Grota gra, wspólnota tańczy
Grota gra, wspólnota tańczy! Jakiej muzyki słuchali ludzie paleolitu? I do czego służył im dźwięk
W jaskini Tito Bustillo w północnej Hiszpanii ściany pokryte są malowidłami, a stalagmity i stalaktyty tu i ówdzie muśnięto ochrą. Kiedy w nie uderzyć patykiem, odpowiadają czystym, długim dźwiękiem. W ciszy podziemnej komnaty łatwo uznać je za instrument i wyobrazić sobie, jak ludzie sprzed tysięcy lat grają na nich niczym na gongach. To było możliwe, ale czy tak robiono?
Dźwięki i muzyka nie ulegają fosylizacji, więc nie wiemy, jakie melodie wykonywano na kościanych fletach czy łukach grających, ani jak i jakie śpiewano pieśni. Pewne jest, że dźwięk był dla naszych przodków czymś znacznie ważniejszym niż dla nas, żyjących w hałasie. Świat przed tysiącami lat wypełniały tylko naturalne odgłosy, których znajomość decydowała o przeżyciu. Jednocześnie ludzie starali się je imitować, co zawsze miało jakiś cel i sens – czasami praktyczny, czasami głęboko duchowy.
Przez dziesięciolecia badacze próbujący odtwarzać dźwięki z paleolitu uchodzili za naukowych wariatów. Śmiano się, że muzykolog Iégor Reznikoff z Université Paris-Nanterre spędził lata na śpiewaniu we francuskich, pełnych sztuki naskalnej jaskiniach, licząc sekundy między echami, by stwierdzić, że istnieje związek między malowidłami a zjawiskami akustycznymi. Potem Steve Waller z American Rock Art Research Association zarejestrował – przy ścianach z malowidłami kultury magdaleńskiej – natężenia dźwięków sięgające 31 decybeli, podczas gdy inne okazały się akustycznie martwe. Jednak mało kogo przekonała jego interpretacja, według której echo miało imitować tętent zobrazowanych zwierząt.
Dlatego gdy Margarita Díaz-Andreu z uniwersytetu w Barcelonie zauważyła, że stojąc w Sierra de San Serván przy dekorowanych ścianach, słyszy dochodzący z dużej odległości szept innej osoby, postanowiła dowieść, że sztuka była nie tylko widzialna, ale i słyszalna.