Katuj, tratuj
Katuj, tratuj. Jak badać przemoc sprzed tysięcy lat? Nie ma śladu po bólu, strachu i upokorzeniu
W chińskiej prowincji Henan na cmentarzysku Sanzhiyuan badacze odsłonili 299 grobów. W „Journal of Archaeological Science: Reports” bioarcheolodzy opisali jeden, datowany na lata 1298–1404, bo wyróżniał się spośród pozostałych. Należał do 40–45-letniej kobiety pochowanej twarzą do ziemi. Zmarła na przełomie panowania dynastii Yuan i Ming. Po analizach izotopowych można stwierdzić, że jadła głównie proso i niewiele produktów pochodzenia zwierzęcego – raczej więc nie należała do elity.
W dodatku szkieletowi oznaczonemu numerem M318 brakowało nosa. Tomografia komputerowa wykazała, że odcięto część jego kości oraz delikatnych struktur. Usunięcie fragmentu twarzy mogło być przejawem zwyczaju, zgodnie z którym wdowy same się oszpecały, by zamanifestować wierność zmarłemu mężowi i odstraszyć kolejnych zalotników. W przypadku M318 badacze za bardziej prawdopodobne uznali jednak karę. Także ze względu na nietypowy i świadczący o braku szacunku sposób pochowania jej zwłok.
Winny ma stracić nos lub stopę
W dawnych Chinach usunięcie nosa (zwane yì) należało do tradycyjnego repertuaru kar i przez stulecia nakładano je za różne przestępstwa. Potwierdzają to kości wróżebne, na których znak je oznaczający łączył wyobrażenia nosa i noża. Co szczególnie istotne w przypadku M318, źródła prawne z późnego okresu Yuan dowodzą, że taki wyrok nie był wówczas jedynie echem odległej przeszłości, lecz środkiem „prawnym” nadal stosowanym.
Skazana osoba miała przeżyć, ale doznać potwornego bólu i przez dalsze życie nosić znak hańby na twarzy. U M318 badacze dostrzegli jednak zmiany kostne, które mogą świadczyć o używaniu jakiejś protezy. Nie wiadomo, czy sztuczne nosy wykonywano już w jej czasach, ale kilka stuleci później były w Chinach znane.