Jakie siły i procesy ukształtują przyszłość?

Koniec kapitalizmu
Światowa gospodarka przyspiesza! – taki powiew optymizmu napłynął z Forum Ekonomicznego w Davos. Koniec kryzysu? Niestety, to dopiero początek końca. I nie kryzysu, lecz... kapitalizmu. Co go zastąpi?
Kuba fascynuje ekonomistów. Ich zdaniem Kubańczycy nie doceniają pozytywnych stron niekapitalistycznej gospodarki.
WOSTOK PRESS/MAXPPP/Forum

Kuba fascynuje ekonomistów. Ich zdaniem Kubańczycy nie doceniają pozytywnych stron niekapitalistycznej gospodarki.

Rezerwy taniej siły roboczej nieuchronnie się wyczerpują, rosną natomiast aspiracje płacowe i konsumpcyjne Chińczyków.
das farbamt/Flickr CC by SA

Rezerwy taniej siły roboczej nieuchronnie się wyczerpują, rosną natomiast aspiracje płacowe i konsumpcyjne Chińczyków.

Głównymi animatorami rewolucji w Tunezji i Egipcie są ludzie młodzi.
Iman Mosaad/Flickr CC by SA

Głównymi animatorami rewolucji w Tunezji i Egipcie są ludzie młodzi.

Jedyną pewną rzeczą jest to, że obecny system nie może dalej trwać. Najważniejsza walka polityczna toczy się o to, jaki system zastąpi kapitalizm, a nie o to, czy kapitalizm zdoła przeżyć” – przekonuje w najnowszym numerze prestiżowego magazynu „Foreign Policy” Immanuel Wallerstein, amerykański badacz rozwoju systemów społeczno-gospodarczych. Uczony przypomina, że rozwijający się od 500 lat kapitalizm polega na nieustannej akumulacji, której źródłem jest szeroko rozumiana eksploatacja zasobów ludzkiej pracy, surowców i środowiska.

Możliwości akumulacji dobiegają jednak końca. Rezerwy taniej siły roboczej nieuchronnie się wyczerpują, rosną natomiast aspiracje płacowe i konsumpcyjne chińskich, indyjskich i brazylijskich robotników. To prawda, że w ub.r. chiński PKB wzrósł imponująco o ponad 10 proc. Jednocześnie jednak indywidualna konsumpcja wewnętrzna w Chinach wzrosła o 18 proc., płace minimalne o 20 proc., w całym kraju wybuchały strajki z żądaniami podwyżek wynagrodzeń, których władze tym razem nie tłumiły. W efekcie koszty produkcji w Chinach błyskawicznie rosną – sami Chińczycy próbują sobie z tym radzić, przerzucając fabryki do Wietnamu, Bangladeszu, Korei Północnej i Birmy. Dostępne jednak tam zasoby pracy nie obsłużą nawet rosnącego apetytu obywateli Państwa Środka, gdzie w ciągu dwóch dekad klasa średnia ma się powiększyć o jakieś 250 mln osób.

Jeszcze gorzej ze środowiskiem. Jak wyliczają ekonomiści zajmujący się ekologią, już od lat 80. ubiegłego stulecia człowiek żyje na kredyt wobec natury: zużywa więcej, niż globalny ekosystem może odtworzyć. Narastają niekorzystne zmiany w środowisku, które po prostu zaczynają coraz więcej kosztować. Chiny znowu są doskonałym przykładem: gdyby uczciwie policzyć ich PKB, to trzeba by odjąć od wspomnianych 10 proc. jakieś 3 punkty potrzebne na obsługę kosztów skutków zniszczeń ekologicznych. A to dopiero początek, prawdziwym wyzwaniem będą skutki zmian klimatycznych – trudno o bardziej spektakularną ilustrację problemu niż australijska powódź przełomu roku.

Szczęśliwi Kubańczycy

Jeśli więc wszystko policzyć, okaże się, że koszty wzrostu gospodarczego rosną i zmniejsza się rentowność kapitału oraz maleje nieuchronnie możliwość jego akumulacji. Tym samym dobiega kres samego kapitalizmu. Co go zastąpi? Ostrożny Wallerstein nie daje odpowiedzi, twierdzi jedynie, że ludzkość wkracza w okres chaosu – kilku dekad kształtowania się nowego systemu społeczno-gospodarczo-politycznego.

Więcej prognostycznej odwagi wykazuje Minqi Li, chiński ekonomista z amerykańskiego University of Utah. Skoro nie kapitalizm, to jedynym rozwiązaniem jest powrót do planowego, koordynowanego centralnie socjalizmu. Jako modelowy przykład gospodarki dającej sobie radę w warunkach chronicznego niedoboru zasobów Li podaje Kubę. Nie jest to kraj o kwitnącej konsumpcji indywidualnej. O wiele lepiej radzi sobie jednak z katastrofami żywiołowymi niż potężny sąsiad – Stany Zjednoczone, nie mówiąc o zaskakująco wysokiej jakości systemach powszechnej edukacji i służby zdrowia.

Kuba fascynuje także autorów raportu Green New Deal (Zielony Nowy Ład), firmowanego przez brytyjską Fundację Nowej Ekonomii. Pokazują w nim, jak to Kubańczycy przymuszeni przez okoliczności zrealizowali w praktyce to, o czym śnią najbardziej awangardowi ekourbaniści: 60 proc. warzyw spożywanych przez Kubańczyków pochodzi z ogrodów miejskich, w samej Hawanie jest ich 26 tys. Nie jest jednak tajemnicą, że nawet tak rozwinięte miejskie ogrodnictwo nie wystarcza, by w pełni zaspokoić apetyt, i Kubańczycy nie dojadają.

Nawet nie wiedzą, jakimi są szczęściarzami – zachwycają się autorzy z New Economics Foundation. Badania opublikowane w „American Journal of Epidemiology” wykazały bowiem, że na Kubie dzięki skromniejszej diecie w okresie od 1997 do 2002 r. o połowę zmalała otyłość i w efekcie o połowę zmniejszyła się liczba zgonów spowodowana przez cukrzycę, a o 35 proc. przez chorobę wieńcową. Jakkolwiek groteskowe, zachwyty nad modelem kubańskim odsłaniają kluczowe dziś pytanie: jeśli rację ma Wallerstein, że mechanizmy kapitalistycznej machiny zacierają się i systemu opartego na hiperkonsumpcji oraz przerzucaniu kosztów na zewnątrz (środowisko, kraje rozwijające się) nie da się dłużej utrzymać, to czy można wyobrazić sobie system alternatywny, wolny jednak od licznych wad modelu kubańskiego?

Idee ważniejsze od kapitału

W sukurs przybywa inny ekonomista i badacz rozwoju systemów społeczno-gospodarczych Paul Romer, który zasłynął publikacją „Endogenous Technological Change” (Wewnętrzna zmiana technologiczna), opublikowaną w 1990 r. w „Journal of Political Economy”. Dowodzi on, że kapitał i praca wcale nie są tak ważne dla wzrostu gospodarczego, jak by to wynikało z ekonomii klasycznej. O wiele istotniejsze są idee, czyli innowacje, dzięki którym człowiek radzi sobie z odwiecznym problemem niedostatku zasobów dla zaspokojenia potrzeb rozwijających się społeczności. Innowacje można podzielić na technologie, czyli sposoby wytwarzania rzeczy i zaspokajania potrzeb materialnych, oraz zasady, czyli reguły rządzące społeczeństwami.

Nawet najlepsza technologia nie przyniesie skutków w niesprzyjającym środowisku. Chiny w XVII w. dysponowały lepszymi technologiami niż Europa, lecz brakowało im odpowiednich zasad, które umożliwiłyby ich upowszechnienie w codziennym życiu.

Kapitalizm, by kwitnąć, potrzebował takich rozwiązań instytucjonalnych jak wolny rynek, silna własność prywatna, ochrona własności intelektualnej, kultura akceptacji dla zmiany, w końcu system polityczny umożliwiający w sposób koncyliacyjny rozwiązywanie napięć i konfliktów wywoływanych ciągłymi przemianami i rosnącymi nierównościami.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną