Jak inwestować na giełdzie

AKCJONARIAT OBYWATELSKI. Siedem tajemnic giełdy
Dla jednych giełda jest miejscem, gdzie panuje cudowna magia kapitalizmu. Dla innych symbolem tego, co w kapitalizmie najgorsze. A w rzeczywistości jest tylko rynkiem, na którym firmy zbierają pieniądze na rozwój, a ludzie starają się jak najlepiej ulokować swoje oszczędności. Nie zawsze działając w sposób w pełni racjonalny.
Giełda jest odbiciem gospodarki, ale odbiciem w krzywym zwierciadle, które obraz nieco zniekształca.
Marek Sobczak/Polityka

Giełda jest odbiciem gospodarki, ale odbiciem w krzywym zwierciadle, które obraz nieco zniekształca.

Nawet niewielkie spowolnienie rozwoju może przekładać się na silne zachwianie cenami akcji.
Marek Sobczak/Polityka

Nawet niewielkie spowolnienie rozwoju może przekładać się na silne zachwianie cenami akcji.

Ze stereotypowymi poglądami trudno oczywiście walczyć. Kto kupił 4 lata temu udziały w akcyjnych funduszach, a potem odsprzedał je tracąc dwie trzecie oszczędności, pewnie zawsze już będzie uważał giełdę za oszustwo. Kto z kolei wierzy w swoją szczęśliwą gwiazdę, zawsze będzie próbował szybko powiększyć na parkiecie posiadane kapitały. Ale większość z nas powinna postarać się patrzeć na giełdę z dystansem, starając się zrozumieć, czym ona naprawdę jest, na czym polega jej działanie, skąd biorą się zyski i straty. Bo przy takim właśnie spokojnym spojrzeniu można znaleźć strategię inwestowania, która wprawdzie nie uczyni z nas milionerów, ale spowoduje, że nasze oszczędności wzrosną szybciej, niż gdybyśmy omijali giełdę szerokim łukiem. Warto więc poznać siedem tajemnic giełdy.

Tajemnica pierwsza: giełda jest odbiciem gospodarki.

Nie wierzmy, że giełdą rządzą wyłącznie jakieś tajemnicze i niezbadane siły. Na długą metę notowania rosnąwówczas, gdy rośnie produkcja; spadają, gdy w gospodarce mamy do czynienia z recesją. Oczywiście, że na krótką metę może dochodzić do zawyżania cen, a potem do ich nadmiernego spadku. Ale jeśli przyjąć perspektywę długookresową, wszystkie te wahania nie mają dużego znaczenia. Od zakończenia II wojny światowej nominalny PKB Stanów Zjednoczonych wzrósł 67-krotnie, a indeks nowojorskiej giełdy 82-krotnie. W Polsce w latach 1995–2010 nominalny PKB wzrósł 6 razy, a indeks WIG 6,4 razy. Zgodnie z podręcznikami ekonomii, ceny akcji to nic innego, jak tylko odpowiednio policzony strumień przyszłych zysków generowanych przez firmy. Nie ma cudów – jeśli gospodarka stoi w miejscu, owe zyski będą niewielkie, jeśli gospodarka się rozwija, zyski rosną wraz z PKB. A ceny akcji mogą nawet rosnąć trochę szybciej, bo w końcu na giełdę trafiają zazwyczaj przedsiębiorstwa nie byle jakie, ale bardziej ekspansywne i lepiej zarządzane niż przeciętnie.

Jeśli więc wierzymy, że polska gospodarka będzie się rozwijać, rosnąć powinny też ceny akcji na polskiej giełdzie. Nie daje to gwarancji, że zawsze zarobimy na akcjach na krótką metę, ale na dłuższą już tak. Można wyliczyć, że mimo ciężkiego załamania giełdy w latach 2007–08 inwestor, który w ciągu ostatnich 5–6 lat kupowałby systematycznie co miesiąc akcje, i tak wyszedłby na tym lepiej, niż zakładając lokaty bankowe. Przy horyzoncie inwestycyjnym sięgającym 10 lat wątpliwości już nie ma – giełda daje więcej.

Tajemnica druga: giełda to miejsce poszukiwania przez spółki kapitału.

Giełda to po prostu miejsce, gdzie firmy poszukujące środków na rozwój sprzedają swoje akcje nowym współwłaścicielom. Nowi współwłaściciele zyskują dzięki temu wpływ na zarządzanie (z którego zresztą posiadacze małych pakietów akcji rzadko korzystają, wybierając raczej wyprzedaż akcji firmy, która nie spełnia ich oczekiwań) oraz prawo do części wypracowanych przez przedsiębiorstwo zysków.

Z kolei dla firm jest to dobry sposób znalezienia chętnych do podzielenia się ryzykiem, mniej kosztowny od zaciągnięcia bankowego kredytu. Aby obie strony dobrze wiedziały, na co się decydują, giełda wymaga od spółek, które chcą sprzedawać swoje akcje, respektowania określonych zasad przejrzystego, publicznego raportowania sytuacji finansowej. Słowem, giełda służy temu, aby zaaranżować udane małżeństwo inwestora z potrzebującą środków na rozwój firmą. Wpuszczone do gospodarki oszczędności zmieniają się w kapitał i mają przynieść zyski obu stronom.

Tajemnica trzecia: giełda to miejsce inwestowania oszczędności.

Dla inwestora kupującego akcje giełda to po prostu jeden ze sposobów inwestowania. Można ulokować swoje oszczędności ostrożnie, kupując obligacje rządowe albo zakładając bankową lokatę. Ponieważ ryzyko jest niewielkie, nie oczekujmy wysokiego dochodu. Jeśli inwestujemy nasze pieniądze na giełdzie, możemy liczyć na znacznie wyższe zyski, ale przy zwiększonym ryzyku; ceny akcji mogą spaść, a w skrajnym przypadku – jeśli spółka zbankrutuje – zmienić się w makulaturę. Warto przy tym zauważyć, że dla większości osób kupujących niewielkie pakiety akcji udziały w zyskach wcale nie są najważniejsze. Główną motywacją zakupu akcji jest wiara, że jej giełdowa cena wzrośnie – wysoka zyskowność firmy jest więc ważna o tyle, o ile przekłada się na perspektywy podrożenia akcji.

Akcje możemy kupować zarówno od samych firm, na rynku pierwotnym, jak od innych ich posiadaczy na rynku wtórnym. Możemy również robić to pośrednio, kupując udziały w funduszach inwestycyjnych. Ale zawsze robimy to wtedy, kiedy oczekujemy wzrostu cen. I uważamy, że warto, aby część z naszych oszczędności pracowała intensywniej i przynosiła wyższy dochód, nawet jeśli możemy na tym czasem stracić (dlatego z reguły nie poleca się trzymania akcji tylko jednej spółki, ale raczej operowania ich portfelem).

Tajemnica czwarta: giełda reaguje na to, co dzieje się w gospodarce.

Giełda jest odbiciem gospodarki, ale odbiciem w krzywym zwierciadle, które obraz nieco zniekształca. Reakcje giełdy są z reguły bardziej gwałtowne niż zmiany na rynku. Nawet niewielkie spowolnienie rozwoju może przekładać się na silne zachwianie cenami akcji. Utrzymujące się prognozy dobrej koniunktury mogą z kolei prowadzić do przesadnie entuzjastycznych zakupów. Dlatego jeśli chcemy dokonać giełdowych transakcji, starając się kupić jak najtaniej i sprzedać jak najdrożej, powinniśmy zwracać uwagę na wszystkie wiadomości, które płyną z gospodarki. Wzrost inflacji i stóp procentowych oznacza, że tempo wzrostu gospodarczego może spaść i bardziej opłaca się lokować oszczędności w obligacjach. Jeśli większość inwestorów w ten właśnie sposób odczyta dane, ceny akcji mogą zmaleć. Z kolei wiadomości o spadku bezrobocia lub dobrych prognozach wzrostu PKB to sygnał, że ceny akcji mogą wzrosnąć. Ale ostrożnie: w tej grze każdy stara się myśleć na dwa ruchy naprzód. Jeśli więc bezrobocie spada bardzo gwałtownie, może to skłonić bank centralny do podwyżek stóp procentowych... więc jednak może to wpłynąć na ceny akcji niekorzystnie. Wszystko zależy od nastrojów.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną