Na czym zarabiają kluby piłkarskie

Ekstrakasa-marnaklasa
Polskie kluby z reguły więcej wydają, niż zarabiają. Mimo to biznes się kręci – na tym polega magia futbolu.
Polskie kluby z reguły więcej wydają, niż zarabiają. Mimo to biznes się kręci – na tym polega magia futbolu.
Lazi & Mellenthin/Corbis

Polskie kluby z reguły więcej wydają, niż zarabiają. Mimo to biznes się kręci – na tym polega magia futbolu.

W 2010 r. średnio 15 proc. wpływów do kas piłkarskich klubów pochodziło z biletów na mecze.
AGNIESZKA K. JUREK/EAST NEWS

W 2010 r. średnio 15 proc. wpływów do kas piłkarskich klubów pochodziło z biletów na mecze.

Nowoczesny obiekt daje szansę poprawy sytuacji klubu, ale bez gwarancji sukcesu.
Wojciech Krynski/Forum

Nowoczesny obiekt daje szansę poprawy sytuacji klubu, ale bez gwarancji sukcesu.

Największe polskie kluby piłkarskie to średniej wielkości przedsiębiorstwa. Są spółkami akcyjnymi, z których jedna (Ruch Chorzów) jest nawet notowana na parkiecie New Connect warszawskiej giełdy. W ciągu sezonu przez kasę ekstraklasowego klubu przepływa kilkadziesiąt milionów złotych. Cała Ekstraklasa w minionym sezonie miała obrót 400 mln zł. Piłka nożna staje się więc sporym biznesem. Ale czy opłacalnym? Tu rachunki są dość zagmatwane.

Budżet najbogatszego klubu – Lecha Poznań – zamknął się w ubiegłym roku kwotą 73,5 mln zł. Sukcesem Kolejorza był także osiągnięty spory zysk (7,5 mln zł), głównie dzięki występom w Lidze Europejskiej. Szczególnie duże wpływy przyniosły mecze z Juventusem i Manchesterem City. Bardzo dochodowa okazała się sprzedaż Roberta Lewandowskiego do Borussi Dortmund. Sprzedaż zawodników to jeden z ważnych punktów w przychodach klubów. Niestety, niestabilny, bo nie każdy i nie zawsze ma atrakcyjnych rynkowo graczy, których chce się pozbyć. Choć w polskiej ekstraklasie gra coraz więcej cudzoziemców (w drużynie mistrza Polski Wisły Kraków jest tylko trzech Polaków), jako kraj mamy dodatni bilans wymiany handlowej. Więcej piłkarzy eksportujemy, niż importujemy.

Drogie punkty

Za to polskie kluby z reguły więcej wydają, niż zarabiają. Mimo to biznes się kręci – na tym polega magia futbolu. Trudno zresztą do piłkarskiego klubu przykładać miary efektywności jak do zwykłej firmy. Od piłkarzy oczekujemy, by strzelali gole i wygrywali mecze. Dopiero sukcesy na boisku klub może starać się przekuć na sukces kasowy. Innymi słowy, najpierw trzeba zainwestować, a potem czekać na gole i awans w tabeli. W minionym roku zdobycie 1 punktu w rozgrywkach wymagało wydania średnio 593,6 tys. zł. Najwięcej wydawała Legia Warszawa. Na każdy punkt szło z kasy ok. 1,13 mln zł. Znacznie mniej wydają kluby I ligi, np. awansujące niedawno do Ekstraklasy Podbeskidzie Bielsko-Biała (92 tys. zł) i ŁKS Łódź (103 tys. zł). Dlaczego? Bo istotnym źródłem przychodów większości klubów ekstraklasy są wpływy z transmisji telewizyjnych, jakie płaci stacja Canal+ (w ubiegłym sezonie prawa telewizyjne przyniosły 112 mln zł). I liga takich możliwości nie oferuje. Telewizja to w ogóle silne koło zamachowe piłki nożnej. W tym sezonie przybyli Ekstraklasie nowi partnerzy medialni (Polsat i Eurosport), a to przełoży się na większą atrakcyjność sponsoringową. Dla sponsorów i reklamodawców to, ile osób zobaczy firmowe znaki na koszulkach zawodników czy banerach wokół boiska, ma podstawowe znaczenie (najwyższą wartość mają koszulki Legii). Nie przełoży się za to na większe wpływy pochodzące od samych nadawców TV, bo stacje okazały się twardymi negocjatorami – zapłacą o 20 proc. mniej za prawa do transmisji. Budżet ratuje za to nowy sponsor tytularny Ekstraklasy firma T-Mobile.

Pojawili się też sponsorzy tytularni stadionów, dzięki czemu mamy warszawską Pepsi Arenę (Legia), PGE Arenę (Gdańsk) czy Dialog Arenę (Lubin), ale tu kluby mogą liczyć na pieniądze, o ile nie korzystają z użyczonego obiektu (na razie jedynie Zagłębie Lubin jest właścicielem stadionu). Wpływy reklamowe i sponsorskie są dziś dla polskiej piłki podstawowym źródłem utrzymania. Zapewniają średnio 35 proc. przychodów – w 2010 r. łącznie 136 mln zł. Niektóre kluby (np. Zagłębie Lubin) są od nich skrajnie uzależnione.

Wielka trójka rządzi

Dużo skromniejszym źródłem zysków są bilety na mecze. Średnio zaledwie 15 proc. wpływów pochodziło z trybun. W 2010 r. wszystkie kluby zainkasowały ok. 57 mln zł, z czego ponad 20 mln zł przypada na Lecha Poznań, który ma najwięcej wiernych kibiców. Przez część sezonu byli nawet gotowi dojeżdżać do Wronek, gdzie Lech rozgrywał mecze, gdy na jego macierzystym obiekcie przy Bułgarskiej trwał remont.

Szybko rośnie frekwencja na meczach, zwłaszcza tych klubów, które mają już nowoczesne stadiony. W ich przypadku udział wpływów z biletów jest wyższy – ocenia dyrektor Krzysztof Sachs z wrocławskiego oddziału firmy doradczej Ernst&Young, współautor raportu „Ekstraklasa piłkarskiego biznesu 2011”, oceniającego kondycję ekonomiczną polskiej Ekstraklasy. E&Y już po raz trzeci przygotował taki raport. Okazuje się, że w sezonie 2010–11 mecze ekstraklasy zgromadziły ok. 2 mln widzów, o 65 proc. więcej niż w poprzednim sezonie. Lech, Legia i Wisła, grając na własnych stadionach, notowały średnio 15–20 tys. widzów. Najwyższą średnią miała Legia – 17 tys.

Porównanie wyników z poprzednich lat pokazuje, jakie znaczenie ma poprawa infrastruktury sportowej. Ekonomicznymi liderami są kluby z dużych aglomeracji, które dorobiły się już nowoczesnych obiektów: Lech Poznań, Legia Warszawa, Wisła Kraków (modernizacja na finiszu). To wielka trójka polskiej piłki. Choć mistrzem Polski jest Wisła, biznesowym mistrzem pozostaje Lech – twierdzą autorzy raportu. Ich zdaniem to najlepiej zarządzany i najbardziej stabilny ekonomicznie polski klub. Kiedy jednak spróbowali ocenić efektywność klubów, czyli kto ma najkorzystniejszy stosunek sukcesów sportowych do posiadanego majątku, okazało się, że najwyżej plasuje się Jagiellonia Białystok, klub z miasta wojewódzkiego średniej wielkości, dopiero czekający na zmodernizowany stadion. Dzięki niezłej postawie w ekstraklasowych rozgrywkach i Pucharze Polski, a także dzięki grze w europejskich pucharach, wartość tej drużyny wzrosła. Oczywiście daleko jej do wielkiej trójki, gdzie pierwsze jedenastki wyceniane są na ok. 30 mln zł. Piłkarze Jagi warci są 11,5 mln zł.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną