Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Nauka

Drapieżniki atakują

Czasopisma drapieżne atakują świat nauki. Wydrukują prawie wszystko

Artykuły, które się ukazują w czasopismach drapieżnych, często są niskiej jakości naukowej i językowej. Nierzadko pełne bzdur i bełkotu. Artykuły, które się ukazują w czasopismach drapieżnych, często są niskiej jakości naukowej i językowej. Nierzadko pełne bzdur i bełkotu. Mirosław Gryń
Nagabują, kręcą, mamią i manipulują. I przyjmą do druku niemal każdą pracę – pod warunkiem że badacz za to zapłaci. Czasopisma drapieżne opanowują ekosystem nauki.
Ratunkiem dla ograniczonego dostępu dla czasopism naukowych miał stać się właśnie ruch open access. Rozwój internetu mu sprzyjał.ArtemSam/PantherMedia Ratunkiem dla ograniczonego dostępu dla czasopism naukowych miał stać się właśnie ruch open access. Rozwój internetu mu sprzyjał.

Wiadomość brzmiała sympatycznie. „Drogi Dr. Surmik, jeszcze raz dziękuję panu za wybitny wkład w czasopismo »Nowotwory« [na prośbę badacza nazwa pisma zmieniona – przyp. red.]. Jesteśmy zaszczyceni, dzieląc się z panem ekscytującym newsem. »Nowotwory« otrzymał punktację 200 w ostatnim rankingu polskiego Ministerstwa Edukacji, plasując się na szczycie w swojej dziedzinie”.

Rzecz w tym, że dr Dawid Surmik nie miał żadnego wkładu w to pismo. Do tego jest paleontologiem, nie onkologiem. Owszem, opublikował artykuł o odkryciu nowotworu, ale w skamieniałościach płaza sprzed 210 mln lat. Tymczasem „Nowotwory” mają być z założenia czasopismem medycznym. – Ja na ich e-maile w ogóle nie odpowiadałem, a oni redagowali każdy kolejny z nich tak, jakbym wykazywał zainteresowanie – opowiada dr Surmik. – Te czasopisma właśnie tak działają. Jeśli nie odpowiesz na list, dostajesz kolejny. Dzień w dzień. Zapraszają do współredagowania, oferują rozmaite korzyści. Właśnie dlatego, że łowią autorów i redaktorów, nazywane są czasopismami drapieżnymi.

To periodyki nastawione na zysk, a nie na jakość publikacji. Artykuły są w nich zamieszczane w tzw. otwartym dostępie (open access). Każdy może je więc przeczytać za darmo. Koszty publikacji – zwykle między 2 a 3 tys. euro – ponoszą autorzy artykułu naukowego, czyli sami badacze. Im zatem więcej prac pismo ściągnie do siebie, tym więcej zarobi. Od uczciwych periodyków z systemu „dostępu otwartego” te drapieżne różnią się także tym, że publikują artykuły wielokrotnie szybciej, poddając je pobieżnym recenzjom i korektom. A bywa, że i żadnym.

Redaktorzy naukowi, których nazwiska można znaleźć na stronach tych czasopism, mają często tylko iluzoryczną kontrolę nad ukazującymi się tam pracami.

Polityka 41.2023 (3434) z dnia 03.10.2023; Nauka ProjektPulsar.pl; s. 65
Oryginalny tytuł tekstu: "Drapieżniki atakują"
Reklama