Piotr Napierała - właściciel zabytkowych budowli hotelowych

Pan na pałacach
Czy na zabytkach można zarabiać? Niektórym się to udaje. Przynajmniej na razie.
Piotr Napierała nie przestaje planować i myśleć o kolejnych inwestycjach i projektach.
Stanisław Ciok/Polityka

Piotr Napierała nie przestaje planować i myśleć o kolejnych inwestycjach i projektach.

Jedna z ostatnich inwestycji Piotra Napierały, pałac w Wojanowie.
Stanisław Ciok/Polityka

Jedna z ostatnich inwestycji Piotra Napierały, pałac w Wojanowie.

Odrestaurowany pałac w Karpnikach.
Stanisław Ciok/Polityka

Odrestaurowany pałac w Karpnikach.

Pałac Paulinum w Jeleniej Górze oraz arystokratyczne rezydencje w Wojanowie i w Karpnikach są już elegancko wyremontowanymi hotelami i przyjmują gości. Teraz prowadzone są prace w parku krajobrazowym w sąsiednim Bukowcu, w planach jest zakup pałacu ojca górnośląskiego przemysłu Fryderyka von Redena oraz innych zabytkowych obiektów.

Piotr Napierała, szef firmy konserwatorsko-budowlanej Castellum, odkrył Kotlinę Jeleniogórską dopiero w 2000 r., nie był zatem pierwszym, któremu marzył się tu własny pałac. Po przełomie wielu kupiło za grosze zrujnowane poniemieckie zabytki, ale tylko nieliczni unieśli finansowe wyzwanie, jakim był ich remont, a zaledwie kilku spróbowało zrobić na nich interes. Ale żaden z nich nie miał takiego przygotowania, pieniędzy, determinacji i grupy wspierających przyjaciół jak Napierała.

Z więzienia do Integeru

Pochodzi z dobrego wrocławskiego domu. Ojciec Mieczysław, profesor ekonomii, współorganizował Wydział Informatyki i Zarządzania na Politechnice. Chociaż syn interesował się historią, zgodnie z rodzinną tradycją poszedł na politechnikę. Studiując budownictwo zaangażował się w działalność opozycyjną i kolportaż prasy podziemnej, za co w 1982 r. trafił na rok do więzienia. Odsiadka nieźle dała mu w kość, ale to tam ukończył pisanie pracy dyplomowej. Po wyjściu obronił ją, ale z więzienną kartą nikt nie chciał go zatrudnić. W końcu zaczepił się jako kierownik budowy we wrocławskiej Pracowni Konserwacji Zabytków – państwowym monopoliście zajmującym się renowacją zabytków. Co prawda polska szkoła konserwacji miała renomę, ale państwu wiecznie brakowało funduszy. – Zanim zacząłem pracować w PKZ, kościół garnizonowy we Wrocławiu remontowano już kilkanaście lat, sam na budowie spędziłem tam cztery lata, a widoków na zakończenie remontu nie było. Czułem się jak budowniczy katedr, bez satysfakcji ukończonego dzieła – opowiada.

Ten brak satysfakcji zadecydował, że Napierała odszedł z PKZ. Przez rok pisał na politechnice doktorat, ale czując, że nie ma temperamentu naukowca, założył z kolegą pracownię projektową. Trafili w punkt, bo u schyłku lat 80. zabytki zaczęli kupować prywatni właściciele, więc pojawiła się praca dla nowo powstałych firm konserwatorskich. Pierwszym zleceniem był projekt odbudowy zespołu pałacowego w Krzyżowej i XVII-wiecznego pałacu w Pilicy, który kupiła Barbara Piasecka-Johnson. Do odnowienia tego ostatniego nie doszło, ale spotkanie z bratanicą milionerki Magdaleną Piasecką-Ludwin zaowocowało nowym projektem – Napierała przeszedł do jej firmy Integer, gdzie miał stworzyć dział konserwatorsko-budowlany. Jego energia i znajomości w środowisku sprawiły, że mała firma szybko stała się zatrudniającym kilkaset osób przedsiębiorstwem, a sprawny współpracownik awansował na wspólnika.

W latach 90. Integer działał głównie za granicą, wykorzystując fakt, że jako firma budowlano-konserwatorska miał prawo oficjalnie przyjmować zlecenia na terenie Unii. W pierwszych kontaktach z zagranicznymi inwestorami pomogli starzy znajomi z PKZ, którzy wyemigrowali na Zachód. – W samych Niemczech wyremontowaliśmy kilkadziesiąt prywatnych zespołów pałacowo-parkowych – mówi Napierała. – Byliśmy konkurencyjni z trzech powodów: w przeciwieństwie do tamtejszych firm mieliśmy w ofercie kompleksowe usługi, nasi specjaliści od zabytków byli cenieni, no i byliśmy tańsi. Spółka nieźle zarabiała na tych zagranicznych kontraktach. Wszystkie pieniądze inwestowano w remont zakupionego kilka lat wcześniej pałacu w Kliczkowie i hotelu Tumskiego we Wrocławiu. W sam Kliczków włożyli 20 mln zł, ale efekt był imponujący, również dlatego, że przy pracy wykorzystano doświadczenie, umiejętności i nowoczesne technologie podpatrzone za granicą.

Z Kliczkowa do Castellum

Gdy Integer z firmy budowlano-konserwatorskiej, w której główne skrzypce grał Napierała, przekształcił się we właściciela zabytkowych budowli hotelowych, stosunki między wspólnikami zaczęły się psuć. Poszło o kompetencje, a spór zakończył się rozstaniem (na tyle nieprzyjemnym, że żadna ze stron nie chce go komentować). Napierała postanowił wszystko zacząć od nowa. Tym razem postawił na rodzinę i przyjaciół. Zebrawszy od nich fundusze, kupił XIX-wieczny pałacyk Paulinum w Jeleniej Górze i założył nową spółkę. Powstałe zaledwie w 2007 r. Castellum (po łacinie twierdza) jest dziś jedną z większych na Dolnym Śląsku firm budowlanych, specjalizujących się w remontowaniu zabytków. Co prawda wraz z narastającym kryzysem liczba zleceń w Anglii i Niemczech malała, ale pojawiły się duże, nawet kilkudziesięciomilionowe, zlecenia w Polsce – jak remont zespołu pocysterskiego w Krzeszowie, we Wrocławiu zaś synagogi Pod Białym Bocianem, kamienicy Pod Złotym Słońcem czy ostatnio Dworca Głównego.

Notowania firmy u inwestorów są wysokie (wygrywają 20 proc. przetargów), ale jeszcze lepsze zdanie mają o ich pracy główni adwersarze budowlano-restauratorskiego interesu – konserwatorzy zabytków. – W Castellum pracują fachowcy z dawnych PKZ, którzy mają przygotowanie i czują zabytki – mówi Wojciech Kapałczyński, wojewódzki konserwator zabytków z delegatury w Jeleniej Górze.

Napierała twierdzi, że jego największym sukcesem jest to, że pracuje z ludźmi, którzy dzielą jego pasje i których może nazwać przyjaciółmi. Nie są to tylko znajomi z PKZ, wśród jego współpracowników są też szkolni koledzy, jak dyrektor hoteli Wacław Markowski. – II wrocławskie LO rządzi – śmieje się i wylicza jednym tchem innych absolwentów tego samego ogólniaka, pozostających w przyjacielsko-zawodowych kontaktach z Napierałą. Wśród nich jest radca prawny firmy, dyrektor Castellum, a nawet żona Piotra.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną