Walenia po raz pierwszy zaobserwowano 3 marca w basenie portowym w Wismarze. Był wyraźnie zdezorientowany, kilkakrotnie utykał na mieliznach. Trzykrotnie udało się go uwolnić albo za pomocą koparek, albo za sprawą podnoszącego się poziomu morza. Wreszcie zatrzymał się pod miejscowością Poel. Humbaki żyją na otwartym oceanie, ale czasem trafiają do płytkich mórz. Ponadto walenie – naukowcy nie potrafią objaśnić przyczyn tego zjawiska – regularnie osiadają na płyciznach i umierają.
Niskie zasolenie Bałtyku wywołało u osłabionego humbaka poważne problemy skórne. Rany na grzbiecie, dodatkowo wysuszanym przez słońce, grożą zakażeniem. Przedstawiciele tego gatunku nie są także przystosowani do długotrwałego zalegania na dnie, w naturze ich ciała wypierane są przez wodę. Z tego powodu uznano, że np. wyciąganie linami byłoby zagrożeniem dla życia ssaka.
Akcję ratowniczą prowadziły instytucje publiczne, następnie za ich zgodą do jej zorganizowania wzięli się niemieccy miliarderzy sponsorujący grupę wolontariuszy. Zaplanowali kopanie 120-metrowego kanału, przełożenie humbaka na barkę i wywiezienie go na Atlantyk.
W grupie, w której skład wchodziły m.in. „osobowości internetowe”, doszło do sporów. Na ich tle wycofała się mająca doświadczenie w pracy z wielorybami lekarka weterynarii z Hawajów. Jej lokalna koleżanka po fachu przeszła udar. Z kolei eksperci z chroniącej walenie Międzynarodowej Komisji Wielorybniczej zwrócili uwagę na iluzoryczne szanse uwolnienia i zaapelowali o powściągliwość w ratowaniu oraz o skupienie się raczej na opiece paliatywnej, sprowadzającej się do nieprzeszkadzania. O takiej kapitulacji nie chcą słyszeć demonstrujący na brzegu zwolennicy pilnych działań, podważający stanowisko specjalistów. Internet stanął na wysokości zadania.