Fiat nie opuszcza Polski

Twin Air za Pandę
W zakładach Fiata w Bielsku Białej, tam gdzie niegdyś produkowano maluchy, ruszyła produkcja supernowoczesnych silników Twin Air. W czasie, kiedy producenci samochodów myślą o zamykaniu zakładów i redukcjach, Włosi decydują się na nowe inwestycje. Mimo to zbierają cięgi za to, że nam odbierają Pandę.

Linia produkcyjna mniej przypomina tradycyjną fabrykę, a bardziej laboratorium zaawansowanych technologii: wolno sunące po taśmie silniki, pracownicy w białych rękawiczkach. Masa robotów, z których jedne pracują na taśmie, a inne same krążą po hali dowożąc potrzebne elementy. Co tu gadać: to robi wrażenie.

Silniczek jest maleńki. W każdym, kto kiedyś miał Fiata 126 p, wzbudza oczywiste skojarzenia. Dwa cylindry, pojemność 900 cm sześc. Powrót do przeszłości? Nic z tych rzeczy - raczej ucieczka ku przyszłości. Fiat Powertrain Technologies, spółka włoskiego koncernu zajmująca się produkcją silników, kilka lat temu opatentowała nowy system zasilania silnika, zwany Multiair. Te, które będą produkowane w Bielsku Białej - zwane Twin Air - są drugą wersją nowych motorów Fiata (po Nuovo FIRE 1.4) w których ten system zostanie zastosowany seryjnie.

W dużym skrócie: włoski patent polega na tym, że zawory ssące nie są sterowane przez tradycyjny wałek rozrządu, ale wyrafinowany system hydrauliczny zarządzany przez komputer. Ten, w zależności od warunków pracy i obciążenia jednostki, może zmieniać nie tylko ilość, ale i moment dawkowania mieszanki paliwowej. Może ją nawet podawać dwukrotnie w tym samym cyklu. Dzięki temu silnik taki, w porównaniu z wersją konwencjonalną, odznacza się dużo większą mocą, elastycznością, a przy tym pali mniej. A więc także dużo mniej emituje CO2 - zmory przemysłu motoryzacyjnego. Ten niepozorny silniczek z Bielska ma moc od 65 KM do 105 KM z turbodoładowaniem. Zakład będzie produkować rocznie ok. 0,5 mln sztuk – silniki mają trafiać pod maski małych modeli Fiata, Forda i General Motors.

Uroczystość uruchomienia produkcji nowych silników w Bielsku Białej – choć to ważne wydarzenie - miała w sumie mało uroczysty przebieg. Wszyscy Włosi pochłonięci byli wieczornym mundialowym meczem z Paragwajem, więc myśleli, jak zdążyć przed pierwszym gwizdkiem (zwłaszcza gdy trzeba było dolecieć do Turynu). Minister gospodarki Waldemar Pawlak tak był pochłonięty zbliżającymi się rozgrywkami wyborczymi, że w ostatniej chwili zrezygnował z przyjazdu (wygłosił za to z taśmy wykład o zaletach konstrukcji nowego silnika – wiadomo inżynier).

Tego samego dnia Gazeta Wyborcza piórem Andrzeja Kublika zgromiła Fiata za to, że produkcję nowego modelu Pandy zamierza przenieść z Tych do Włoch. Oberwał też polski rząd, gdyż patrzy na to obojętnie. Spadnie produkcja, ludzie stracą pracę. W tym samym czasie związkowcy Fiat Auto Poland oświadczyli, że nie są przeciwni tej przeprowadzce, bo mają zapewnienie, że produkcja nie spadnie (miejsce po Pandzie wypełni rozwijająca się produkcja modelu 500 oraz nowej Lancii Ypsilon). Publicysta GW bardziej radykalny od związkowców? Okazuje się, że to możliwe.

Zresztą nie wiem, co rząd miałby zrobić: przekupić Włochów czy ich zastraszyć? Przekupić, ale czym? Jeszcze więcej budżetowych pieniędzy wpompować w prywatną inwestycję (ta w Bielsku-Białej także powstała dzięki pomocy polskiego rządu i ulgom podatkowym)? To ja dziękuję. Zastraszyć? Zagrozić nacjonalizacją? Wolne żarty. Mam czasami wrażenie, że pod względem emocji, które miotają publicystą Gazety Wyborczej i spisków, które tropi, mógłby rywalizować z wieloma doradcami gospodarczymi Jarosława Kaczyńskiego.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną