Ile afery w Goldman Sachs?

Rdzewiejące złoto
Rząd amerykański oskarża Goldmana Sachsa, najpotężniejszy bank inwestycyjny na świecie, o to, że sprzedawał egzotyczne instrumenty finansowe skonstruowane tak, aby ich wartość z czasem spadła.
Wiceszef banku Goldman Sachs - Gary Cohn
Michael Buholzer/Reuters/Forum

Wiceszef banku Goldman Sachs - Gary Cohn

Robert Khuzami, dyrektor departamentu egzekwowania prawa z amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i giełdy
Jim Young/Reuters/Forum

Robert Khuzami, dyrektor departamentu egzekwowania prawa z amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i giełdy

'Chciwość zabija' protest przed siedzibą Goldman Sachsa w Nowym Jorku
Jessica Rinaldi/Reuters/Forum

"Chciwość zabija" protest przed siedzibą Goldman Sachsa w Nowym Jorku

Gdy supertani kredyt, niepohamowany apetyt kupujących i banki goniące za zyskiem bez oglądania się na ryzyko doprowadziły do powstania w Ameryce bańki na rynku nieruchomości, prędzej czy później musiała ona pęknąć. Wśród klientów Goldmana Sachsa już 4 lata temu znaleźli się inwestorzy przekonani, że rynek lada moment tąpnie, a wraz z nim na łeb na szyję poleci wartość obligacji hipotecznych. Szukali też sposobów przekucia tej wiary w zyski. Goldman nauczył się zarabiać i na pogodzie, i na słocie, skonstruował więc dla nich specjalny wehikuł inwestycyjny, nazwany Abacus 2007-AC1. Jeden z takich klientów, najbardziej dziś znany, John Paulson, szef funduszu hedgingowego, wybrał tysiące pożyczek, które uznał za szczególnie ryzykowne, i postawił na to, że nie zostaną spłacone. I na jego wyszło.

Konia nie każdy widzi

„Ten produkt był nowy i skomplikowany, ale podstęp i konflikty są stare i proste” – powiada Robert Khuzami, dyrektor departamentu egzekwowania prawa Securities and Exchange Commission (SEC), amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, która stawia Goldmanowi zarzuty.

Nabywcy tych produktów strukturyzowanych – papierów wartościowych, które pół roku po ich emisji stały się niemal bezwartościowe – stracili na transakcji miliard dolarów. John Paulson, na którego zlecenie Goldman stworzył ów inkryminowany produkt, zarobił miliard. Nie ma niczego niestosownego w fakcie, że Goldman stworzył na życzenie klienta specjalny papier wartościowy. Banki inwestycyjne czynią to każdego dnia. Popularne u nas do niedawna produkty strukturyzowane nie są niczym innym. Nie ma również nic nagannego w tym, że klient dokonywał selekcji pożyczek, trafiających do koszyka, przeciwko któremu przyjął zakład, stawiając na spadek jego wartości. Problem leży w transparentności, w odpowiedzi na pytanie, czy wszystko to zostało ujawnione i czy wszystkie strony transakcji dysponowały tymi samymi informacjami. Goldmanowi zarzuca się, że nie udostępnił tych informacji i, co gorsza, uczynił to celowo. Ten drugi zarzut trzeba oczywiście udowodnić.

To, czy firma odeprze zarzuty, czy też górę weźmie SEC, zależy w niemałym stopniu od tego, czy inwestorów uzna się za głupców, czy też za ofiary malwersacji. Kopie kruszy się z grubsza o to, kto co i kiedy wiedział i czy nie sprzedawano kajuty na „Titanicu”, wiedząc świetnie, że lada moment statek zatonie. SEC twierdzi, że inwestorzy nie wiedzieli, że po drugiej stronie transakcji stał ktoś, kto wiedział znacznie więcej niż oni, bo sam dobierał obligacje hipoteczne, które oni kupowali. To tak, jakby dwaj goście zakładali się, czy koń wygra, czy przegra gonitwę, ale jeden z nich widział wczoraj konia w stajni, wie, że utyka, więc obstawia przegraną, a ten, który stawia na zwycięstwo, nigdy konia nie widział na oczy i tylko słyszał wiele dobrego o jego pochodzeniu.

Lokata w zaufanie

Goldman broni się na rozmaite sposoby. Po pierwsze, powiada, sami straciliśmy na tej transakcji 90 mln dol. Po drugie, inwestorzy rozumieli, że druga strona transakcji wierzy w dokładnie odwrotny wynik, co ma sugerować, że inwestorami nie byli dyletanci. SEC wystąpiło przeciwko Goldmanowi z powództwem cywilnym, co oznacza, że w wypadku przegranej bankowi grożą kary pieniężne. Nawet gdyby sięgnęły 100 mln dol., to akurat dla Goldmana niewielkie zmartwienie. Ale w grę wchodzi reputacja i zaufanie. A ta jest warta więcej, więc bank będzie się zapewne bronić do upadłego.

Firma finansowa nie może funkcjonować bez powszechnego zaufania. Stracił je na przykład, blisko 20 lat temu, Salomon Brothers, współtwórca rynku obligacji hipotecznych, wówczas wielki rywal Goldmana Sachsa na Wall Street. Stało się to za sprawą manipulacji w trakcie aukcji obligacji rządu amerykańskiego, w które wdał się nisko postawiony w hierarchii firmy pracownik. Coś o peryferyjnym na pierwszy rzut oka znaczeniu dla wszystkich operacji firmy doprowadziło ją w krótkim czasie do granic bankructwa, gdy 18 sierpnia 1991 r. departament skarbu USA zakazał firmie uczestniczenia w aukcjach rządowych papierów wartościowych. Na ratunek pośpieszył największy akcjonariusz, nie kto inny jak Warren Buffett, który zgodził się na pewien czas przejąć kierowanie bankiem i tylko dzięki jego wysiłkom rząd cofnął swą decyzję. Buffett twierdził wówczas, i nie zmienił swej opinii do dziś, że upadek Salomon Brothers zatrząsłby całym światowym systemem finansowym.

To, co się właśnie przydarzyło Goldmanowi, nie mogło spotkać firmy w gorszym momencie. Goldman twierdzi, że nieprzypadkowo właśnie teraz przypuszczono nań ostry atak, że motywacje mają charakter polityczny, a rząd nie ma merytorycznych podstaw do oskarżeń.

Kraj nie otrząsnął się i jeszcze długo się nie otrząśnie ze skutków kryzysu i recesji, a w Waszyngtonie toczy się ostra polityczna batalia o reformę systemu nadzoru finansowego. Opinia społeczna jest dziś wyjątkowo bankom nieprzychylna. Oskarżenie przez SEC zdaje się potwierdzać najgorsze podejrzenie, na jakie wśród wielu Amerykanów zapracował sobie sektor finansów: że system jest głęboko skorumpowany, że pionki płacą za chciwość i niekompetencję wielkich i że w istocie mamy do czynienia z cyniczną, egoistyczną eksploatacją.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną