Miłość aż po… chlup!
Miłość aż po… chlup! Czy da się uratować Wenecję? W grze są dwa radykalne rozwiązania
Miasta rodzą się, rozwijają, osiągają dojrzałość, a później niektóre z nich umierają. Nie znikają jednak nagle z krajobrazu – przechodzą przez kolejne stadia rozpadu, który może trwać bardzo długo. Takie wzloty i upadki kojarzymy zwykle z odległą przeszłością badaną przez archeologów, lecz koło fortuny wciąż się toczy. Na świecie można wskazać liczne przykłady ośrodków miejskich, z których życie wyciekło całkiem niedawno. Przegrywały z wojnami, kryzysami humanitarnymi, przemianami gospodarczymi, błędami technologicznymi, a także z siłami przyrody. Pozostały domy bez mieszkańców, ulice bez przechodniów i przedmioty czekające na powrót właścicieli. Czy taki los czeka Wenecję?
„Nie istnieje optymalna strategia jej ratowania. Możemy wybierać jedynie między mniej lub bardziej radykalnymi interwencjami, mając świadomość, że łagodniejsze środki mogą okazać się nieskuteczne, jeśli poziom wody w Lagunie Weneckiej będzie szybko rósł” – mówi hydrobiolog Piero Lionello, kierujący zespołem opracowującym scenariusze ratowania miasta. Zespół ma charakter międzynarodowy i interdyscyplinarny. Tworzą go hydrolodzy, klimatolodzy, badacze stref przybrzeżnych, ekonomiści oraz hydroinżynierowie z Holandii, która od stuleci zmaga się z morzem. „My także chcieliśmy spojrzeć na przyszłość Wenecji nie w perspektywie kilku dekad, lecz 200–300 lat” – podkreśla Lionello.
Czytaj też: Wenecja znów pod wodą. Kiedyś może całkiem zatonąć
Przenieść miasto
W kwietniu jego grupa opublikowała pierwszą tego typu analizę w „Scientific Reports”. Najbardziej radykalna propozycja zakłada przeniesienie miasta na wyżej położone tereny.