Luksus po polsku

Perfumami pachnący, Rollsami sunący
Gucci, Dolce&Gabbana, Burberry, Kenzo, Ferrari, Maserati, Rolls-Royce – słynne marki chcą robić interesy nad Wisłą. Kiedy gospodarka zwalnia, polski rynek dóbr luksusowych przyspiesza.
Mieć znaczy być. Towary luksusowe określają naszą pozycję w społecznej hierarchii.
Teodor Ryszkus/Forum

Mieć znaczy być. Towary luksusowe określają naszą pozycję w społecznej hierarchii.

Zygmunt Solorz w ekskluzywnej dekoracji.
Super Express/EAST NEWS

Zygmunt Solorz w ekskluzywnej dekoracji.

Polityka

W PRL był taki dowcip: co to jest koniak? To ulubiony trunek klasy robotniczej, pity ustami jej najgodniejszych przedstawicieli. Dowcip ten nabiera nowego sensu, gdy ogląda się najnowsze modele Ferrari za szybą salonu w budynku, gdzie najgodniejsi przedstawiciele klasy robotniczej pili kiedyś koniak, czyli w dawnej siedzibie KC PZPR.

Tak jak dawniej niełatwo dostać się do środka. Obsługa ocenia, czy to potencjalny klient, czy może zwykły miłośnik motoryzacji, który chce tylko z bliska zobaczyć, jak wygląda 1,2 mln zł na kołach. Takiemu zaleca się popatrzenie przez szybę. Auta sprzedają się jak świeże bułeczki, tegoroczna pula została wyczerpana już w lutym, a polski dealer firmy z Maranello dostał z centrali nagrodę za sprzedaż samochodów z najbogatszym wyposażeniem. Czyli tych najdroższych.

Oczywiście, kto kupił i ile zapłacił, to tajemnica. Zgodnie z sentencją powtarzaną przez najbogatszego Polaka Jana Kulczyka: duże pieniądze lubią spokój, wielkie – ciszę. Firma Rolls-Royce nie podaje nawet, ile samochodów sprzedała w poszczególnych krajach. Brytyjska marka nie ma jeszcze w Polsce salonu, ale jej interesy reprezentuje warszawski dealer BMW Auto Fus (RR należy do niemieckiego koncernu). Obsługuje także rynki państw nadbałtyckich, Słowacji i Czech. Pozyskuje klientów (choć auta sprzedaje centrala), dostarcza samochody i zapewnia serwis.

Pokaż mi, czym jeździsz

Z bazy danych o rejestracjach wynika, że w tym roku przybyły w kraju dwa egzemplarze RR. – Do końca roku będzie więcej. Ile tego nie mogę powiedzieć – oświadcza Radek Pstrokoński, brand manager Rolls-Royce’a. Właśnie wyszedł od klienta, z którym prowadził rozmowę w sprawie sprzedaży kolejnego egzemplarza.

Oczywiście nie były to negocjacje cenowe, bo cena (od 1,3 mln zł wzwyż) nie podlega dyskusji. Zresztą tego typu klienci nie pytają o promocje ani dodatkowe wyposażenie. W pakiecie dostają za to wycieczkę do fabryki. Autami z silver lady na masce cieszy się już kilkudziesięciu Polaków. – Samochody klasy premium mają coraz większy udział w polskim rynku motoryzacyjnym. Jeśli w 2007 r. stanowiły 5,7 proc. ogólnej sprzedaży, to w tym roku jest to już 8,4 proc. – wyjaśnia Wiesław Litewski, ekspert rynku samochodowego, który współpracuje z warszawską firmą Chodzeń przy wprowadzaniu na rynek nowej luksusowej marki Maserati, włoskiego konkurenta Ferrari. – Wprowadzając tak ekskluzywną markę, trzeba poczekać na efekty handlowe. Nie od razu zachwyty klientów zamieniają się w zamówienia – wyjaśnia Litewski. Zainteresowanie już widać, a pierwsi klienci zasiądą w swoich Maserati w pierwszym kwartale 2013 r.

Polska staje się rynkiem coraz bardziej rozwiniętym gospodarczo, a za tym idą zmiany w zachowaniach konsumenckich. Widzimy, że klienci są wymagający wobec wszelkich dóbr, jakie nabywają, także samochodów. Zwracają coraz większą uwagę nie tylko na jakość, ale także markę i wszystko, co się z nią wiąże: wizerunek, jej legendę – deklaruje Andreas Biehler, general manager BMW Group Polska. BMW jest liderem rynkowym w grupie aut klasy premium.

To auta kosztujące od 200 tys. zł wzwyż. Do końca października sprzedano takich ponad 19 tys. To głównie BMW, Mercedesy, Porsche, Audi, Jaguary, Volvo, Infiniti, Lexusy, Range Rovery. Na najwyższej półce w tym segmencie stoją Rolls-Royce, Bentley, Ferrari, Maserati, Lamborghini, Maybach, Mercedes SLR. Sprzedawane są w pojedynczych sztukach, ale ceny liczy się w milionach złotych. Do Polski trafiło już nawet najdroższe seryjne auto świata, czyli Bugatti Veyron, warte ok. 8 mln zł. Cieszy się nim Leszek Czarnecki, właściciel Getin Banku.

Dawno minęły czasy, kiedy można było zaimponować Mercedesem S-klasa. Takie auto jest w sam raz dla wynajętego prezesa firmy, ale nie dla właściciela poważnego biznesu. Dziś dobrze jest pokazać się w Bentleyu albo w Maybachu. Nie jest to łatwe, bo przydział na Polskę Maybachów wynosił 10 sztuk, a chętnych było więcej. Na dodatek ich produkcja niebawem się skończy – wyjaśnia Jerzy Iwaszkiewicz, dziennikarz i kronikarz obyczaju polskiej elity biznesowej. Dodaje, że część najbogatszych Polaków podróżuje śmigłowcami i odrzutowcami, też nietanimi. Niektórzy mają również wielkie jachty, niekiedy przypominające spore luksusowe statki wycieczkowe, jak słynny Phoenix 2 Jana Kulczyka (93 m długości). Ale samochód jako oznaka statusu jest wciąż niezastąpiony. – Samolotem czy śmigłowcem nie można się tak efektownie pokazać jak samochodem. Na dodatek trzeba korzystać z pilota, bo tylko nieliczni, jak Zbigniew Niemczycki, mają pojęcie o lataniu. Rezydencję w hiszpańskiej Marbelli czy morski jacht też trudno pokazać, bo publiczność trzeba dowieźć na miejsce. Niektórzy nawet próbowali – komentuje Iwaszkiewicz.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną