Na skraju tęczy
Nowe kolory, fantazyjne odcienie i system Pantone. Co tu jeszcze odkrywać? A jednak!
W Londynie szalała plaga dżumy, gdy Isaac Newton wsunął za swoją gałkę oczną tępy, gruby sztylet krawiecki zwany bodkinem. Przycisnął narzędzie do tylnej ściany oczodołu, aż gałka uległa odkształceniu. Zapisał potem w laboratoryjnym notatniku, przechowanym do dziś przez Cambridge University Library: „Białe, ciemne i kolorowe koła”. Nie płomienie. Nie ból. Koła.
Newton próbował odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: czy kolor to efekt działania oka, czy świata? Czy barwa istnieje na zewnątrz nas, w promieniach odbitych od powierzchni, czy jest zdarzeniem neurologicznym – efektem ubocznym aparatu, który natura zainstalowała między nami a rzeczywistością? Odpowiedź – i Newton to czuł – wskazywała na soczewkę. „Promienie, ściśle rzecz biorąc, nie mają barwy” – napisał w dziele „Opticks”. „Jest w nich jedynie pewna zdolność i dyspozycja do wzbudzenia odczucia tej lub innej barwy”. Świat wysyła sygnały. Mózg tworzy spektakl.
Przez kolejne trzy stulecia pytanie, czy można odkryć nowy kolor, wydawało się zbędne. Przecież wiemy, czym jest tęcza – sam Newton zadecydował, że ma siedem barw, dodając indygo, by dopasować spektrum do siedmiu dźwięków skali muzycznej. Mamy system Pantone, który stale rozbudowuje paletę. Ale każdy z tych nowych odcieni to nowy punkt na już istniejącej mapie, nie nowe terytorium. Co tu jeszcze odkrywać? A jednak.
Czytaj też: Leczenie światłem, czyli widmo wielkiej ściemy. Nie dajcie się zwieść tym rewelacjom
Granice maszynerii
W maju 2009 r. Mas Subramanian, chemik z Oregon State University, poprosił asystenta, żeby wsadził do pieca mieszaninę tlenków – manganu, itru i indu.