Stopy procentowe w USA: w górę

Z palcem na hamulcu
Podwyżka amerykańskiej stopy dyskontowej (podnosi koszt pożyczek dla banków) z 0,5 do 0,75 punktu procentowego zrobiła spore wrażenie na inwestorach. Ale nie z powodu swoich rozmiarów.

Dużo bardziej liczył się sam fakt i okoliczności. Urząd Rezerwy Federalnej (FED) nie podnosił stóp od ponad trzech lat, a teraz zrobił to w nadzwyczajnym trybie, już po zamknięciu giełdowej sesji w Nowym Jorku. Było więc co oceniać i nad czym się zastanawiać. Zwłaszcza, że główna stopa, decydująca o faktycznym oprocentowaniu kredytów dla ludności, nie została zmieniona.

Przy tej okazji sam prezes FED Ben Bernanke zapewniał, że faktycznie nic wielkiego się nie stało, a polityka bardzo niskich stóp procentowych, gwarantujących w miarę tani kredyt i napędzających rozwój przez kolejne miesiące, będzie kontynuowana. Wygląda na to, że inwestorzy uwierzyli w te zapewnienia w najlepszym razie… połowicznie. Nastrój na giełdach się zwarzył, notowania wielu spółek spadły, dolar trochę umocnił. A ilość spekulacji, że FED już niedługo zacznie jednak stopniowo podnosić wszystkie stopy, wzrosła.

Osobiście prezesowi FED bardziej bym jednak wierzył. Jeśli pamięta się o wysokim, ciągle blisko 10-procentowym bezrobociu w USA, słabo rosnącej produkcji, kłopotach z odzyskaniem godziwego tempa wzrostu gospodarczego i o zapaści na rynku budowlanym, to trzeba uznać, że FED nie ma na razie istotnych powodów, żeby zmieniać swoją strategię działania. Co innego, jeśli wyraźnie zacznie rosnąć inflacja (na razie utrzymuje się na poziomie niższym od prognoz większości analityków). Wówczas FED zmieni zdanie i stopy. Na to przyjdzie czas pewnie nie prędzej niż jesienią.

Na razie strach ma wielkie oczy. Amerykańska gospodarka ciągle nie dość szybko się kręci, żeby już zacząć hamowanie.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj