Fizyka buntu
Czy rewolucję da się przewidzieć? Naukowcy szukają „wzoru na bunt”. Uwaga na miasta!
Rewolucje i powstania zawsze postrzegano jako terytorium rządzone przez chaos, gdzie o losach narodów decydują niemierzalne czynniki, jak charyzma liderów, legitymacja władzy czy nastroje społeczne. I o ile tłumaczyły one, dlaczego ludzie wychodzą na ulice, o tyle same w sobie nie dawały twardych informacji pozwalających przewidzieć, czy rewolucja dojrzewa i kiedy może wybuchnąć. Na szczęście ostatnimi laty kilku naukowców podjęło ryzyko opisania parametrów rewolucji.
Czytaj też: Wielki terror we Francji. Wystarczył donos sąsiada, co godzinę skazywano na ścięcie 50 osób
Ze wsi do miast
Aby spośród chaosu wyłoniło się jakieś prawo, trzeba przyjąć możliwie najszerszą perspektywę i szukać czynników w skali makro. Właśnie tą drogą poszedł Mark R. Beissinger, politolog z uniwersytetu w Princeton, który w książce „The Revolutionary City” stawia tezę, że w zurbanizowanym społeczeństwie rewolucja może dojść do skutku wyłącznie w mieście.
Na podstawie analizy 343 „rewolucyjnych epizodów” na całym świecie w latach 1900–2014 buduje frapującą teorię. Zauważa, że wraz z masowymi migracjami (w 1900 r. w miastach mieszkało zaledwie 13 proc. ludności świata – dziś jest to ponad 54 proc.) rewolucja stała się zjawiskiem ściśle związanym z przestrzenią miejską. Wraz z urbanizacją zmienił się też jej charakter. Dawniej bunty rodziły się przede wszystkim na wsi, w bezpiecznej odległości od centrum władzy. Również przez dużą część XX w. były to ruchy quasipartyzanckie, a ich strategią było odbijanie z rąk rządowych kolejnych prowincji.