Nauka

Dlaczego nie pada? Susza meteorologiczna to dopiero początek

Niski poziom wody w Wiśle, 20 kwietnia 2020 r. Niski poziom wody w Wiśle, 20 kwietnia 2020 r. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta
Wiosenne susze powoli stają się naszą zmorą i naszą normą. Dlaczego deszcz omija nas od ponad miesiąca?

Zacznijmy od tego, że nie tylko nas. Większość Europy czeka od tygodni na deszcz, np. w Szwajcarii nie widziano go od połowy marca. Taka pogoda to piekło choćby dla alergików, bo w wiosennej atmosferze, która nie jest regularnie oczyszczana przez opady deszczu, rośnie poziom pyłków wielu drzew – kwiecień to pora pylenia m.in. brzozy, grabu i jesionu. Szczególnie ta pierwsza potrafi zatruć ludziom życie. Pod koniec kwietnia do drzewa zaczną się dołączać trawy, których pyłek jest bardzo silnym alergenem, a najwięcej go w powietrzu w maju i czerwcu. Jeśli więc susza meteorologiczna, czyli po prostu brak deszczu, będzie trwała, wszyscy ci dręczyciele alergików mogą im się dać mocno we znaki.

Czytaj też: Nad Biebrzą płonie przyrodniczy odpowiednik Notre Dame

Dlaczego brakuje opadów?

Kłopoty osób cierpiących na alergie wziewne to tyko jedna z wielu konsekwencji długotrwałego niedoboru opadów. Czemu ich nie ma? Powód jest ten sam od wielu miesięcy: umiarkowane szerokości geograficzne półkuli północnej zostały opasane obręczą z wyżów atmosferycznych, które pompują m.in. do Europy suche i przeważnie łagodne powietrze z zachodu. Tak było przez całą zimę. W Polsce była ona najcieplejsza od początku prowadzenia pomiarów, czyli mniej więcej od połowy XIX w. Średnia z trzech miesięcy zimowych 2019/2020 – grudnia, stycznia i lutego – wyniosła 3,1 st. C i była wyższa o 1 st. od średniej z lat 1981–2010. Eksperci IMGW określili ją jako „ekstremalnie ciepłą”, zwracając uwagę, że w porównaniu z połową XX w. zimy ociepliły się już o 2,5 st. C.

Czytaj także: Styczeń bez śniegu. Czeka nas susza

„Ekstremalnie ciepło” i sucho na tle średnich wieloletnich

Nawiasem mówiąc, na przykładzie tej zimy widać, jak trudno sporządzić prognozę na cały sezon. Przygotowuje się ją w oparciu o modele komputerowe. Na ich podstawie naukowcy z Pracowni Prognoz Długoterminowych IMGW przewidywali pod koniec listopada zeszłego roku, że po względnie ciepłym i umiarkowanie mokrym grudniu 2019 r. dwa pierwsze miesiące 2020 będą chłodniejsze od normy na większości terytorium kraju i zarazem mokre. Tymczasem było „ekstremalnie ciepło”. Także marzec 2020 r. okazał się miesiącem cieplejszym od norm wieloletnich – aż o 1,7 st. C w porównaniu ze średnią z trzydziestolecia 1981–2010 – i przede wszystkim miesiącem bardzo suchym (powietrze miało niską wilgotność względną). Na początku miesiąca tu i ówdzie trochę jeszcze padało, ale w drugiej i trzeciej dekadzie deszcze praktycznie zanikły. W porównaniu ze średnią wieloletnią w marcu spadło o jedną trzecią deszczu mniej, w Polsce centralnej – o ponad połowę mniej.

Czytaj też: Polska wysycha. Czy jesteśmy skazani na susze i pustynnienie?

We władaniu wyżu atmosferycznego

Kwiecień jest na razie równie suchy – wszystko za sprawą wyżów, które wciąż rządzą pogodą w Polsce, a prognozy na maj są niepewne. Nad północnym Atlantykiem rozsiadł się wyż, który z jednej strony tłoczy ciepłe powietrze do Arktyki, a z drugiej posyła w kierunku Europy Wschodniej i częściowo Środkowej chłodne, lecz nadal suche powietrze zza koła polarnego. Jeśli ten wyż okaże się uparty i silny, czekają nas kolejne tygodnie bez opadów, choć zarazem ze względnie niskimi temperaturami, co może trochę łagodzić suszę (niższe temperatury to mniejsze parowanie). Dopiero gdy wyż ulegnie niżom, wtedy możemy liczyć na obfitsze deszcze. Na razie w Europie mokro jest tylko w Hiszpanii, południowej Francji i we Włoszech, czyli tam, gdzie wyż nie dociera.

Czytaj też: Na Evereście rośnie trawa. Nie ma się z czego cieszyć

Jak poważna jest sytuacja w Polsce?

Susza w Polsce to jednak coś znacznie poważniejszego niż brak opadów przez miesiąc lub dwa. Gdyby tylko o to chodziło, nie musielibyśmy się tak przejmować. W przeszłości nie raz, nie dwa zdarzały się suche okresy, po których przychodziły deszcze – przyroda z nawiązką oddawała to, czego wcześniej poskąpiła. Od lat jest jednak inaczej – w wielu regionach kraju deficyt opadów stał się nową normą. A kiedy niedobór deszczu staje się chroniczny, zaczyna ubywać wody w rzekach (susza hydrologiczna), w glebie (susza rolnicza) oraz w poziomach wodonośnych (susza hydrogeologiczna). I to właśnie jest problem Polski. Cóż z tego, że luty i początek marca były względnie mokre, skoro wciąż było to o wiele za mało do zakończenia suszy rolniczej, hydrologicznej i hydrogeologicznej. Gdyby chociaż lutowe opady miały postać śniegu, wówczas zmagazynowana w nim woda zasiliłaby rzeki i glebę podczas wiosennej posuchy. Niestety, luty też okazał się wyjątkowo ciepły, więc zamiast śniegu spadł deszcz, a dostarczona przez niego woda szybko zniknęła – także w wyniku intensywniejszego parowania za sprawą wyższych temperatur powietrza.

Czytaj też: Z Kanału Panamskiego znika woda, a z nią pieniądze

Jak sucha jest susza?

Istnieje wiele wskaźników oceny intensywności suszy. Jedne biorą pod uwagę tylko opady atmosferyczne, inne również tempo parowania, retencji i odpływu wody, kolejne – zawartość wody w glebie, kondycję roślin. Niezależnie od tego, po który wskaźnik sięgniemy, obraz w przypadku Polski będzie podobny. Weźmy dla przykładu wskaźnik SPEI (skrót od ang. Standardized Precipitation Evaporation Index) stosowany powszechnie przez naukowców do oceny klimatycznego bilansu wodnego na podstawie wielkości opadu atmosferycznego oraz parowania. Ze wskaźnika tego korzystają twórcy Global Drought Monitor. Z przedstawionych przez nich map wynika, że od paru lat w Polsce (a także w wielu innych krajach Europy) przybywa susz meteorologicznych i rolniczych oraz rośnie prawdopodobieństwo rozwoju susz hydrologicznych, gdy rzeki szorują po dnie koryt.

Intensywność tych susz bywa różna – od lekkich po ekstremalne – ale generalnie jest ich o wiele więcej niż jeszcze dekadę temu, kiedy polscy badacze, owszem, obserwowali pewien wzrost suchości klimatu i pojawienie się tendencji do nasilenia susz w okresie letnim, ale zarazem stwierdzali, że na razie zjawisko to jest nieistotne statystycznie. „Jednak intensyfikacja ocieplenia klimatu może tę sytuację zmienić” – prognozowała Joanna Wibig z Uniwersytetu Łódzkiego, analizując dane z lat 1951–2006 („Woda-Środowisko-Obszary Wiejskie”, 2012). Dziś, gdy mamy za sobą dekadę rekordowych wzrostów temperatur, trend jest już oczywisty. Urszula Somorowska z Uniwersytetu Warszawskiego, która także sięgnęła po wskaźnik SPEI, aby przyjrzeć się danym z lat 1956–2015 r., stwierdziła, że „na znacznej części terytorium Polski, w pasie od południowego zachodu po centrum, obserwuje się wyraźny wzrost suchości klimatu” („Acta Geophysica”, 2016).

Czytaj także: Kolejki po wodę (z powietrza)

Susze głównym zagrożeniem dla połowy Europy

A jak będzie wyglądała przyszłość? Aby ją przewidzieć, trzeba sięgnąć po modele matematyczne oraz projekcje zmian klimatu w XXI w. uwzględniające różne scenariusze emisji gazów cieplarnianych. Uczynił tak ostatnio Jonathan Spinoni, naukowiec z Joint Research Centre, naukowej agendy Komisji Europejskiej. W ramach unijnego projektu EURO-CORDEX wykonał z grupą współpracowników symulacje intensywności przyszłych susz w Europie, biorąc pod uwagę dwa warianty ocieplenia ziemskiego klimatu: umiarkowanego (w granicach 1,5–2 st. C do końca wieku, licząc od początku epoki przemysłowej) i silnego (ponad 4 st. C).

W pierwszym scenariuszu częstotliwość susz rosła wyraźnie na południu kontynentu, mniej wyraźnie w jego środkowej części (czyli m.in. w Polsce) i malała na północy. W drugim scenariuszu – zakłada on, że w najbliższych kilku dekadach nie uda się zahamować tempa wzrostu emisji gazów cieplarnianych – praktycznie w całej Europie, z wyjątkiem jej północnych krańców, wilgotność powietrza znacznie spadła. „Szybki wzrost temperatur powietrza sprawi, że przewaga parowania potencjalnego nad opadami atmosferycznymi będzie się systematycznie powiększała, nawet jeśli tych drugich przybędzie. Susze mogą stać się głównym zagrożeniem klimatycznym na co najmniej połowie obszaru Europy. Bilans wodny zostanie zachwiany, zmniejszą się zasoby wody powierzchniowej i podziemnej, wzrośnie deficyt wody w glebie. Skutki ekonomiczne, ekologiczne i społeczne jeszcze częstszych, silniejszych i dłuższych susz byłyby olbrzymie” – przestrzega Spinoni.

Czytaj też: Zmiany klimatyczne wymykają się spod kontroli

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Kawiarnia literacka: Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka

Polska to nie jest kraj, w którym wypada mówić, że 500 plus nie należy się wszystkim.

Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka
26.05.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną