Rynek

Karty się skończyły?

Schyłek kart płatniczych

Organizatorzy systemów płatności telefonem próbują ominąć organizacje kartowe Visa i MasterCard. Organizatorzy systemów płatności telefonem próbują ominąć organizacje kartowe Visa i MasterCard. Zandecki Łukasz / BEW
Płacenie telefonem komórkowym wkrótce powinno się upowszechnić. Bardzo się tego boją główni wystawcy kart: Visa i MasterCard.
PKO BP lansuje rozwiązanie o nazwie IKO, którego podstawą jest aplikacja na smartfon.materiały prasowe PKO BP lansuje rozwiązanie o nazwie IKO, którego podstawą jest aplikacja na smartfon.
Jeśli klienci nie wystraszą się telefonu z bankową aplikacją i zaczną po niego sięgać przy kasie, hegemonia dwóch dominujących systemów się skończy.Stephen Swintek/Corbis Jeśli klienci nie wystraszą się telefonu z bankową aplikacją i zaczną po niego sięgać przy kasie, hegemonia dwóch dominujących systemów się skończy.

Artykuł w wersji audio

Kto często robi zakupy w największej sieci handlowej w Polsce, ten zdążył się przyzwyczaić: w Biedronce nie można płacić kartą. Portugalski właściciel Biedronki twardo stoi na stanowisku: albo zdecydowana obniżka interchange (prowizji za używanie kart), albo w jego dyskontach plastik pozostanie zakazany. Jednocześnie już niedługo w Biedronce za zakupy będzie można płacić bezgotówkowo. Tyle że przy użyciu telefonu komórkowego.

Biedronka razem z BZ WBK testuje nowy system płatności wykorzystujący możliwości smartfonów. Prowizję pobiorą tylko bank i ewentualnie agent rozliczeniowy, ale i tak będzie ona niższa niż cały interchange. Jeśli pomysł Biedronki się sprawdzi, giganci rynku kartowego zaczną liczyć straty.

Sukces będzie zależał od klientów Biedronki, którzy muszą nowy system polubić i jak najczęściej z niego korzystać. Wystarczy na telefonie komórkowym zainstalować odrębną aplikację, ustawić w niej hasło potwierdzające transakcje, a tuż przed płaceniem za zakupy uruchomić ten program na komórce, ściągnąć kod i podać go kasjerowi zamiast pieniędzy. Pieniądze zostaną pobrane bezpośrednio z konta użytkownika. Warunek powodzenia nowego systemu to podpisanie umowy z jak największą liczbą banków, bo przecież trudno sobie wyobrazić, by nawet często robiący zakupy w Biedronce tylko z tego powodu przenosili się do BZ WBK.

Mocne wejście

System Biedronki nie będzie pionierski. Podobne rozwiązanie w marcu wprowadził największy polski bank, PKO BP. Tam także wpadli na pomysł, jak wykorzystać telefony, by nie dzielić się zyskami z organizacjami kartowymi.

PKO BP lansuje rozwiązanie o nazwie IKO, którego podstawą jest aplikacja na smartfon. Na razie IKO jest dostępne tylko dla klientów PKO BP, ale za to jego możliwości już są spore, przede wszystkim dzięki silnej pozycji banku. Przy użyciu IKO będzie można zapłacić niedługo wszędzie tam, gdzie terminale płatnicze w sklepach obsługuje firma eService, należąca do PKO BP. eService obsługuje jedną czwartą rynku w Polsce, co zapewnia IKO mocne wejście.

Zasada działania IKO jest analogiczna do projektu Biedronki. Po uruchomieniu aplikacji na ekranie wyświetlany jest specjalny kod, ze względów bezpieczeństwa ważny tylko przez dwie minuty. Należy go wpisać do terminalu przy kasie, a potem potwierdzić transakcję na komórce. Wszystko powinno trwać tyle, co płatność kartą.

Bank PKO BP twierdzi, że IKO można również wykorzystać do transakcji w Internecie, wypłacania pieniędzy z bankomatu czy wykonywania przelewów na numer telefonu odbiorcy. – Podpisaliśmy list intencyjny z właścicielem sieci ­Euronet i chcemy, żeby w jego bankomatach dostępna była usługa IKO. Kto nie ma konta w naszym banku, a chce korzystać z tej nowej formy płatności, może założyć bezpłatny rachunek Superkonto z IKO – mówi Wojciech Bolanowski, dyrektor pionu Bankowości Elektronicznej PKO BP. Fakt, że zarówno największa sieć handlowa, jak i najpotężniejszy polski bank ruszają z takimi projektami, pokazuje, że monopol organizacji Visa i MasterCard przeszkadza nie tylko drobnym sklepikarzom, narzekającym na najwyższe w Europie stawki interchange.

Elektroniczne portmonetki

Plany uruchomienia systemów bezkartowych mają też mniejsi gracze. Masspay chce zaoferować płatności przez telefon, dostępne nie tylko dla posiadaczy smartfonów, ale także dla osób używających starszych modeli. W przypadku Masspay nie trzeba będzie nawet ściągać aplikacji na komórkę. Wystarczy przy kasie wpisać kod, a następnie wcisnąć przycisk połączenia. W odpowiedzi na telefon powinna przyjść esemesem nazwa punktu, gdzie znajduje się klient, i kwota zakupów. Potwierdzenie zostanie, podobnie jak w innych systemach, dokonane przez wpisanie wcześniej ustalonego numeru PIN.

Chcemy zacząć w połowie roku. Projekt powinien spodobać się szczególnie drobnym sprzedawcom, którzy nie przyjmują kart z powodu wysokich prowizji. To ważne, bo na rynku drobnych transakcji wciąż króluje gotówka – mówi Henryk Kułakowski, założyciel Masspay. Teraz negocjuje z bankami ich udział w projekcie.

 

To właśnie od nich będzie zależało, czy Masspay stanie się ogólnodostępny i znany, czy też podzieli los wielu innych, wcześniej konstruowanych, elektronicznych portmonetek. Takie rozwiązanie, polegające na zasilaniu osobnego konta pieniędzmi, jest może do przyjęcia dla fanów technologicznych nowinek, ale prawdziwego sukcesu nie zapewni. Lepszą przyszłość może mieć jedynie system podłączony bezpośrednio do rachunku osobistego, z którego można korzystać tak łatwo jak z karty płatniczej.

Wszyscy organizatorzy systemów płatności telefonem próbują ominąć organizacje kartowe Visa i MasterCard. Bez nich płatności bezgotówkowe staną się bardziej atrakcyjne dla tysięcy sklepów i punktów usługowych. Wykorzystanie komórek ma też sprawić, że Polacy częściej niż dotąd będą regulować należności bezgotówkowo. Telefon to dziś rzecz, którą mamy ze sobą praktycznie zawsze.

Pole do popisu jest ogromne, bo, jak wynika z ostatnich badań przeprowadzonych przez firmę analityczną PMR, gotówka panuje niepodzielnie mimo 33 mln kart w naszych portfelach. Aż 74 proc. Polaków deklaruje, że za zakupy płaci przede wszystkim w tradycyjny sposób. Zaledwie 22 proc. najczęściej wybiera kartę debetową, a jedynie 4 proc. kredytową.

O ile jeszcze w hipermarketach płacenie kartą jest stosunkowo popularne, to już w punktach usługowych dużo rzadsze, a w lokalach gastronomicznych sporadyczne. Co więcej, aż 52 proc. ankietowanych przez PMR stwierdziło, że kart nie używa w ogóle. A z telefonu komórkowego korzysta przecież prawie każdy.

Visa i MasterCard komórkowej konkurencji nie lekceważą. Ich odpowiedzią jest miniaturowa karta płatnicza, którą można umieszczać w telefonie, najlepiej w samym jego sercu, czyli na module SIM. Ten standard, nazwany NFC, ma pozwolić na płacenie zbliżeniowe telefonem, który przykłada się do terminalu w sklepie. Jednak NFC przebija się dość powoli, bo wymaga nowych aparatów (starsze smartfony nie wystarczą), a do tego potrzebna jest wizyta w salonie sieci komórkowej, aby wymienić kartę SIM. W sumie jest droższy niż projekty Biedronki czy PKO BP i wymaga więcej formalności.

Na razie płacenie przy użyciu NFC umożliwia w Polsce kilka instytucji finansowych, m.in. mBank we współpracy z Orange i MasterCard. Ta technologia na pewno robi wrażenie swoją nowoczesnością, jednak dla sprzedawców wcale nie jest idealnym rozwiązaniem, bo nie gwarantuje obniżenia prowizji. Muszą się nią podzielić już nie tylko dotychczasowi gracze, ale dodatkowo jeszcze sieć komórkowa.

Uwolnić się od gotówki

Wyzwanie dla Visy i MasterCard przychodzi w trudnym dla nich momencie. Już wiadomo, że nie utrzymają opłat interchange na dotychczasowym, horrendalnie wysokim poziomie. Visa zgodziła się na propozycję wypracowaną przez zespół przy NBP i ogłosiła swój harmonogram stopniowych obniżek stawek interchange. MasterCard wykazuje większy upór, ale i on nieco ustąpił, prezentując własny program uzgodniony ze Związkiem Banków Polskich. W Sejmie trwają prace aż nad pięcioma różnymi projektami obniżki interchange, jednak nie wiadomo, czy i kiedy ustawa wejdzie w życie.

Tymczasem obecne próby ominięcia dwóch kartowych potentatów szybciej mogą zmienić rynek płatności bezgotówkowych. – To jasne, że Visa i MasterCard będą próbowały zablokować rozwój konkurencyjnych rozwiązań. Różnice w kosztach dla sprzedawców są ogromne, bo przy stawce interchange na poziomie średnio 1,3 proc. wartości transakcji obsługa płatności IKO kosztuje właściciela sklepu zaledwie 0,65 proc. – mówi Robert Łaniewski, prezes Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego. Ostateczny los tej coraz ostrzejszej rywalizacji będzie zależał od klientów. Jeśli nie wystraszą się telefonu z bankową aplikacją i zaczną po niego sięgać przy kasie, hegemonia dwóch dominujących systemów się skończy.

Przed twórcami nowych rozwiązań jest jednak jeszcze wiele pracy. Muszą przekonać klientów, że płacenie telefonem może być równie wygodne i bezpieczne jak kartą. Trzeba też wyjaśnić, co robić w przypadku utraty komórki, jak chronić kody zabezpieczające i jak postępować, gdy aparat straci zasięg. Ale dzięki znacznie niższym kosztom mobilne płatności są szansą, żeby wreszcie uwolnić się od gotówki.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Gasiłem getto. Świadectwo człowieka, który w czasie powstania w getcie pracował jako polski strażak

Któregoś dnia widziałem tak potworne wydarzenie, że prawie zemdlałem.

Janusz Ostrowski
04.11.2009
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną