Świata rozumem nie pojmiesz
Benjamín Labatut dla „Polityki”: Naukę od czystego szaleństwa często dzieli tylko krok
TOMASZ TARGAŃSKI: W pańskich książkach, „Maniaku” czy „Strasznej zieleni”, nauka wygląda na obszar nawiedzony przez demony. A ludzie, którzy się nią zajmują, zmagają się z czymś, co wymyka się rozumowi. Skąd ten mrok?
BENJAMÍN LABATUT: Wychodzi z nas, ponieważ jesteśmy gatunkiem nawiedzonym przez własny umysł. Mówię o ciemności albo demonach, bo bardzo trudno określić coś, co pojawia się w chwili, gdy przestajemy rozumieć świat. Te martwe pola, osobliwości, matematyczne aberracje nawiedzały największe umysły epoki, kiedy się okazało, że metoda, w którą wierzyli, której poświęcili życie, zawiodła ich do granicy nie do przekroczenia.
Trudno to zaakceptować, ponieważ nauka miała być remedium na chaos świata. Oczekiwaliśmy, że da nam klarowny obraz rzeczywistości, tyle że coś takiego po prostu nie istnieje. Każde narzędzie, którego używamy do interakcji z rzeczywistością – czy to zmysły, technologia, czy wzory matematyczne – rzuca na nią własny cień. Nawet matematyka jest zainfekowana. Nasze dążenie do czystości prawdy to nieosiągalne marzenie, bo świata nie da się objąć rozumem.
Zejdźmy na moment na poziom konkretu. W jakich sytuacjach ów mrok się pojawia?
Weźmy Karla Schwarzschilda, wybitnego fizyka, który badał teoretyczną możliwość istnienia czarnych dziur. Teoretyczną, bo na początku XX w. mało kto wierzył, że one faktycznie istnieją. Schwarzschild wyliczył, że w samym środku tego obszaru znajduje się osobliwość, czyli punkt, w którym prawa fizyki ulegają załamaniu, a krzywizna czasoprzestrzeni staje się nieskończona. Był przerażony, że coś takiego może naprawdę istnieć. Stawiało to pod znakiem zapytania sensowność ogólnej teorii względności, ale przede wszystkim podważało fundamenty fizyki, ponieważ w tych warunkach traciły sens pojęcia przestrzeni i czasu.