Dobre wieści dla łysiejących! Nowa tabletka ma zatrzymać wypadanie włosów. Ale nie załatwi wszystkiego
Czy ktoś już liczy, kiedy odrosną włosy piosenkarkom, aktorom i celebrytom, którzy z entuzjazmem godnym lepszej sprawy ogolili głowy podczas niedawnego streamingu Łatwoganga? W epoce natychmiastowej gratyfikacji to pytanie brzmi prowokacyjnie, ale odpowiedź jest boleśnie analogowa: włosy rosną powoli, średnio 1–1,5 cm w ciągu miesiąca.
To oznacza, że dopiero na przełomie lipca i sierpnia zobaczymy pierwsze krótkie fryzury zamiast gołych głów. Biologia nie przewiduje trybu przyspieszonego, a medycyna – mimo technologicznego rozmachu – wciąż nie potrafi znacząco tego procesu przyspieszyć.
Ale po trzech dekadach zastoju, odkąd na rynku pojawił się finasteryd, coś jednak zaczyna się zmieniać. Na horyzoncie dostrzeżono nową nadzieję: amerykańska firma Veradermics ogłosiła pod koniec kwietnia wyniki badań, które przyciągnęły uwagę wszystkich marzących o bujniejszej czuprynie.
Czytaj także: Jak walczyć z wypadaniem włosów?
Nowy lek na łysienie: 30 lat posuchy
Nie chodzi o zupełnie nową cząsteczkę, ale o bardziej „inteligentną” formułę minoksydilu – dobrze znanego preparatu na porost włosów, aliści niepozbawionego słabych stron. Przez ostatnie 30 lat medycyna miała do zaoferowania tylko ten związek (do wcierania w skórę głowy) oraz wspomniany wcześniej finasteryd (w formie tabletki pod lepiej znaną handlową nazwą Propecia). Oba leki są jednak równie skuteczne, co niedoskonałe.
Finasteryd bywa obciążony działaniami niepożądanymi, które – choć rzadkie – brzmią złowrogo, szczególnie dla 40-letnich mężczyzn, którzy akurat w tym wieku poszukują antidotum na widoczne w lustrze łysiny: spadek libido, zaburzenia seksualne, depresja.