Jak internet zmienił zakupowe przyzwyczajenia Polaków

e-konsumenci
Wiedzą o produkcie więcej niż sprzedawca w sklepie. Testują zagraniczne marki, zanim te wejdą na polski rynek. Znajdą w sieci najtańszą ofertę. Tworzy się właśnie nowe pokolenie konsumentów, wychowanych na Internecie i nowych technologiach.
Getty Images/Panthermedia/TP/Polityka.pl

Strach przed ujawnieniem danych karty płatniczej jest wciąż jedną z głównych barier, jeśli chodzi o rozwój e-handlu.
Jorge Franganillo/Flickr CC by 2.0

Strach przed ujawnieniem danych karty płatniczej jest wciąż jedną z głównych barier, jeśli chodzi o rozwój e-handlu.

E-sklepy mają coraz lepsze systemy, aby wynagrodzić klientom brak możliwości dotknięcia towaru przed zakupem - tutaj wirtualna przymierzalnia na stronie GAP.
Brett L./Flickr CC by SA

E-sklepy mają coraz lepsze systemy, aby wynagrodzić klientom brak możliwości dotknięcia towaru przed zakupem - tutaj wirtualna przymierzalnia na stronie GAP.

CZYTAJ TAKŻE: Ranking sklepów internetowych 2011 >>

***

Piątkowe popołudnie. W zatłoczonej zwykle o tej porze sieciowej perfumerii w centrum Warszawy jeden z klientów wyciąga z kieszeni telefon i kieruje go na pudełko wody toaletowej. Szybko wyrasta za nim ochroniarz, który uprzejmie, acz stanowczo, informuje, że zgodnie z decyzją dyrekcji robienie zdjęć w sklepie jest zabronione. Oczywiście, łatwo się domyślić, po co taki zakaz wprowadzono. Chodzi o to, by klient nie sfotografował metki z cenami, a po powrocie do domu nie sprawdził, czy w Internecie nie kupi kosmetyków taniej. Ten obowiązujący od dawna zakaz – nawet jeśli absurdalny – prawdopodobnie teraz będzie musiał zostać zaostrzony.

Bo klient z niezmąconym spokojem informuje ochroniarza, że nie robił zdjęcia. I jest to zgodne z prawdą. Tymczasem w jego telefonie już wyświetliła się informacja, że oferta reklamowana jako wyjątkowa promocja wcale taką okazją nie jest. W Internecie ogłasza się co najmniej kilka sklepów, które sprzedałyby tę butelkę wody toaletowej taniej.

Prosty konsumencki test pomogła przeprowadzić mobilna aplikacja, wprowadzona kilka miesięcy temu przez jedną z polskich wyszukiwarek ofert – Ceneo. Można ją zainstalować w każdym smartfonie (zaawansowanej komórce, wyposażonej w system operacyjny Android, iOS lub Symbian). Za pomocą cyfrowego aparatu program rozpoznaje i wczytuje kod kreskowy produktu, a następnie – łącząc się z Internetem – porównuje go z tym zapisanym w bazie porównywarki cen. Jeżeli towar zostanie znaleziony, po chwili na ekranie telefonu pojawi się aktualna oferta sklepów internetowych. – Jeśli bierzemy pod uwagę jedynie kryterium niskiej ceny, to jest narzędzie zabójcze dla tradycyjnego handlu – przyznaje anonimowo jeden z dyrektorów w dużej sieci handlowej. W USA podobne rozwiązanie wprowadził m.in. Google, którego aplikacja Shopper rozpoznaje dodatkowo okładki płyt i książek, a także wyświetla tańsze oferty na nawigacyjnej mapie, w pobliżu miejsca pobytu użytkownika. Ta usługa wpłynęła tak znacząco na sprzedaż, że duże sieci sklepów stacjonarnych przemetkowały wszystkie produkty – nakleiły na nie własne kody kreskowe, nieodpowiadające uniwersalnym, stosowanym przez cały handel. Jeśli to wojna, akcja obronna na taką skalę jest bez precedensu. Oto najlepszy dowód, że pojawił się nowy rodzaj klienta, z którym sprzedawcy muszą się nauczyć żyć. Także w Polsce.

Galerie z myszką

Przez wiele lat tradycyjny handel bagatelizował znaczenie e-handlu (zwanego też branżą e-commerce). Klientów miał odstraszać dodatkowy koszt i czas dostawy, konieczność podawania numeru karty płatniczej przy zawieraniu transakcji, nieuczciwi kontrahenci, brak możliwości dokładnego obejrzenia towaru przed kupieniem oraz skorzystania z porady fachowego sprzedawcy. Głównym magnesem była zaś cena – co najmniej 20–30 proc. niższa niż w tradycyjnym sklepie, gdyż e-sklep nie musiał wynajmować drogich powierzchni w centrach handlowych, nie wydawał pieniędzy na reklamę i zatrudniał niewiele personelu.

Ten obraz jest już jednak nieaktualny. Według badań CBOS, ponad połowa Polaków regularnie korzysta z Internetu, a 66 proc. co najmniej raz w życiu zrobiło zakupy w e-sklepie. Cała branża e-commerce to dziś tysiące działających w niej podmiotów, dziesiątki tysięcy etatów i – według szacunków Euromonitora – 15 mld zł rocznych obrotów (dla porównania, cała sieć handlowa Tesco w Polsce ma obroty 10 mld zł). W 2010 r. 28 proc. polskich e-sklepów zanotowało wzrost sprzedaży o 20 proc., a 21 proc. o więcej niż połowę. Eksperci przewidują dalszy rozwój, o 15–18 proc. rocznie, w czym zapewne pomoże spowodowane kryzysem poszukiwanie przez konsumentów oszczędności w domowym budżecie i utarte przekonanie, że w sieci jest taniej.

Błyskawiczny rozwój e-handlu dobrze ilustruje bajeczna kariera serwisu Allegro, przez który w 2003 r. przepłynęły towary o wartości 240 mln zł. Dwa lata później było to już ponad miliard złotych, zaś w 2010 r. obroty Allegro wyniosły 7,5 mld zł. Serwis – który według szacunków ekspertów obsługuje połowę całego polskiego e-commerce – pokazuje również trend profesjonalizacji branży. Kiedy powstawał, był platformą aukcyjną, dzięki której można było sprzedać zalegające w domu niepotrzebne graty. Dziś zaledwie 15 proc. aukcji wystawiane jest z opcją licytacji, pozostałe 85 proc. to oferty ze sztywną ceną (tzw. kup teraz), z których ogromna większość to towary nowe, wystawione przez przedsiębiorców prowadzących działalność za pomocą Allegro.

Ten serwis to dziś największa w Polsce galeria handlowa – w momencie, w którym czytają państwo ten tekst, wystawione jest w nim około 32,5 mln przedmiotów. Miesięcznie serwis jest odwiedzany przez 11,2 mln klientów i – co znacznie istotniejsze – klientek. Bo fenomenem ostatnich lat są kobiety, które masowo ruszyły na e-zakupy.

Kobieta buszująca

Jeszcze w zeszłej dekadzie w sieci kupowała garstka internetowych fanatyków. – Statystyczny użytkownik naszego serwisu był wtedy mężczyzną przed trzydziestką, zafascynowanym komputerami i techniką. Sprzedawało się mnóstwo płyt z ciężkim rockiem, gier komputerowych i oczywiście wszystko, co ma związek z motoryzacją – mówi Magdalena Krukowska z Allegro. Mężczyźni wciąż kupują najchętniej akcesoria sportowe, elektronikę, sprzęt komputerowy, broń, a 12 proc. z nich zagląda do sieci po akcesoria erotyczne (przyznaje się do tego 7 proc. klientek). Ale stereotyp pryszczatego nastolatka w okularach, o niezdrowej ziemistej cerze i fatalnych nawykach żywieniowych odszedł w przeszłość. – Dziś klienci e-handlu to pełen przekrój społeczny, jest tyle samo kobiet i mężczyzn – mówi Krukowska.

– Kobiety próbują upolować w internetowych sklepach przede wszystkim cenowe okazje, poszukują w nich przyjemności i odrobiny luksusu. Dla mężczyzn liczą się względy praktyczne: wygoda i oszczędność czasu – mówi Agnieszka Ogrocka z działu badań portalu Onet.pl. To dzięki kobietom w ostatnich latach najdynamiczniej rozwijały się internetowe drogerie, apteki z kosmetykami i zdrową żywnością, sklepy z bielizną, ubraniami, produktami dla dzieci. To dla kobiet wprowadzono wiele udogodnień, dzięki którym łatwiej można dokonać wyboru – np. filmy i trójwymiarowe animacje, szczegółowo przedstawiające produkt.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną