Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Celny strzał

Nowy prezes NBP: Czego się spodziewać?

Marek Belka będzie dobrym, co wcale nie znaczy, że miękkim szefem jednej z najważniejszych instytucji w państwie.

Przez długie dwa miesiące Narodowy Bank Polski nie miał swojego szefa. Od czwartku już ma. Dzięki głosom posłów Platformy Obywatelskiej i SLD prezesem NBP został profesor Marek Belka – naukowiec, makroekonomista, były minister finansów i były premier, do niedawna dyrektor departamentu europejskiego w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Był już w tylu instytucjach i zebrał tyle - także trudnych - doświadczeń, że w nowym miejscu w głowie na pewno mu się nie zakręci.

Będzie dobrym - co wcale nie znaczy, że miękkim - szefem jednej z najważniejszych instytucji w państwie. Gwarantują to nawet nie tyle jego słowa, które padały podczas przesłuchania w Sejmie, ile naukowy dorobek i poglądy na gospodarkę, których od lat twardo bronił i – jeśli chodzi o pryncypia – nigdy nie zmieniał.

Optymizmem napawa fakt, że wybór Sejmu z dużą aprobatą przyjęło nie tylko środowisko ekonomistów i analityków finansowego rynku, ale także Minister Finansów, Jacek Rostowski. Który z Markiem Belką łatwego życia pewnie mieć nie będzie, ale na merytoryczną dyskusję i wspólną troskę o interes gospodarki i interes kraju - liczyć może. Marek Belka przed laty dał się poznać nie tylko jako zacny profesor ekonomii, ale także jako pełnokrwisty polityk z temperamentem, który nikomu i pod żadnym pozorem w kozi róg zapędzić się nie dał. Teraz obiecuje być nudnym, spokojnym prezesem NBP, który troszczy się o utrzymanie w ryzach inflacji, wspiera rząd - jeśli tylko może - w wysiłkach podtrzymania wzrostu gospodarczego. I wypatruje najwłaściwszej chwili wejścia Polski do strefy euro.

Jeśli przez najbliższe 6 lat, a tyle trwa kadencja prezesa NBP, uda mu się te wszystkie cele osiągnąć, to będzie już coś. A nawet dużo, dużo więcej.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pierwsza matura po deformie. Żeby zdać, trzeba szczęścia albo wielkich pieniędzy

Żeby przejść przez maturę, trzeba mieć dużo zdrowia albo spore pieniądze. A najlepiej jedno i drugie – mówią rodzice i nastolatki z pierwszego rocznika wykształconego w szkołach zreformowanych przez Annę Zalewską. Za sto dni podchodzą do trudniejszych niż dotąd egzaminów.

Joanna Cieśla
31.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną