Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Nauka

Omikron. Czy faktycznie potrzebna nam nowa wersja szczepionki?

Wkrótce po wykryciu wariantu omikron firmy farmaceutyczne ogłosiły rozpoczęcie prac nad nowymi wersjami szczepionek. Tylko czy na pewno są one potrzebne? Wkrótce po wykryciu wariantu omikron firmy farmaceutyczne ogłosiły rozpoczęcie prac nad nowymi wersjami szczepionek. Tylko czy na pewno są one potrzebne? HayDmitriy / PantherMedia
Żaden z dotychczasowych wariantów SARS-CoV-2 nie wymagał wprowadzenia zaktualizowanej wersji szczepionki. Omikron jest pierwszym, w przypadku którego taka ewentualność na poważnie jest brana pod uwagę. Czy to w ogóle konieczne? Są wątpliwości.

Sam fakt, że wkrótce po wykryciu omikrona firmy farmaceutyczne ogłosiły rozpoczęcie prac nad nowymi wersjami szczepionek, nie dziwił ani o czymkolwiek nie przesądzał. To rutynowe postępowanie, gdy Światowa Organizacja Zdrowia klasyfikuje kolejny wariant jako budzący obawy (ang. variant of concern), a do takich zaliczono omikron. Zaletą technologii mRNA jest to, że samo zaprojektowanie nowej wersji szczepionki zajmuje kilkanaście minut. Jeśli mamy wiedzę o biologii molekularnej patogenu, to aby napisać układ sekwencji kodującej odpowiednie białko kolca, wystarczy nam kilka chwil pracy na komputerze. Więcej czasu zabiera oczywiście wyprodukowanie dawek pilotażowych, nie mówiąc już o skalowaniu produkcji do poziomu masowego. Tak czy owak, żadna inna dostępna technologia do produkcji szczepionek nie jest tak ekspresowa jak mRNA.

Czytaj także: Szczepionki mRNA. Co je łączy, co różni, która jest lepsza?

Wariant beta: nie taki diabeł straszny, jak go malowali

W 2021 r. BioNTech/Pfizer i Moderna wyprodukowały niejedną nową wersję szczepionki mRNA przeciw covid-19. Na początku ubiegłego roku najwięcej niepokoju budził wariant beta. Rozprzestrzeniał się szybko w Afryce, a badania eksperymentalne z udziałem surowicy osób zaszczepionych wskazywały, że może w istotny sposób ograniczać działanie przeciwciał neutralizujących. Wspólnie z ekspertami Nauki Przeciw Pandemii tłumaczyliśmy, że w warunkach rzeczywistych szczepionki powinny zachować skuteczność, zwłaszcza w zakresie ochrony przed ciężkim przebiegiem choroby. Przypominaliśmy, że badania in vitro prowadzone z udziałem surowicy tak naprawdę analizują tylko fragment immunologicznej rzeczywistości i nie mogą być traktowane jak wyrocznia o działaniu układu odporności zaszczepionych osób.

Nie zmienia to faktu, że amerykańska Moderna opracowała dostosowaną do wariantu beta wersję szczepionki o kodowej nazwie mRNA-1273.351. W marcu 2021 r. rozpoczęło się badanie kliniczne pierwszej fazy z jej udziałem. Podawana była wtedy zarówno osobom niezaszczepionym, jak i tym, które otrzymały dwie dawki pierwotnej wersji preparatu. Tłumaczyłem wtedy, że to nie powód do niepokoju, ale działania przygotowujące do ewentualnego planu B, gdyby w przyszłości pojawił się wariant znacząco pogarszający skuteczność szczepionek. Miałem rację. Półroczne obserwacje z badań klinicznych trzeciej fazy, której uczestnicy otrzymali dwie dawki pierwotnej wersji szczepionki mRNA, wykazały bardzo wysoki poziom ochrony przed objawową infekcją wariantem beta. Potwierdziły to również wyniki badań poautoryzacyjnych. Wreszcie dodatkowe badania kliniczne wykazały, że siłę neutralizującą przeciwciał wobec wariantu beta można w razie potrzeby poprawić w prosty sposób: podając dawkę przypominającą pierwotnej wersji szczepionki. Nie było nawet pożaru, który trzeba by gasić.

Czytaj także: Deltakron i delmikron. Medialna wydmuszka czy realne zagrożenie?

Boosterem w deltę

W międzyczasie wariant beta został wyparty w Afryce przez deltę, która szybko dominowała również w Europie, USA i wielu innych miejscach na świecie. Nic dziwnego, jej znakiem rozpoznawczym była istotnie zwiększona transmisyjność. Dla tzw. wariantów podstawowych SARS-CoV-2 bazowy współczynnik reprodukcji wirusa (R0), który określa, ile osób może zostać zainfekowanych przez jednego zakażonego, wynosił zaledwie 2,5. Dla wariantu beta osiągał już wartość 3,5, dla alfa ok. 4, a dla delty według niektórych badań nawet 7–8.

Posiadane przez deltę mutacje przyspieszały nie tylko tempo infekowania komórek, ale i rozprzestrzeniania się w organizmie. Osoby nią zainfekowane charakteryzowały się wyższym ładunkiem wirusa w drogach oddechowych i rozprzestrzeniały więcej jego cząstek – łatwiej było o zakażenie. Co istotne, badania eksperymentalne nie wykazywały, by delta potrafiła bardzo istotnie zmniejszać siłę działania przeciwciał neutralizujących osób zaszczepionych. Problem polegał na tym, że z upływem kolejnych miesięcy ich surowiczy poziom się zmniejszał. Inwestująca przede wszystkim w ilość delta potrafiła więc z większą łatwością przebić się przez pierwszą linię zasieków.

Badania prowadzone w USA wykazały, że skuteczność ochrony przed infekcją wariantem delta wynosiła na przestrzeni pół roku 75 proc., podczas gdy dla innych wariantów – 91 proc. Co jednak najważniejsze, poziom ochrony przed hospitalizacją był relatywnie stabilny i wysoki, wynosił ponad 90 proc. Nic dziwnego; badania wykazały, że odpowiedź komórkowa osób, które prawidłowo zareagowały na szczepienie, bez zarzutu rozpoznaje deltę. W praktyce oznaczało to, że wystarczy podanie kolejnej dawki tej samej szczepionki. Znów otrzymane zaktualizowane wersje preparatów mRNA okazały się nieprzydatne. Warto jednak wspomnieć, że w międzyczasie rozpoczęły się badania kliniczne kandydatek na szczepionkę dwuwalentną. Przykładem był m.in. preparat mRNA-1273.213 opracowany przez Modernę, który zawierał cząsteczki mRNA kodujące zarówno białko kolca wariantu delta, jak i beta.

Czytaj także: Alfa, delta, teraz lambda? Warianty koronawirusa w natarciu

Pfizer zapowiada nową szczepionkę na marzec, Unia zamawia 180 mln dawek

Omikron może okazać się pierwszym wariantem, dla którego wprowadzenie nowej wersji szczepionki będzie uzasadnione. Jego białko kolca, czyli element, wobec którego buduje się odporność osób zaszczepionych, zmienione jest przez ok. 30 mutacji prowadzących do różnic w układzie pojedynczych aminokwasów. Na tle innych wariantów to rekordowo dużo. To dlatego ryzyko ponownego zakażenia ozdrowieńców i wystąpienia infekcji przełomowej u osoby zaszczepionej jest dla tego wariantu wyższe niż dla innych. Przeciwciała obu tych grup rozpoznają omikron znacznie słabiej.

Albert Bourla, szef Pfizera, zapowiedział niedawno, że nowa wersja szczepionki mRNA dopasowana do omikrona będzie dostępna w marcu. Jak przekazała już w połowie grudnia 2021 r. Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, państwa UE zgodziły się, by w ramach trzeciego kontraktu z Pfizerem i BioNTechem uruchomić pierwszą transzę zamówień na 180 mln dawek zmodyfikowanej wersji szczepionki. Piętrzą się jednak pytania, czy taka szczepionka naprawdę będzie potrzebna.

Czytaj więcej: Zastrzyk w rozwój szczepionek

„Naturalna dawka przypominająca” daje szeroko neutralizujące przeciwciała

Według zapowiedzi WHO na przestrzeni następnych sześciu–ośmiu tygodni omikronem może się zakazić nawet połowa europejskiej populacji. Jeśli prognozy się ziszczą, nowa wersja szczepionki pojawi się, gdy szpitale w wielu krajach będą już przepełnione, głównie niezaszczepionymi pacjentami. Z nowym wariantem spotka się także istotny odsetek osób zaszczepionych.

Wstępne wyniki badań wskazują, że przejście infekcji omikronem przez osobę zaszczepioną prowadzi do produkcji szeroko neutralizujących przeciwciał. Unieszkodliwiają one również inne warianty z grupy budzących obawy (alfa, beta, gamma i delta). Dodajmy, że osoby zaszczepione dwiema dawkami preparatu mRNA dysponują swoistą odpowiedzią komórkową, która dobrze rozpoznaje wariant omikron – jej działanie można jeszcze zwiększyć, przyjmując dawkę trzecią. A to ona odgrywa najważniejszą rolę w ograniczaniu ryzyka ciężkiego przebiegu choroby, gdy dojdzie do infekcji koronawirusem. Gdy w punktach szczepień pojawi się zaktualizowana wersja szczepionki, wiele osób zaszczepionych ma szansę być już po „naturalnej dawce przypominającej”, której „przyjęciu” towarzyszą, w większości przypadków, najwyżej łagodne „skutki uboczne”. Natomiast w gronie osób, które uparcie odmawiają przyjęcia jakiejkolwiek dawki szczepionki na covid-19, swoje zrobi zapewne selekcja naturalna.

Czytaj także: Czwarta fala. Na intensywnej terapii umierają już wszyscy

Kolejny booster? Ale po jakim czasie?

Kolejną otwartą kwestią jest czas od otrzymania dawki przypominającej, po upływie którego można byłoby podać kolejną dawkę szczepionki dostosowanej już do omikrona. Uważam, że w tym celu potrzebne jest zrozumienie, jak zmienia się w czasie poziom ochrony przed hospitalizacją u osób zaszczepionych podstawową wersją boostera. Wiadomo wstępnie, że w przypadku osób, które otrzymały tylko dwie dawki szczepionki, wynosi 70 proc., podczas gdy po otrzymaniu dawki przypominającej ochrona wzrasta do 90 proc. Czy będzie istotnie spadała na przestrzeni kolejnych miesięcy? Niekoniecznie, bo to zależeć będzie nie tyle od surowiczego poziomu przeciwciał, ile od sprawności swoistej odpowiedzi komórkowej. A przecież obecnie priorytetem walki z SARS-CoV-2, który najpewniej z nami zostanie, jest łagodzenie skutków klinicznych infekcji. Chodzi o to, by nie powodował tak gwałtownego natłoku w szpitalach między jesienią a wiosną, licznych zgonów, przeciążenia systemu opieki zdrowotnej, pogłębiania się kryzysu gospodarczego itd. Adaptowana do omikrona wersja szczepionki może pojawić się w marcu, ale jej podawanie jako kolejnego boostera może jeszcze nie mieć większego sensu, jeśli otrzymanie poprzednich dawek będzie wciąż umożliwiało osiąganie założonego celu.

Czytaj także: Prognoza grupy MOCOS. Do Polski nadchodzi omikron

Postawmy na multiwalentną szczepionkę mRNA przeciw covid-19

Istotne byłoby również potwierdzenie, że podanie nowej wersji dawki przypominającej prowadzi do produkcji przeciwciał neutralizujących nie tylko omikrona, ale różne inne warianty – na wzór obserwacji poczynionych u osób zaszczepionych, u których doszło do infekcji przełomowych wywołanych omikronem. To natomiast wymagałoby przynajmniej uruchomienia fazy pierwszej badania klinicznego i następnie, po podaniu preparatu, pobrania surowicy i przeprowadzenia eksperymentów laboratoryjnych.

Podobne badania warto byłoby wykonać z udziałem osób niezaszczepionych. Omikron ma cechy pozwalające mu dominować na koronawirusowej scenie, ale to nie oznacza, że inne wersje przestaną istnieć. W Wielkiej Brytanii delta wciąż odpowiada za blisko jedną trzecią infekcji. Bazowy współczynnik reprodukcji omikrona nie jest do końca określony, ale wstępne szacunki mówią o wartości ok. 10. Czyli w porównaniu z deltą wartość tego parametru jest o ok. 20–30 proc. wyższa. W rzeczywistości omikron nie musi jej całkowicie wyprzeć, choć o tym mogą zdecydować inne czynniki, np. różnice w transmisyjności jeszcze przed wystąpieniem objawów.

Kluczowe jest zatem, by upewnić się, że nowa wersja szczepionki, jeśli miałaby całkowicie zastąpić starą, będzie skutecznie chroniła przed wieloma wariantami SARS-CoV-2. W mojej opinii najlepiej byłoby zastosować szczepionkę, która zawiera cząsteczki mRNA kodujące białka kolca w różnych wersjach. Być może najlepiej byłoby rozszerzyć obecną wersję mRNA o dodatkowe, umożliwiające wytworzenie odpowiedzi immunologicznej wobec białka kolca wariantu omikron i delta.

Szczepionka dostosowana do omikrona nie wydaje się teraz na gwałt potrzebna. Najważniejszym celem pozostaje zaszczepienie tych, którzy nie przyjęli ani jednej dawki. Do tego wystarczy zaś podstawowa wersja szczepionki. Kto dziś rozpocznie cykl szczepienia, ten zdąży wytworzyć odporność jeszcze podczas nadciągającej fali omikrona. W drugiej kolejności priorytetem będzie podanie dawki przypominającej wszystkim tym, którzy są już przynajmniej pięć miesięcy po drugim szczepieniu (bądź jednym – w przypadku osób szczepionych preparatem J&J).

Czy w przyszłości będziemy potrzebowali kolejnej wersji szczepionki mRNA przeciw covid-19? Być może, ale chyba najlepiej, by była multiwalentna, czyli zawierająca cząsteczki mRNA kodujące różne wersje białka kolca. Dzięki temu możliwe byłoby uzyskanie szerokiego spektrum odpowiedzi immunologicznej oraz zwiększenie prawdopodobieństwa, że szczepienia zachowają wysoką skuteczność także wobec wariantów SARS-CoV-2, które dopiero się pojawiają. Bo że o takich usłyszymy, nie ulega wątpliwości. W środowisku naukowym nie brak jednak optymistycznych głosów, że omikron może być ostatnim wariantem z grupy budzących obawy. Czas pokaże.

Czytaj także: Unia stawia na mRNA. Czy to koniec szczepionek wektorowych?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną