Nauka

Rok 2018 w nauce. Nasi autorzy typują najważniejsze wydarzenia naukowe

Od genów pojedynczych komórek po najdalsze obiekty kosmiczne – nasi autorzy przyglądają się wszystkiemu, co w nauce ciekawe i przełomowe. Dziś typują swoje „naj” roku 2018.

Agnieszka Krzemińska, Marcin Rotkiewicz, Paweł Walewski, Przemek Berg, Piotr Rzymski i Michał Rolecki, naukowcy i pasjonaci nauki, nasi redakcyjni koledzy (i koleżanka!), zostali postawieni przed trudnym zadaniem wyboru najważniejszych, najbardziej przełomowych odkryć i wydarzeń w nauce w minionym roku. Inspiracji szukali na dnie morza, w Kosmosie, w laboratoriach – fizycznych, chemicznych, biotechnologicznych... To, co znaleźli, wybrali i przedstawili z krótkimi uzasadnieniami, mówi nam nie tylko o kondycji współczesnej nauki, ale i o tym, co dla nas – jako ludzi – jest ważne; kim jesteśmy, skąd przychodzimy i – cóż – dokąd zmierzamy.

***

Marcin Rotkiewicz: Syntetyzacja związku lantanu z wodorem to odkrycie przełomowe, krok w kierunku stworzenia nadprzewodnika działającego w temperaturze zbliżonej do pokojowej i ciśnieniu panującym na powierzchni Ziemi. Wśród naukowych osiągnięć 2018 r. wrażenie robi też kombinacja technik molekularnych, która pozwoli m.in. na obserwację tego, jak regenerują się ludzkie tkanki lub jak zdrowe komórki przekształcają się w nowotworowe.

Więcej niż zero. Krok ku nadprzewodnictwu w dodatniej temperaturze

Związek lantalu z wodorem wykazuje nadprzewodnictwo w temperaturze zbliżonej do pokojowej.Antoine2K/PantherMediaZwiązek lantalu z wodorem wykazuje nadprzewodnictwo w temperaturze zbliżonej do pokojowej.

O tym przełomowym osiągnięciu świat dowiedział się pod koniec grudnia: naukowcom z George Washington University udało się zsyntetyzować substancję chemiczną (związek lantanu, czyli metalu, z wodorem), która w temperaturze powyżej zera stopni Celsjusza (a dokładnie 7 stopni) wykazuje nadprzewodnictwo. Czyli prąd elektryczny może płynąć przez zbudowany z niej materiał bez żadnych strat.

Czytaj także: Jak plastik przewodzi prąd i gdzie to wykorzystujemy?

Zjawisko nadprzewodnictwa znane jest od prawie stu lat, tyle że zachodziło ono w bardzo niskich temperaturach, bliskich zeru absolutnemu (np. w rtęci przy minus 269 stopniach). Dlatego naukowcy od lat intensywnie poszukują substancji, które nadprzewodziłyby w wyższych temperaturach. Ostatnim rekordem, z 2014 r., było minus 70 st. Celsjusza (ale w warunkach bardzo wysokiego ciśnienia). Czy w takim razie osiągnięcie naukowców z George Washington University to zapowiedź wielkiej rewolucji, ponieważ zaoszczędzimy – dzięki nadprzewodnikom – jedną trzecią energii, którą tracimy, przesyłając ją liniami wysokiego napięcia oraz w wyniku nagrzewania się urządzeń (np. telefonów komórkowych)? Jeszcze nie, choć sukces Amerykanów to wielki krok naprzód. Nadprzewodnictwo w dodatniej temperaturze udało się uzyskać pod bardzo wysokim ciśnieniem: aż dwóch milionów atmosfer. Dlatego na nadprzewodnik działający w dodatniej temperaturze i ciśnieniu panującym na powierzchni Ziemi przyjdzie nam jeszcze poczekać. Ale nadzieje na jego znalezienie znacznie wzrosły.

Molekularna partytura. Techniki śledzące aktywność genów

Jeffrey Farrell, Schier Lab/Harvard Smithsonian Center for AstrophysicsJak wygląda aktywność genów

Szukając przełomowego wydarzenia naukowego mijającego roku, warto zwrócić szczególną uwagę na werdykt jednego z najbardziej prestiżowych czasopism naukowych na świecie, czyli amerykańskiego tygodnika „Science”. Tym razem wybrało ono (w głosowaniu) spośród 10 nominowanych odkryć kombinację trzech technik molekularnych (m.in. CRISPR/Cas), pozwalającą śledzić aktywność genów w pojedynczych komórkach, np. w trakcie rozwoju zarodka, oraz los samych komórek. Umożliwi to m.in. lepsze zrozumienie jednego z najbardziej złożonych procesów w przyrodzie – powstawania z pojedynczej komórki całego organizmu z jego wyspecjalizowanymi tkankami i organami. Dzięki owej kombinacji technik molekularnych naukowcy mogą m.in. dokładnie obserwować, jak regenerują się np. ludzkie tkanki lub jak zdrowe komórki przekształcają się w nowotworowe. W materiale wideo zamieszczonym na stronie internetowej tygodnika „Science”, który wyjaśnia znaczenie tego osiągnięcia, zostało ono porównane do uzyskania partytury muzycznej, dzięki której widać, jakie instrumenty w danym momencie grają swoją partię, a wszystkie razem tworzą np. symfonię.

Agnieszka Krzemińska: W tym roku moją uwagę zwróciły dwa odkrycia, jedno wyjątkowo mało wyględne, ale za to ważkie dla zrozumienia kolejności wydarzeń w procesie rozwoju ludzkości; drugie cieszące oczy i pogłębiające wiedzę o antycznym szkutnictwie.

Najstarszy chleb świata

Alexis Pantos/University of CopenhagenShubayqa 1 - stanowisko archeologiczne w Jordanii

Pierwsze miało miejsce w północno-wschodniej Jordanii, gdzie badacze z uniwersytetu w Kopenhadze znaleźli dowody na to, że łowcy-zbieracze z kultury natufijskiej piekli chleb już 14,5 tys. lat temu, czyli zanim pojawiło się rolnictwo. Znalezione w palenisku zwęglone resztki podpłomyków z wody oraz mąki ze zmielonych dzikich zbóż to nie tylko najstarszy dowód wypieku chleba, ale i potwierdzenie, że zanim człowiek udomowił pszenicę samopszę, przez jakiś czas zbierał, mielił i poddawał obróbce cieplnej ziarna dzikich zbóż. Rolnictwo to wynik potrzeby człowieka, by mieć do nich stały dostęp, ale jego początki są być może wcześniejsze, niż się wydawało. Okazuje się też, że zmiana myśliwych-zbieraczy w rolników, czyli wielka rewolucja cywilizacyjna, była rozciągniętym w czasie procesem i to jej punktem wyjścia, a nie efektem, był chleb.

Najstarszy w całości zachowany wrak statku – jak z waz greckich

300 m pod powierzchnią wody Morza Czarnego odkryto grecki statek handlowy z IV w. p.n.e. To najstarszy w całości zachowany wrak.Rodrigo Pacheco-Ruiz/Black Sea MAP300 m pod powierzchnią wody Morza Czarnego odkryto grecki statek handlowy z IV w. p.n.e. To najstarszy w całości zachowany wrak.

Nie należę do wielbicieli podwodnych odkryć, bo są dość monotonne (statki i porty), ale tegoroczne znalezisko – najstarszego w całości zachowanego wraku statku – robi wrażenie. Pochodzący z IV w. p.n.e. ma nietknięte maszt, wiosła, ławy wioślarzy oraz ster i leży w Morzu Czarnym, 80 km od bułgarskiego wybrzeża na głębokości 2 km. Był to grecki statek handlowy o 23 m długości, który utonął wraz z kilkunastoosobową załogą. Na zdjęciach widać wszystkie szczegóły konstrukcyjne, a maszt jest identyczny jak te na wazach greckich w scenach z Odyseuszem, do których jest przywiązany, by nie dać się uwieść syrenom. Póki co zdjęcia muszą nam wystarczyć, bo wrak leży zbyt głęboko, by mogli zbadać go nurkowie, a jego wyciągnięcie byłoby zbyt drogie i ryzykowne.

Piotr Rzymski: W tym roku znów mieliśmy przyjemność śledzić, jak odkrywane są nieznane wcześniej karty z historii naszych krewnych – neandertalczyków i denisowian. Moją uwagę przykuło także ochłodzenie entuzjazmu towarzyszącego dotąd wykorzystaniu techniki edycji genów CRISPR/Cas9.

Przecinające się więzy historii neandertalczyków, denisowian i Homo sapiens

U. Niesert, F. Vincentz/WikipediaNeandertalczycy - rekonstrukcja

Kilkadziesiąt tysięcy lat temu my, neandertalczycy i denisowianie, nie tylko żyliśmy obok siebie, ale i krzyżowaliśmy się. Już wcześniej wiadomo było, że w genomie Europejczyków i niektórych Azjatów jest 1–3 proc. domieszki pochodzącej od neandertalczyków. Przeprowadzone w 2018 r. badania wykazały z kolei, że przedstawiciele Homo sapiens krzyżowali się w różnych częściach świata i odstępach czasowych z co najmniej dwoma różnymi grupami denisowian. Z kolei w górach Ałtaju odkryto również pierwsze w historii szczątki hybrydy: 13-letniej dziewczynki nazwanej Denny, której matka była neandertalką, a ojciec denisowianem. Z analizy porównawczej DNA różnych neandertalczyków wynika, że rodzice Denny mogli przybyć na Syberię z Europy bądź po jej urodzeniu wyemigrować na jej obszar. Dziś po neandertalczykach i denisowianach pozostały nam pochodzące od nich domieszki w genomie oraz pytanie, na które miejmy nadzieję kiedyś poznamy odpowiedź: dlaczego my przetrwaliśmy, a oni nie?

Wzloty i upadki techniki CRISPR/Cas

vchalup2/PantherMediaEdytowanie genów - mniejsze

Rok 2018 obfitował w liczne budzące skrajne emocje doniesienia związane z wykorzystaniem techniki edycji genów CRISPR/Cas9. Najpierw wykazano, że we krwi ludzi mogą występować przeciwciała białka Cas9. W innych badaniach stwierdzono, że dokonywane przez Cas obustronne cięcie DNA może prowadzić do silnej aktywacji białka p53, skutkując apoptozą, tzn. programowaną śmiercią komórki. Odkrycia te, poddające w wątpliwość kliniczne zastosowania CRISPR/Cas, wywołały trzęsienie ziemi w firmach biotechnologicznych inwestujących w terapie oparte na tej technice. W listopadzie 2018 r. doszło do istnej erupcji, gdy jeden z chińskich badaczy oznajmił, że na świat przyszły dwie dziewczynki, których genomy edytowane były przy pomocy CRISPR/Cas na etapie zapłodnienia in vitro. Skutki klinicznie przeprowadzonej edycji są jak dotychczas nieznane. Wszystko to prowadzi do pytania o granice stosowania technik inżynierii genetycznej w edycji ludzkich komórek. Nie zmienia to faktu, że CRISPR/Cas wciąż daje szansę terapii wcześniej nieuleczalnych chorób. W 2018 r., po zgodzie amerykańskiej Agencji Żywności i Leków, rozpoczęto rekrutację pacjentów do badania klinicznego, którego celem jest zweryfikowanie skuteczności wykorzystania tej techniki w leczeniu anemii sierpowatej i beta-talasemii, chorób krwi uwarunkowanych mutacjami punktowymi. Jedno jest pewne: cokolwiek przyniesie dla CRISPR/Cas rok 2019, na pewno będzie o tym bardzo głośno.

Paweł Walewski: Nie lubię dorocznych podsumowań odkryć naukowych w medycynie. Bo czym mierzyć ich sukces: liczbą wycinków prasowych lub polubień w portalach społecznościowych? Znaczenie powinna mieć skala wykorzystania takiego kroku milowego w praktyce, a więc korzyści, jakie odnoszą pacjenci – a akurat w tej dziedzinie potrzebny jest upływ czasu, by docenić wartość przełomu z punktu widzenia użyteczności w praktyce lekarskiej.

Doniosłe badania w biotechnologii, genetyce i innych dziedzinach kluczowych dla onkologii czy transplantologii są dziś rozciągnięte na lata. Zanim autorzy ogłoszą ich wyniki na forum publicznym, mija zazwyczaj wiele miesięcy – a publikacja w renomowanym piśmie nie oznacza jeszcze, że efekty natychmiast przełożą się na zmianę postępowania przy łóżku pacjenta lub na sali operacyjnej. Ocena czyjegoś sukcesu wymaga więc cierpliwości.

Zaszokować świat. Wątpliwy eksperyment He Jiankui

He JiankuiZhang Wei/ForumHe Jiankui

Dlatego czy listopadowe rewelacje z Chin o pierwszych zmodyfikowanych genetycznie dzieciach zasługują na miano przełomowego wydarzenia? Szum wokół tej sprawy wywołał lawinę prasowych komentarzy, jakby w istocie chodziło o nowy przewrót kopernikański – wszak zastosowanie techniki CRISPR/Cas do zmodyfikowania DNA ma w sobie olbrzymi potencjał rozwiązania mnóstwa problemów związanych nie tylko z chorobami dziedzicznymi.

Ale czy należy przejść obojętnie wobec okoliczności tego dokonania? Chiński genetyk He Jiankui z Southern University of Science and Technology w Shenzhen zaszokował środowisko naukowe, które już dawno postawiło warunki wymagane przy zaakceptowaniu tego typu metody: powinien być to jedyny sposób, aby pomóc rodzicom w stworzeniu zdrowego dziecka, badacze muszą zrobić wszystko, co możliwe, aby pokazać, że technika jest bezpieczna, badanie należy poddać uważnej weryfikacji etycznej i przeprowadzić je w sposób przejrzysty. A w tym wypadku nie spełniono żadnego z tych kryteriów. Więc jest przełom czy nie?

Czytaj także: Eksperyment He Jiankui. Co wiemy, a czego nie wiemy o modyfikacji genomu pierwszych „dzieci GMO”?

Urodzaj czy porażka?

ŚródmiąższePolitykaŚródmiąższe

Jak trudno ułożyć listę choćby 10 najdonioślejszych odkryć medycznych w mijającym roku, pokazuje rozstrzał kandydatów, które prezentują rozmaite portale naukowe. Czego tam nie ma! Od udanych eksperymentów regeneracji komórek, przez nowe leki oparte na mechanizmie wyciszania genów lub tworzenie implantów w technice 3D. A może szczepionka na spowolnienie choroby Alzheimera? Albo zidentyfikowanie wiosną nowego organu, który nazwano śródmiąższem?

Już tylko ten przegląd doniesień, o których pisaliśmy na portalu POLITYKI, pokazuje, jak trudno za triumf nauki uznać coś, co szybko nie przekłada się na poprawę komfortu leczenia lub wręcz wyleczalność wielu chorób. O tym często decydują nie odkrycia ze światowych laboratoriów, lecz całkiem pomniejsze zmiany dające chorym możliwość skorzystania z już wcześniej odkrytych leków lub metod diagnostycznych.

Postęp, który cieszy. Refundacja leku na SMA i niektóre nowotwory

W sierpniu na łamach POLITYKI pisałem o dostępnym od kilku lat na Zachodzie jedynym leku dającym nadzieję na poprawę stanu u osób dotkniętych rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA to ang. skrót nazwy tej choroby: Spinal Muscular Atrophy). I w ostatnich dniach grudnia Ministerstwo Zdrowia podjęło decyzję o refundacji tego preparatu dla wszystkich chorych w ramach programu lekowego, co dla grupy ok. 700 pacjentów w Polsce jest z pewnością sporym przełomem, z którym wejdą w 2019 r.

Podobną satysfakcję mają inne środowiska, np. chorych z rakiem płuca lub białaczkami, dla których resort zdrowia – po żmudnych negocjacjach z producentami leków – wprowadził do refundacji niedostępne wcześniej w naszym kraju specyfiki. Ale kolejka oczekujących na decyzje jest wciąż długa. Tak jak głód odkryć w medycynie nigdy nie będzie w pełni zaspokojony.

Michał Rolecki: Naukowcy wyliczyli, że mamy zaledwie 12 lat, żeby zatrzymać globalne ocieplenie na poziomie 1,5 st. i uniknąć katastrofy klimatycznej. Dla mnie to najważniejsza naukowa informacja roku. Spośród wielu innych ciekawych osiągnięć w nauce na wyróżnienie zasługuje także odkrycie wpływu wirusów na choroby autoimmunologiczne.

Tylko 12 lat, by powstrzymać niszczące działanie globalnego ocieplenia

Elektrownia BełchatówFlickr/•Elektrownia Bełchatów

Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu – 91 naukowców z 40 krajów – wyliczył, że ograniczenie globalnego ocieplenia do 2 st. (względem epoki przedprzemysłowej) przyniesie bardzo dużo niekorzystnych zmian na Ziemi, zaś ograniczenie do 1,5 st. – pozwoli je znacząco zmniejszyć. Do tej pory nie wiedzieliśmy, że te pół stopnia może oznaczać aż taką różnicę. To odkrycie pierwsze. Ale w tym samym raporcie pojawia się też konkluzja, że jeśli chcemy osiągnąć ten bardziej optymistyczny cel, mamy niewiele czasu. W ciągu nieco ponad dekady musimy ograniczyć spalanie paliw kopalnych o połowę, a w ciągu trzech zrezygnować z nich całkowicie.

Choć o globalnym ociepleniu wiemy od prawie półwiecza, tak szczegółowe wyliczenia wydają mi się przełomowe. Mam głęboką nadzieję, że dadzą impuls do szybszych zmian. Szybszych, bo energetyka słoneczna i wiatrowa rozwijają się niezmiernie dynamicznie (poza Polską), ale nadal brakuje dobrych sposobów na przechowywanie energii na czas, gdy brakuje słońca lub wiatru.

Wirusy są odpowiedzialne za choroby autoimmunologiczne?

Robert Byron/PantherMediawojna o szczepienia

W 2018 r. zyskaliśmy także bardzo ważne informacje na temat zależności między wirusami a chorobami autoimmunologicznymi. Badacze ze Szpitala Dziecięcego w Cincinati w opublikowanej w tym roku w „Nature Genetics” pracy wykazali, że u dzieci cierpiących na toczeń zawsze obecny jest wirus Epsteina-Barr (EBV). Co ważniejsze, przedstawili również biochemiczny mechanizm, dzięki któremu wirus mononukleozy może zwiększać ryzyko wystąpienia innych chorób autoimmunologicznych – czyli takich, w których układ odpornościowy atakuje organizm. Do takich chorób oprócz tocznia należy stwardnienie rozsiane, reumatoidalne i młodzieńcze zapalenie stawów, zapalenie jelit, celiakia oraz cukrzyca typu 1.

Co ciekawe, także w tym roku opublikowano badania wskazujące na podobną zależność w przypadku otyłości – adenowirusy (typu 36) występują u większości osób z otyłością i nadwagą, rzadkie są zaś u osób o wadze normalnej. To potwierdzałoby dość kontrowersyjną dotychczas hipotezę, że otyłość jest także chorobą autoimmunologiczną.

Oba odkrycia mogą sprawić, że w przyszłości będzie można zaszczepić się przeciwko chorobom autoimmunologicznym (a być może i otyłości).

Czytaj także: Ograniczenia kaloryczne drogą do długowieczności i zdrowia?

Przemek Berg: W naukach o Kosmosie dwa odkrycia tego roku wydają mi się ważne na tyle, że pewnie będzie się o nich dużo mówiło także w przyszłości. W zasadzie jest to jedno odkrycie i jedno wydarzenie.

Odkrycie planety Farout (2018 VG18) – najdalszego zaobserwowanego ciała kosmicznego

2018 VG18 Farout – najbardziej odległy obiekt Układu SłonecznegoCarnegie Institution for Science2018 VG18 Farout – najbardziej odległy obiekt Układu Słonecznego

17 grudnia Minor Planet Center, czyli instytucja badawcza działająca pod auspicjami Międzynarodowej Unii Astronomicznej (IAU), zajmująca się rejestracją odkryć niewielkich obiektów Układu Słonecznego, poinformowała o zaobserwowaniu najdalszego ciała kosmicznego, prawdopodobnie karłowatej planety, krążącej wokół Słońca. To tzw. Farout, któremu IAU nadała wkrótce oficjalny symbol – 2018 VG18. Planetka jest niezwykle daleko od nas i krąży wolno wokół naszej gwiazdy w odległości 120 jednostek astronomicznych, a więc dystansów Ziemia–Słońce (150 mln km). To najdalsza obserwacja. Najodleglejszym dotąd obiektem Układu Słonecznego, jaki udało nam się zaobserwować, była planeta karłowata Eris (96 jednostek). Trzeba jednak jeszcze kilku lat obserwacji, by określić dokładnie orbitę VG18, tak jest daleko od nas. Jej okres orbitalny (czas pełnego okrążenia Słońca) to ponad 1000 lat. Już jednak wiadomo, że ma ok. 500 km średnicy, jest okrągła i ma mocno różowe zabarwienie, co jest charakterystyczne dla obiektów bogatych w lód. Odkrycie VG18 nastąpiło wkrótce po zaobserwowaniu, w październiku tego roku – przez ten sam zespół badaczy – podobnego obiektu 2015 TG387, ten jednak znajduje się nieco bliżej, w odległości 80 jednostek. W 2014 r. zaobserwowano jeszcze inne, podobne ciało, a mianowicie 2012 VP113. Wszystkie znajdują się stosunkowo blisko siebie i uczeni podejrzewają, że może oddziaływać na nie tzw. dziewiąta planeta Układu Słonecznego. Hipotetyczna, ale dość prawdopodobna duża planeta typu Ziemia krążąca wokół Słońca w odległości setek jednostek astronomicznych.

Sonda Voyager 2 opuściła na zawsze nasz Układ Słoneczny

5 listopada 2018 r. sonda Voyager 2 przekroczyła heliopauzę i znalazła się w przestrzeni międzygwiezdnej.NASA5 listopada 2018 r. sonda Voyager 2 przekroczyła heliopauzę i znalazła się w przestrzeni międzygwiezdnej.

11 grudnia tego roku Jet Propultion Laboratory i wysocy przedstawiciele NASA poinformowali, że sonda Voyager 2 wystrzelona z Ziemi 20 sierpnia 1977 r. opuściła na zawsze nasz Układ Słoneczny. Minięcie granicy naszego Układu i głębokiego Kosmosu nastąpiło 5 listopada tego roku. Voyager 2 znalazł się poza obszarem heliosfery, w której dominuje oddziaływanie cząstek wiatru słonecznego, i mknie obecnie w przestrzeni Galaktyki, w której dominują znacząco inne cząstki promieniowania kosmicznego. Sonda znajduje się obecnie w odległości ponad 18 mld km od Ziemi, ale wciąż centrum kontroli jej lotu utrzymuje z nią kontakt. Tyle że sygnał wysłany do sondy potrzebuje niemal 17 godzin, by do niej dotrzeć; dla porównania sygnał z Ziemi potrzebuje na dotarcie do Słońca ośmiu minut. Voyager 2 jest drugim obiektem zbudowanym przez człowieka, który opuścił nasz kosmiczny dom i będzie przemierzać przestrzeń Galaktyki prawdopodobnie po wsze czasy. Pierwszą sondą, która tego dokonała, była bliźniacza Voyager 1. Ta opuściła nasz Układ jako pierwsza w historii, a było to w 2012 r. Jest teraz w odległości 22 mld km od nas.

Obie sondy mają na pokładach płyty (analogowe) z informacjami o Ziemi i cywilizacji ludzkiej. Ich radioizotopowe ogniwa termoelektryczne pozwolą na utrzymywanie kontaktów z nimi jeszcze tylko przez kilka lat. Potem obie sondy na zawsze zamilkną. Staną się nieme, ciemne i głuche. Voyager 1 za 18 tys. lat oddali się od Ziemi na odległość roku świetlnego, a w roku 40 272 minie dość blisko gwiazdę Gliese 445 w gwiazdozbiorze Żyrafy. Tymczasem Voyager 2 w roku 40 176 minie gwiazdę Ross 248 w gwiazdozbiorze Andromedy, a za 294 tys. lat przemknie dość blisko najjaśniejszej gwiazdy na naszym niebie – Syriusza. Odległości między gwiazdami w Galaktyce są tak ogromne, że ryzyko, iż któryś z Voyagerów zderzy się z jakimś ciałem lub zostanie pochwycony grawitacyjnie, jest niezwykle małe. Będą mknąć przez Kosmos wiecznie, a w każdym razie tak długo, jak długo będzie istnieć nasza Galaktyka, czyli wiele miliardów lat. Obie sondy na pewno przeżyją ludzkość.

Czytaj także: Sonda Voyager 1 – nasz najdalszy odkrywca. 40 lat w Kosmosie

Pożegnalne zdjęcie Voyagera 2. Neptun i TrytonNASAPożegnalne zdjęcie Voyagera 2. Neptun i Tryton
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama