Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Nauka

Wariant K grypy: warto się zabezpieczyć, nie trzeba panikować

Według najnowszych danych mamy do czynienia z nowym podtypem wirusa grypy A(H3N2) – wariantem K. Według najnowszych danych mamy do czynienia z nowym podtypem wirusa grypy A(H3N2) – wariantem K. engin akyurt / Unsplash
W tym sezonie infekcji przychodzi nam zmierzyć się z nowym podtypem wirusa grypy A(H3N2) – tzw. wariantem K – który wykazuje niepokojącą cechę: dość szybko się rozprzestrzenia. Nie zauważono jednak dotąd, by przebieg tej grypy był cięższy niż poprzednich.

Czytając chwytliwe tytuły, które w ostatnich dniach pojawiły się na stronach codziennych portali informacyjnych: „Grypa uderzyła wcześniej”, „Coraz więcej infekcji”, „Alarmujący wzrost zachorowań”, można odnieść wrażenie, że stanęliśmy w obliczu bezprecedensowego kataklizmu biologicznego, którego nikt nie był w stanie przewidzieć. Tak, oto znów początek kalendarzowej zimy – znów sezon infekcji i znów media przypominają: uwaga, kaszel, kichanie, grypa nadeszła!

Po pandemii covid-19 i po pięciu latach globalnej korepetycji z wirusologii mogłoby się wydawać, że świadomość rytmu sezonowych bakcyli wreszcie osiągnęła przyzwoity poziom. A jednak... Zachowujemy się jak pasażerowie Titanica, którzy co rok z tym samym autentycznym zdumieniem odkrywają, że góra lodowa jest zimna.

Czytaj także: Kilka zaraz naraz. Polskę gnębią „stare i dobrze znane” epidemie, system jest na krawędzi

O co chodzi z wariantem K w grypie?

W tym roku media dostały do rąk argument, który pozwala im wyjść poza ramy zwykłego „sezonu na katar”. Pojawił się on: wariant K. Jak donosi Główny Inspektor Sanitarny, tegoroczna grypa rzeczywiście postanowiła nieco podkręcić tempo i według najnowszych danych liczba zachorowań podwaja się teraz z tygodnia na tydzień. – W ubiegłym tygodniu notowaliśmy w Polsce do 30 tys. zakażeń, ale nie zdziwię się, jeśli w przyszłym będzie to już 60 tys. – mówi dr Paweł Grzesiowski.

Lecz nie ma w tym krzty paniki. Mamy obecnie 80 zachorowań na grypę w przeliczeniu na 100 tys. populacji, a w ubiegłym sezonie grypowym, między styczniem a marcem 2025 r., było ich aż 200–365 na 100 tys. – W bieżącym sezonie szczyt grypy jeszcze przed nami, spodziewamy się go pod koniec stycznia – zapowiada dr Grzesiowski. Jeśli dziś czytamy w mediach alarmistyczne tytuły, co będzie wtedy?

Czytaj także: Grypa, covid-19 i RSV przystąpią wkrótce do natarcia

Według najnowszych danych mamy do czynienia z nowym podtypem wirusa grypy A(H3N2), który wykazuje jedną niepokojącą cechę – dość szybko się rozprzestrzenia, a skoro zwielokrotnia liczbę zakażonych, to i hospitalizacji może być więcej.

Dlaczego „K”? To specyficzna mutacja w obrębie hemaglutyniny, białka, które wirus wykorzystuje do włamania się do naszych komórek. Zmiany te sprawiają, że patogen może być skuteczniejszy w omijaniu bariery odpornościowej, którą zbudowaliśmy podczas poprzednich sezonów (stąd ta większa zakaźność), ale nie zauważono dotąd, by przebieg tej grypy był cięższy niż poprzednich. Infekcja okaże się więc zwykłym przeziębieniem dla zdrowych trzydziestolatków, ale dla osoby starszej, dziecka, kobiety w ciąży lub pacjenta z chorobami przewlekłymi staje się poważniejszym zagrożeniem zdrowotnym — hospitalizacje i powikłania są realne.

Szczepienia jak zawsze przydatne

Oto kluczowa wiadomość: to wciąż nie jest nowy, tajemniczy wirus, który wcześniej nie istniał. To wciąż influenza A, znana dobrze od dziesięcioleci, choć z kilkoma zmianami genetycznymi – wskutek procesu, który epidemiolodzy nazywają antygenowym dryftem. To naturalna ewolucja wirusa grypy, którą obserwujemy co sezon, ale w tym roku zmiany te są na tyle istotne, że skracają dystans pomiędzy tym, czego nasz system odpornościowy „oczekuje”, a tym, co wirus naprawdę mu serwuje.

Dr Paweł Grzesiowski tłumaczy to tak: – Nie mamy do czynienia z innym gatunkiem wirusa, tylko z jego ewolucyjną odmianą, która zmieniła fragmenty powierzchniowej białkowej struktury (antygenów), co utrudnia układowi odpornościowemu wcześniejsze „rozpoznanie” go jako tego samego przeciwnika.

Czytaj także: Ukryte i zaskakujące efekty szczepień przeciw grypie. Ostatni sezon to był czas żniw

W tym sezonie szczepionki były formułowane, zanim podtyp K stał się dominujący, co oznacza, że ich efektywność w zapobieganiu zakażeniu może być częściowo obniżona. Jednak najnowsze dane epidemiologiczne i eksperci podkreślają: szczepienie nadal chroni przed ciężkim przebiegiem choroby, hospitalizacją i śmiercią, nawet jeśli nie eliminuje zakażenia w 100 proc. A to ważny niuans. Krytycy powiadają, że nie warto szczepić się, bo szczepionka „nie zawsze działa”. Ale skuteczność nie musi być absolutna, by była znacząca. Ochrona nawet w 50–70 proc. przed najcięższymi efektami to różnica między łóżkiem szpitalnym a powrotem do pracy.

Paradoks RSV, przyćmiony covid

Obok grypy, jak cień, jesienią i zimą kroczy RSV (Respiratory Syncytial Virus). Przez lata uważany za problem pediatrów, dziś zyskuje miano zagrożenia dla seniorów. To kolejny przykład naszej krótkiej pamięci. RSV nie jest nowym wirusem; jest stary jak świat (lub przynajmniej jak nowoczesna wirusologia). Jednak fakt, że teraz dysponujemy szczepionkami dla dorosłych, sprawia, że media traktują go jak nowo odkryty kontynent. Czy to brak świadomości, że dorośli też mogą ciężko przechodzić te infekcje? Prawdopodobnie tak. Jak poinformowano w poniedziałek w Głównym Inspektoracie Sanitarnym, na razie wzrost zachorowań notowany jest wyłącznie wśród dzieci do 2. roku życia.

Przez dekady żyliśmy w paradygmacie, w którym prawdziwą chorobą był covid lub ewentualnie ciężkie zapalenie płuc, a wszystko inne kwitowaliśmy machnięciem ręki jako przeziębienie. Wirusy jednak nie dbają o naszą hierarchię prestiżu chorób. One po prostu szukają gospodarza. I chociaż zakażenia covidowe w ostatnich miesiącach również nie wzbudzały sensacji (ledwie 20 zakażeń na 100 tys. mieszkańców), to najbliższe tygodnie mogą tę statystykę w odniesieniu do SARS-CoV-2 nieco pogorszyć. Obecnie dzieci mają szkolną przerwę świąteczną i to dość długą – a kiedy wrócą do swoich klas, zwiększy się rozprzestrzenianie wszystkich zarazków górnych dróg oddechowych i trzeba być na to przygotowanym.

Czytaj także: Testy combo – na covid, grypę i RSV. Warto je stosować? Jak czytać wyniki?

Panikować czy racjonalnie zaplanować?

Jeśli ktoś sięgnie po historyczne dane sezonowe, zobaczy, że wirusy układu oddechowego krążą w rytmie od dziesięcioleci. Grypa wraca co rok, tak jak wraca zimno i krótki dzień. Ale biologiczne szczegóły zmieniają się dynamicznie — wirus się dostosowuje, my się uczymy go obserwować. Tegoroczny sezon, napędzany przez podtyp K, może być różny pod względem czasu i intensywności, ale na razie nie zapowiada kataklizmu.

To raczej przypomnienie, że zrozumienie biologii i konsekwentna profilaktyka mają realne znaczenie. Szczepienia, dobre nawyki higieniczne (mycie rąk, unikanie tłumów w okresach wzmożonych infekcji), noszenie maski przy objawach – to nie są fanaberie, tylko narzędzia, które działały przed pandemią i nadal działają.

W stylu, w jakim rozmawiamy o jesiennych infekcjach, uderza pewien brak logiki. Z jednej strony panicznie boimy się nowych wariantów, z drugiej – z niemal heroicznym uporem ignorujemy najprostsze metody prewencji. Polska, na tle Europy, wciąż pozostaje skansenem, jeśli chodzi o wyszczepialność przeciwko grypie, choć w tym roku coś drgnęło (głównie dzięki aptekarzom, u których szczepienia stają się coraz modniejsze) i z tej oferty skorzystało już 2,2 mln osób.

A zatem jaka jest diagnoza stanu naszej zbiorowej świadomości u progu kolejnego sezonu grypowo-covidowego? Jako gatunek wykazujemy zdumiewającą odporność na naukę przez doświadczenie. Fakt, że trzeba nam co 12 miesięcy przypominać o istnieniu szczepionek na grypę lub RSV, jest poniekąd komiczny. To tak, jakby co zimę trzeba było publikować poradniki pod tytułem: „Uwaga, na lodzie możesz się poślizgnąć!”.

I jeszcze raz, do znudzenia: jeśli jesteś przeziębiony lub po wykonaniu testu antygenowego okazało się, że to grypa – musisz się izolować, kichać i kaszleć do chusteczki lub w ramię (nie do otwartej dłoni), myć często ręce. Nie powinieneś siadać do wigilijnego stołu z rodziną (która jeszcze jest zdrowa). Jeśli nie przyjąłeś w ciągu 48 godz. od początku objawów leku z oseltamivirem (na receptę, ale warto skorzystać, bo redukuje powikłania i skraca okres zakaźności), możesz zakażać otoczenie jeszcze przez 5–7 dni.

Prawdziwym wirusem, na który nie ma szczepionki, jest nasza zdolność do ignorowania oczywistości. Fakt, że łapiemy o tej porze roku infekcje, jest po prostu przypomnieniem, że jesteśmy częścią ekosystemu, a nie jego władcami. Nawet jeśli, czytając kolejny sensacyjny artykuł przy gorącej herbacie z miodem, bardzo chcielibyśmy, żeby było inaczej.

Reklama

Czytaj także

null
Świat

Akta Epsteina. Światowe elity na widelcu, skala jest oszałamiająca. Kogo jeszcze zatopi tsunami?

Tony dokumentów z archiwum Jeffreya Epsteina to materiał, jakiego jeszcze nie było. Potężna kompromitacja amerykańskich i globalnych elit. I służby specjalne w tle.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
11.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną