Timmy, woła cię świat
Ratować czy pozwolić umrzeć? Spór o ratowanie humbaka, którego historia poruszyła świat
Każdego roku na plażach i mieliznach całego świata ląduje – według różnych źródeł – od 2 do nawet 10 tys. zwierząt. Nikt do końca nie wie, co je tam sprowadza. Jeśli są to osobniki młodociane, można winić ich słabą orientację i skłonność do ryzyka. W przypadku zwierząt w sile wieku takie zdarzenia przypisuje się głównie błędom w echolokacji. Wieloryby w silnie zasolonej wodzie podtrzymuje siła wyporu. Gdy zwierzę ląduje na płyciźnie, jego wrogiem staje się siła ciążenia. Masywne ciało zapada się pod własnym ciężarem. Każdy dzień to trauma dla uciskanych organów wewnętrznych, tętnic i mięśni. Gorzej pracują płuca, serce, pojawia się niedotlenienie. Z czasem dochodzi do śmierci w wyniku zatrzymania krążenia lub uduszenia. To powolna śmierć. 80–90 proc. takich zwierząt nie udaje się pomóc.
Timmy wpłynął do Zatoki Meklemburskiej w pierwszych dniach marca. Kilka razy wplątywał się w rybackie sieci i z nich oswobadzał. W nocy z 22 na 23 marca utknął na płyciźnie nieopodal Wismaru. Uwolnił się, by 1 kwietnia znów utknąć u wybrzeży pobliskiej wyspy Poel. Eksperci byli zdania, że zwierzę trafia na mielizny, bo jest zbyt słabe, by pływać. Jego stan określono jako bardzo zły i postanowiono go nie ratować. Greenpeace, który wcześniej pomagał, wycofał się z działań. By humbak mógł umrzeć w spokoju, ustanowiono zakaz zbliżania się i lotów dronami w promieniu kilkuset metrów.
Nieoczekiwanie, ponad dwa tygodnie później, z propozycją sfinansowania akcji ratunkowej wyszła dwójka niemieckich multimilionerów: założyciel Media Marktu Walter Gunz oraz hodowczyni koni Karin Walter-Mommert.
Czytaj też: W pułapce z humbakiem
„Nie mamy szans, ale z nich korzystamy”
Pomysł akcji ratunkowej krytykowali eksperci z Whale and Dolphin Conservation, naukowcy z Niemieckiego Muzeum Morskiego czy Instytutu Badań nad Dziką Fauną Lądową i Wodną.