Stadion Narodowy już z iglicą. Jak powstawał?

Zbigniew Pszczulny, Mariusz Rutz. Dwóch takich, co wypletli koszyk
Nie zagrają na Euro 2012, ale bez tych dwóch architektów zawody mogłyby się nie odbyć.
Wyspecjalizowali się w stadionach i terminalach lotniczych. Nowy stadion warszawskiej Legii też jest ich projektem. Na fot. (od lewej) Zbigniew Pszczulny i Mariusz Rutz
Donat Brykczyński/Reporter/EAST NEWS

Wyspecjalizowali się w stadionach i terminalach lotniczych. Nowy stadion warszawskiej Legii też jest ich projektem. Na fot. (od lewej) Zbigniew Pszczulny i Mariusz Rutz

Zbigniew Pszczulny i Mariusz Rutz na budowie stadionu Legii
Donat Brykczyński/Reporter

Zbigniew Pszczulny i Mariusz Rutz na budowie stadionu Legii

Stadion Narodowy w Warszawie
EAST NEWS

Stadion Narodowy w Warszawie

Stadion Narodowy stał się architektonicznym koszykiem po gwałtownej burzy mózgów, która latem 2007 r. rozpętała się w biurze Zbigniewa Pszczulnego w Düsseldorfie. On, jego wspólnik Mariusz Rutz oraz niemiecki architekt z firmy GMP, która miała im pomóc w zaprojektowaniu stołecznej areny, intensywnie szukali inspiracji. Terminy goniły, a wymyślanie koncepcji jednego z głównych stadionów Euro 2012 szło jak po grudzie. Do chwili, gdy trochę zdesperowany Rutz sięgnął po album ze zdjęciami warszawskich Łazienek. – Na jednym z nich był pomnik Chopina ze słynną wierzbą. Pomyślałem wtedy, że przecież z takich wierzb robi się koszyki – wspomina Rutz. Pomysł chwycił, choć na początku gazety pisały, że jest mało nowoczesny, a w ogóle to trąci cepelią. – Teraz nikt o nim tak nie mówi, wszyscy za to nazywają stadion koszykiem. Dzięki temu stał się rozpoznawalny jak Ptasie Gniazdo w Pekinie – dodaje Zbigniew Pszczulny, który o swym dziele mógłby mówić długo, ryzykując nawet spóźnienie na samolot.

Stadion ma być otwarty 22 lipca 2011 r., co obaj architekci uważają za chichot historii. Dokładnie 56 lat wcześniej (22 lipca 1955 r.) otwarto Stadion Dziesięciolecia, z którego wyrasta dziś Narodowy, 30 lat wcześniej Zbigniew Pszczulny wyemigrował do Niemiec, rozpoczynając tam karierę wziętego architekta, zaś 22 lipca 2008 r. firma JSK Architekci odebrała w warszawskim urzędzie wojewódzkim kluczowy dla przyszłości stadionu dokument – pozwolenie na budowę.

W życiu obu architektów przypadek w ogóle dość często dawał znać o sobie. Latem 1981 r. Zbigniew Pszczulny – wówczas 27-letni pracownik toruńskiego Miastoprojektu – wyjechał na kilkumiesięczne stypendium do Düsseldorfu, by nabrać wprawy w projektowaniu bardziej interesujących budowli niż peerelowskie klocki z wielkiej płyty. I pewnie wróciłby do rodzinnego miasta, gdyby nie to, że wykupił bilet z datą 16 grudnia. Trzy dni wcześniej wprowadzono stan wojenny. Zrozumiał, że nie tylko nie ma jak, ale i nie ma po co wracać. W Niemczech mieszka i pracuje do dziś, choć w Warszawie jest co tydzień.

Pszczulny początkowo specjalizował się w projektowaniu hoteli, które hurtowo zamawiali bogaci szejkowie z Arabii Saudyjskiej. Pierwszym jego sportowym wyzwaniem była trybuna na torze wyścigów konnych w Düsseldorfie, której plan opracował w 1987 r. Ale tak naprawdę w tej specjalności zaczął się liczyć stosunkowo niedawno, na pewno po tym, gdy kilka lat temu zaprojektował dla Düsseldorfu efektowny stadion na 55 tys. miejsc, który miał być jedną z aren piłkarskich mistrzostw świata w 2006 r.

Partnerzy z Torunia

Poznali się oczywiście przez przypadek. Rutz (rocznik 1961) znalazł się w RFN w 1987 r. Wyjechał na dwa tygodnie na narty, a ponieważ wrócić nie miał ochoty, skończył studia w Monachium, po czym zatrudnił się w jednym z tamtejszych biur architektonicznych. W 1994 r. miał już własną pracownię i zlecenie na budowę osiedla pod Berlinem, które przerastało możliwości niewielkiej firmy. – Szukałem partnera i przez wspólnych znajomych trafiłem na Zbyszka – wspomina Rutz. Znajomość zawarli błyskawicznie. Nie dość, że obaj pochodzili z Torunia, to jeszcze Pszczulny szybko skojarzył, że to ojciec nowego znajomego – Tadeusz Rutz – jako główny architekt województwa toruńskiego pomógł mu wyjechać do RFN.

Choć ze wspólnego projektowania osiedla nic nie wyszło, to pojawiły się inne propozycje. Jedna z nich pochodziła od niemieckiej firmy, która chciała zbudować w Warszawie biurowiec. Pszczulny i Rutz skorzystali z okazji i w 1997 r. założyli w Warszawie firmę JSK Architekci, dziś jedno z największych biur architektonicznych w Polsce. Od tamtej pory zaprojektowali wiele budowli, m.in. centralę polskiego przedstawicielstwa Daimlera czy pofalowany biurowiec Horizon Plaza na warszawskim Mokotowie.

Ich specjalnością i głównym źródłem renomy stały się jednak terminale lotnicze i stadiony, których w portfolio uzbierało im się całkiem sporo. Za Odrą, oprócz stadionu w Düsseldorfie, dziełem Pszczulnego jest między innymi międzynarodowe lotnisko w tym mieście i vipowska część piłkarskiej areny w Monchengladbach, na której gra pierwszoligowa Borussia.

Lokalizacja koszyka

W Polsce duet Pszczulny-Rutz zaczął od stadionu stołecznej Legii, potem przyszły zamówienia na nowe terminale na lotniskach we Wrocławiu i Gdańsku – rozbudowywane na Euro 2012 – oraz stadiony w stolicy Dolnego Śląska i w Warszawie. Z kolei na Ukrainie architekci z JSK nadzorują budowę innej areny mistrzostw Europy – stadionu we Lwowie, pomagają też w dostosowaniu do wymogów UEFA obiektu w Charkowie.

Najważniejszy jest jednak Narodowy, o który Pszczulny z Rutzem stoczyli kilka ostrych pojedynków, by powstał dokładnie taki, jaki sobie wymarzyli. Najpierw, w finałowym przetargu, musieli pokonać dwie znane pracownie – Stefana Kuryłowicza i brytyjską HOK Sport (projektant nowego Wembley), a jednocześnie walczyć z doklejoną im łatką „niemieckiej firmy, która chce zbudować polski stadion”. Potem w ekspresowym tempie, bo w ciągu zaledwie roku, mieli opracować projekt, który normalnie powstaje do trzech lat. Najtrudniejszą sztuką było takie zaprojektowanie trybun, by – jak mówią architekci – nawet kibic siedzący w ostatnim rzędzie mógł patrzeć zawodnikom w oczy. A jeszcze trzeba było upchać loże dla vipów, biura, restauracje, centra konferencyjne i kluby biznesowe, czyli wszystko to, co pozwoli arenie na siebie zarobić. Nad projektem warszawskiego 55-tysięcznika ślęczało około stu osób. Efekt to ok. 1200 segregatorów z rysunkami i planami.

Najbardziej zażartą walkę tandem z JSK stoczył o lokalizację koszyka – by nie powstał obok Stadionu Dziesięciolecia, jak chciało Ministerstwo Sportu rządzone wówczas przez Elżbietę Jakubiak z PiS, ale na jego miejscu. – Stary stadion był częścią spójnego układu urbanistycznego, którego nie chcieliśmy burzyć, tylko przystosować do wymogów współczesnych – tłumaczy Pszczulny. Dlatego postanowili niejako włożyć nowy stadion w stary, jak matrioszkę, a żeby nowy górował nad otoczeniem, zaprojektowali boisko gdzieś na wysokości drugiego piętra nad dwupoziomowym parkingiem.

Projektanci Narodowego są przekonani, że budowane właśnie stadiony będą kolejną, po boomie samochodowym i mieszkaniowym, cywilizacyjną trampoliną, która zbliży Polskę do Europy. Jeśli tak się stanie, duet Pszczulny-Rutz z trzema stadionami na koncie będzie miał w tym duży udział.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną