Kiedy państwo bankrutuje?
Rządy pożyczają potrzebne im pieniądze na światowym rynku finansowym. Emitują w tym celu obligacje, które sprzedają inwestorom, a po upływie terminu ważności (od kilku miesięcy do kilkunastu lat) je odkupują.

Oczywiście nabywcy obligacji mogą liczyć na premię. Jej wysokość ustalana jest w momencie emisji papierów. Obowiązuje prosta zasada: im państwo uznawane jest za bardziej wiarygodne, tym mniejsze ryzyko, więc i niższe oprocentowanie obligacji. W Europie za oazę spokoju uchodzą Niemcy. Ich obligacje 10-letnie przynoszą tylko ok. 2,5 proc. zarobku rocznie. Oprocentowanie obligacji wszystkich innych krajów naszego kontynentu ustala się w praktyce w porównaniu do papierów niemieckich. Przykładowo Polska musi płacić inwestorom ok. 6 proc.

Problemy zaczynają się, gdy z powodu niepokojących informacji na rynkach dany kraj jest postrzegany jako mniej wiarygodny niż dotąd. Wówczas inwestorzy żądają za zakup obligacji coraz wyższego oprocentowania. W pewnym momencie pogrążony w kryzysie kraj stwierdza, że nie jest w stanie zapłacić aż tak dużej premii. Wówczas musiałby ogłosić bankructwo, bo nie mogąc pożyczyć nowych pieniędzy, nie może spłacać dotychczasowych zobowiązań, czyli wykupywać wcześniej sprzedanych obligacji.

Aby uniknąć takiej sytuacji, kraje Unii Europejskiej, we współpracy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, stworzyły specjalny mechanizm pomocowy. Państwo członkowskie, którego oprocentowanie obligacji gwałtownie skacze, może zrezygnować z emitowania papierów na rynku i pożyczać bezpośrednio z tego właśnie mechanizmu. Jest on finansowany przez UE i MFW. Do 2013 r. ma łączny rozmiar 750 mld euro. Kraje unijne podkreślają, że nie jest to żadna bezzwrotna pomoc, tylko kredyty (na 5,8 proc. rocznie), które trzeba będzie normalnie zwrócić. Tylko że nikt nie wie, czy państwa pogrążone dziś w kryzysie zdołają to uczynić.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj