Właściciel imperium Polsatu - Zygmunt Solorz-Żak

Polsat Plus
Zygmunt Solorz-Żak w biznesowej karierze wielokrotnie grał ostro. I wygrywał, choć wszyscy wróżyli mu porażkę. Teraz kupił operatora sieci Plus. Znów wygra?
Dzięki Polkomtelowi Solorz-Żak zyskuje dostęp do 14 mln użytkowników sieci Plus i całego potencjału infrastrukturalnego tego wielkiego polskiego operatora komórkowego.
Włodzimierz Wasyluk/Reporter

Dzięki Polkomtelowi Solorz-Żak zyskuje dostęp do 14 mln użytkowników sieci Plus i całego potencjału infrastrukturalnego tego wielkiego polskiego operatora komórkowego.

Solorz-Żak i inni entuzjaści LTE wierzą, że bezprzewodowy szybki Internet wyprze inne tradycyjne formy dostępu do sieci.
Piotr Waniorek/Forbes/Forum

Solorz-Żak i inni entuzjaści LTE wierzą, że bezprzewodowy szybki Internet wyprze inne tradycyjne formy dostępu do sieci.

Nowoczesne studio Polsat News.
materiały prasowe

Nowoczesne studio Polsat News.

Kiedy właściciel imperium Polsatu ogłosił, że staje do wyścigu o Polkomtel, wszyscy przyjęli to z niedowierzaniem. Wartość wystawionej na sprzedaż spółki, należącej do wielkiej trójki polskich operatorów komórkowych, wyceniana była na 16–18 mld zł. Skąd Solorz-Żak weźmie taką górę pieniędzy i po co mu Polkomtel? – zastanawiano się.

Wartość gospodarczego konglomeratu biznesmena, czyli kilkunastu spółek z Polsatem na czele, szacowana jest na około 7 mld zł. On sam znany był dotychczas z zachowawczego podejścia do spraw finansowych. Mówiąc prościej, zawsze unikał pożyczania pieniędzy. Dlatego spodziewano się, że prędzej właścicielem Polkomtela zostanie najbogatszy obywatel świata, Meksykanin Carlos Slim Helu i należąca do niego America Movil, jeden z największych operatorów w Ameryce Łacińskiej. Zainteresowanie polską ofertą deklarowało też kilku innych dużych graczy. Większość z nich albo nie złożyła oferty, albo odpadła w przedbiegach. Na ostatniej prostej znalazły się dwa skandynawskie telekomy TeliaSonera i Telenor oraz amerykański fundusz Apax. A także Zygmunt Solorz-Żak. I to on dopiął swego. Dokładniej dokonał tego Spartan Capital Holdings, spółka kierowana przez Tobiasa Solorza, syna polskiego miliardera. – To Tobias namówił mnie na inwestycję w Polkomtel, organizował spotkania, brał udział w przygotowywaniu różnych koncepcji – przyznaje w rozmowie z POLITYKĄ Zygmunt Solorz-Żak.

Kontynuator

Tobias jest synem z pierwszego małżeństwa. Wychowywał się w Niemczech z matką Iloną Solorz (biznesmen nosi nazwiska byłej i obecnej żony), jednak wkrótce po osiągnięciu pełnoletności pojawił się u taty i pod jego okiem skończył studia (zarządzanie na UW). Nabywał także praktyki w biznesie, pracując na różnych stanowiskach w firmach należących do ojcowskiego konglomeratu. Miły, zdolny, inteligentny – współpracownicy ojca chwalą 31-letniego dziś potomka.

Inni niewiele o nim mogą powiedzieć, bo – jak całe otoczenie Solorza-Żaka – pozostaje w głębokim cieniu. Tylko raz, kilka lat temu, na krótko stał się bohaterem pierwszych stron prasy bulwarowej. Powodem był gorący romans, jaki wybuchł między nim a młodą gwiazdką telewizji Polsat. Ojciec nie akceptował związku syna z dziewczyną aspirującą do roli celebrytki. Musiał się jednak ugiąć, bo miłość okazała się silniejsza. Ale tylko na chwilę – małżeństwo juniora wkrótce się rozpadło, a on wrócił do roli posłusznego następcy tronu zgłębiającego sekrety władzy.

– Obecnie jest członkiem zarządu operatora sieci Plus i na tym będzie się koncentrował. Dzięki wykształceniu i dotychczasowemu doświadczeniu jest przygotowany do pełnienia tej funkcji i na pewno sobie poradzi – przekonuje ojciec, który nie kryje, że widzi w synu spadkobiercę imperium.

Jeśli istotnie Tobias brał tak aktywny udział w realizowaniu transakcji, to nie można odmówić mu talentu. Była to bowiem trwająca pół roku, ogromna (największe przejęcie w Europie w 2011 r.!) i niezwykle skomplikowana operacja. Sam biznesmen w negocjacjach bezpośrednio nie uczestniczył, choć je na bieżąco kontrolował. To jego charakterystyczna cecha: jest szczególantem – w każdym przedsięwzięciu biznesowym nie tylko wyznacza główny kierunek, ale interesuje się nawet drobnymi, technicznymi sprawami.

Chce wszystko zrozumieć. Jeśli słyszy, że czegoś nie można zrobić, bo nie pozwalają na to przepisy, to żąda, by mu te przepisy pokazać, a potem sam zaczyna je studiować. A ponieważ jego spółki miały do czynienia z dziesiątkami skomplikowanych problemów prawnych, to ma sporą wiedzę prawną. Pomaga mu w tym świetna pamięć. Potrafi cytować szczegóły z sądowych rozstrzygnięć, które zapadły wiele lat temu – opowiada jeden z jego współpracowników. Cenę ustalono na 18,1 mld zł, a po odliczeniu zadłużenia spółki i miliardowej dywidendy za ostatni rok, do zapłacenia wyszło 15,1 mld zł. Z tego ok. 14 mld zł zaoferowały banki. Fachowo nazywa się to wykupem lewarowanym, kiedy niemal cała kwota niezbędna do przejęcia firmy pochodzi z kredytu.

Lewar z wizją

Czym Solorz-Żak uwiódł bankowców, że zaoferowali mu tak potężny lewar? Swoją wizją. Biznesmen ryzykuje wiele, być może wszystko, bo postanowił stworzyć coś, czego jeszcze na rynku nie było – firmę telekomunikacyjno-medialną. Dostrzegł bowiem, że Internet prowadzi do szybkiej erozji tradycyjnego modelu biznesu telewizyjnego. Maleje liczba widzów siedzących przed odbiornikami. Coraz więcej osób korzysta z Internetu oglądając treści multimedialne, ściągając filmy, zamawiając je w ramach usługi VoD (wideo na żądanie) lub korzystając z transmisji w sieci za pośrednictwem serwisów telewizji internetowej, takich jak np. ipla należąca do Solorza-Żaka.

Dziś funkcję telewizora może pełnić wiele urządzeń: komputer, laptop, netbook, tablet, konsola do gier czy smartfon. W tej sytuacji, żeby utrzymać widzów, trzeba za nimi podążyć do sieci. Do tego potrzebny jest jednak Internet i to najlepiej w wersji mobilnej, by każdy mógł sobie wszystko i wszędzie oglądać. A to właśnie może zapewnić duży operator telekomunikacji mobilnej, taki jak Polkomtel i jego sieć Plus. Dla operatora telekomunikacyjnego taki związek też może być szansą. Biznes komórkowy, który do niedawna był kurą znoszącą złote jaja, staje się coraz trudniejszy.

– Rynek jest nasycony, rośnie coraz wolniej, co odbija się na przychodach operatorów. Możliwości rozwoju tradycyjnych połączeń głosowych wyczerpują się, bo przez telefon dużo więcej rozmawiać nie będziemy. Konkurencja staje się coraz ostrzejsza, dodatkowo nakręcają ją decyzje regulatora – wyjaśnia Tomasz Kulisiewicz, główny analityk firmy Audytel, współautor raportu poświęconego sprzedaży Polkomtela. Jego zdaniem połączenie ultraszybkiego bezprzewodowego Internetu i sprzedaż za jego pośrednictwem treści multimedialnych, jakie oferuje telewizja, ma sens. Stworzy wartość dodaną.

Węzeł gordyjski

Romans polskiego miliardera z telekomunikacją zaczął się dość dawno. – Już pod koniec lat 90. myślałem o połączeniu mediów i telekomunikacji – zdradza. Inwestycja w upadający Elektrim i przejęcie kontroli nad spółką było jednym z pierwszych kroków na tej drodze. Elektrim był wśród głównych akcjonariuszy Polskiej Telefonii Cyfrowej (PTC), operatora sieci Era. Problemem było jednak uwikłanie spółki w niezwykle skomplikowany spór prawny, którego przedmiotem była właśnie Era. Wojna toczyła się w czworokącie: Elektrim – Deutsche Telekom (drugi akcjonariusz) – francuski koncern Vivendi (którego status był sporny) oraz obligatariusze, którzy udzielili pożyczki Elektrimowi. Wszystkie strony zatrudniły armie prawników i wydając miliony dolarów wytaczały sobie dziesiątki procesów w różnych krajach. Kończyły się one dziesiątkami wzajemnie sprzecznych wyroków.

Kiedy Solorz-Żak kupował Elektrim, ten konflikt już trwał i wyglądał na beznadziejny. Sytuacja spółki była nie lepsza. Wszyscy dziwili się, że biznesmen zdecydował się na tak hazardowy ruch. Choć Elektrim zniknął z giełdy i musiał ogłosić upadłość (z możliwością zawarcia układu), biznesmen tak posterował sporem, że wszystkie strony, mocno już wyczerpane, zgodziły się zakończyć go polubownie. Kontrolę nad PTC przejął ostatecznie koncern Deutsche Telekom (T-Mobile), roszczenia koncernu Vivendi i obligatariuszy zostały zaspokojone, a Elektrim wyszedł na prostą i ma szansę wrócić na giełdę.

Rynek ocenił to jako kolejny sukces Solorza-Żaka, choć on sam – jak zdradzają współpracownicy – po cichu wierzył, że zyska kontrolę nad Erą. Dziś jednak nie chce do tego wracać. – W trakcie tych kilku lat pojawiały się różne scenariusze, ale to już historia. Trudno spekulować, co by było gdyby. Dziś, m.in. dzięki przejęciu operatora sieci Plus, najważniejsza jest dla mnie możliwość realizacji naszych pomysłów w telekomunikacji – zapewnia.

Te pomysły zaczął wprowadzać w życie już nieco wcześniej, inwestując w kilka małych spółek telekomunikacyjnych – Sferia, Aero2, Mobyland – tworzących sieć bezprzewodowego dostępu do Internetu. Ostatnio sprzedał Sferię, a odkupił od innego polskiego miliardera, Romana Karkosika, spółkę CenterNet – najmniejszego infrastrukturalnego operatora komórkowego, który poniósł porażkę, próbując prowadzić sieć dla słuchaczy Radia Maryja „wRodzinie”. Od niedawna wszystkie spółki zostały skupione w ramach giełdowego funduszu inwestycyjnego Midas, kontrolowanego przez miliardera. Spółki mają cenne dobro: częstotliwości radiowe, dzięki którym tworzą sieć bezprzewodowego Internetu w technologii LTE.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną