Trudno bowiem oczekiwać, by narzekanie w tej sytuacji pomogło – negatywne wypowiedzi na te tematy nie są przecież w stanie niczego zmienić. Innymi słowy pomysł, że funkcją narzekania jest poprawa stanu świata, okazuje się raczej nietrafny.

Drugi powód, jaki podawały osoby badane, to żeby sobie ulżyć. Czyli narzekanie miałoby działać na zasadzie katharsis, oczyszczenia. Tylko że kilka innych badań, które przeprowadziliśmy, dotyczących konsekwencji narzekania, wyraźnie pokazało, że w ten sposób raczej obniżamy sobie nastrój.

Jeśli więc narzekanie nie służy poprawie ani sytuacji, ani nastroju, to czemu?
Właśnie. Zinterpretowałem wraz ze współpracownikami narzekanie jako cechę całej zbiorowości, czyli zachowywanie się tak jak inni jej członkowie. W takim ujęciu byłoby ono sposobem budowania więzi społecznych. Ludzie narzekają po to, by nawiązać lepszy kontakt z innymi. I to się wydaje najbliższe prawdy: w kulturze narzekania opłaca się narzekać.

Przeprowadziliśmy z dr Aleksandrą Szymków-Sudziarską serię eksperymentów polegających na tym, że nagrywaliśmy dwie kobiety, które ze sobą rozmawiały. Każda z nich narzekała lub afirmowała świat. I były w sumie cztery kombinacje: obie narzekały, obie afirmowały albo jedna afirmowała, a druga narzekała, i odwrotnie. Prosiliśmy następnie ludzi, żeby ocenili te panie oraz głębokość kontaktu między nimi. Okazało się, że był on postrzegany jako głębszy wówczas, gdy występowała zgodność wypowiedzi, czyli kiedy obie panie mówiły w podobnym tonie. Badani uznali ich relację za najgłębszą w sytuacji zgodnego narzekania. Za płytką uznali ją wtedy, gdy obie afirmowały świat, a za najpłytszą, gdy występowała niezgodność narracji. W pewnej wersji tego badania ucinaliśmy konwersację po to, żeby zadać pytanie: „Jak długo jeszcze będzie ona trwała?”. Jak się pan zapewne domyśla, narzekanie miało trwać najdłużej, afirmacja wkrótce się skończyć.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną