Rynek

Halo, halo? Tu kłopot!

Zygmunt Solorz i jego telekomunikacyjny biznes

Zygmunt Solorz-Żak dwa lata temu kupił Polkomtel SA, operatora telefonii komórkowej Plus, wysoko przebijając pozostałych oferentów. Zygmunt Solorz-Żak dwa lata temu kupił Polkomtel SA, operatora telefonii komórkowej Plus, wysoko przebijając pozostałych oferentów. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Zygmunt Solorz-Żak kupując Polkomtel, operatora sieci Plus, postawił wszystko na jedną kartę. Jest ryzyko, że może przegrać.
W wyścigu do świata LTE Solorz-Żak jest 1,5–2 lata przed konkurentami. Oni muszą budować swoją sieć, on ją ma dużo bardziej zaawansowaną.Mirosław Stelmach/FORBES/Forum W wyścigu do świata LTE Solorz-Żak jest 1,5–2 lata przed konkurentami. Oni muszą budować swoją sieć, on ją ma dużo bardziej zaawansowaną.

Choć Solorz-Żak jest właścicielem telewizji Polsat, stronił od kamer i rzadko publicznie zabierał głos. Mówił lakonicznie, nie lubił roztrząsać biznesowych problemów. A miał ich niemało. Zwłaszcza wtedy, gdy przejął upadający Elektrim i rozpoczął jego ratowanie. To była hazardowa rozgrywka i wielu ekspertów przekonywało, że ściąga sobie na głowę kłopoty, które go przywalą. Wygrzebał się z nich cicho i skutecznie, rozwiązując wieloletni spór, którego przedmiotem był kontrolny pakiet akcji Polskiej Telefonii Cyfrowej, operatora sieci Era. Odkupił go niemiecki koncern Deutsche Telekom. Dzięki tej transakcji Solorz-Żak nieźle zarobił, a Niemcy mogli ostatecznie przejąć kontrolę nad Erą i zamienić polski szyld na swój międzynarodowy T-Mobile. Dziś Solorz i niemiecki koncern znów się spotykają, ale nie dyskretnie przy negocjacyjnym stole, ale w towarzystwie kamer i dziennikarzy, oskarżając się o nieuczciwe zagrania.

Bo prezes zarządu Polkomtel SA Zygmunt Solorz-Żak nie ma już stalowych nerwów i nie jest małomówny. Zwołuje konferencje, chwyta za mikrofon i miota oskarżeniami. Na nieuczciwych konkurentów, na bezduszne organy państwa, które popierają zagraniczne koncerny, a nie krajowego przedsiębiorcę. Ze zdenerwowania plącze mu się język. Gigabity co rusz mylą mu się z gigahercami i musi prosić o wsparcie współpracowników, spokojniejszych i bardziej biegłych w sprawach telekomunikacji.

Transakcja życia

Zygmunt Solorz-Żak dwa lata temu kupił Polkomtel SA, operatora telefonii komórkowej Plus, wysoko przebijając pozostałych oferentów. To była spółka należąca do wielkich firm kontrolowanych przez Skarb Państwa (Orlen, KGHM, PSE, Węglokoks). Dotychczasowi właściciele doszli do wniosku, że biznes komórkowy nie jest tak opłacalny jak niegdyś, rośnie konkurencja, konieczne są nowe inwestycje. Postanowili pozbyć się kury, która już nie znosiła złotych jajek.

Tymczasem Solorz-Żak uznał, że jeszcze na tym zarobi. W telekomunikacji dostrzegł dla siebie nową szansę i gotów był zapłacić astronomiczną cenę 18,1 mld zł. Choć dotychczas jak ognia unikał długów, teraz wszystko postawił na jedną kartę i zadłużył się na 14 mld zł (4,1 mld zł udało mu się za pomocą zabiegów inżynierii finansowej wycisnąć ze swojego konglomeratu). W zakupie pomogło mu aż 17 instytucji finansowych. Dziś zmniejszenie zadłużenia jest dla niego najważniejszym zadaniem. Dlatego sam pilnuje interesu jako prezes Polkomtela. W efekcie spółka jest dziś najbardziej rentownym operatorem komórkowym.

Dotychczas był spokojny. Przekonywał, że wszystko przekalkulował i to się musi udać. Swoją wiarę pokłada w LTE (Long Term Evolution), czyli nowej technologii bezprzewodowego dostępu do Internetu, zwanej też technologią 4G (czwartej generacji). To przełomowe rozwiązanie, zapewniające wyjątkową pojemność i szybkość transferu danych, dużo wyższą od dotychczasowych technologii 3G (GSM-UMTS). Dzięki temu możliwe jest zapewnienie na przenośnych urządzeniach – smartfonach i tabletach – wielu rozmaitych usług multimedialnych, w tym transmisji wideo np. kanałów telewizji HD. A telewizja to jego specjalność.

Dlatego już kilka lat wcześniej zaczął inwestować w niewielkie spółki telekomunikacyjne – Aero2, Mobyland, CenterNet, Sferia – które dostały przydziały częstotliwości na preferencyjnych warunkach. W zamian za to, poza zwykłymi usługami telekomunikacyjnymi, miały oferować bezpłatny, bezprzewodowy dostęp do Internetu. Solorz-Żak postanowił, że spółki te będą tworzyły zręby sieci LTE, choć była to wówczas raczkująca technologia, przeznaczona głównie do obsługi urządzeń stacjonarnych za pośrednictwem modemów. Telefonów i tabletów przystosowanych do łączności LTE było jak na lekarstwo.

Dziś szansą operatorów telekomunikacyjnych stają się rozmaite usługi, jakie mogą zaoferować, zwłaszcza dzięki dostępowi do Internetu. Połączenia głosowe, które stanowiły dotychczas podstawę biznesu, stają się coraz mniej dochodowe i coraz mniej ważne dla operatorów. Kiedy wszyscy mają telefony i bez przerwy rozmawiają, rynek nie daje szansy na wzrost. Dlatego pomysł Solorza-Żaka, polegający na połączeniu możliwości małych spółek telekomunikacyjnych z wielkim operatorem, jakim jest Polkomtel, oraz Polsatem jako dostawcą treści multimedialnych, jest obiecującym projektem – wyjaśnia Tomasz Kulisiewicz, ekspert w dziedzinie telekomunikacji z firmy Audytel.

 

Rozciąganie eteru

W bezprzewodowej telekomunikacji jest tylko jedno wąskie gardło: ograniczony zakres częstotliwości radiowych. Eter nie jest z gumy, muszą się w nim pomieścić stacje radiowe, telewizyjne, systemy łączności wojskowej, radiolokacja, operatorzy komórkowi itd. Popyt szybko rośnie, tłok jest ogromny, na szczęście dzięki wprowadzaniu technologii cyfrowej udaje się upychać coraz więcej użytkowników. Pojawienie się naziemnej telewizji cyfrowej i modernizacja systemów wojskowych pozwoliła odzyskać część zajętego dotąd widma radiowego. Rozdziałem częstotliwości zajmuje się prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Operatorzy komórkowi stają do przetargów, kto da więcej, wygrywa, choć UKE musi dbać jednocześnie, by eter nie został zmonopolizowany. Najnowsza tura przetargów na nowe częstotliwości – mające służyć do stworzenia bezprzewodowych sieci dostępu do Internetu – doprowadziła do wojny operatorów.

Zaczęło się od Sferii, spółki, która niedawno należała do Zygmunta Solorza-Żaka, ale została przez niego sprzedana, bo taki był wymóg UOKiK związany z przejęciem Polkomtela. Solorz nadal pozostaje jednak mniejszościowym akcjonariuszem Sferii, która kontrolowana jest przez cypryjską spółkę-wehikuł inwestycyjny. Polkomtel współpracuje blisko ze Sferią, dlatego w branży spółka wciąż traktowana jest jako związana z Solorzem. Sferia dostała rezerwację częstotliwości w paśmie 850 MHz, by tworzyć sieć LTE. Były jednak kłopoty techniczne z wykorzystaniem przyznanego pasma, więc Sferia zażądała dodatkowej częstotliwości za darmo, grożąc międzynarodowym arbitrażem. Doszło do negocjacji z Ministerstwem Administracji i Cyfryzacji i w lipcu Sferia dostała dodatkowe pasmo z puli, która ma być przedmiotem aukcji zaplanowanej na najbliższe miesiące.

Spółka T-Mobile Polska zaprotestowała przeciwko tej ugodzie i wniosła skargę na Polskę do KE, zaś prezes Miroslav Rakowski w prasowym wywiadzie zasugerował tło korupcyjne. Sferia zagroziła mu sądem. Potem było śmiesznie, bo Sferia rozesłała komunikat, że otrzymała od Rakowskiego pismo, z którego wynika, iż wycofuje się z zarzutów, na co w chwilę potem T-Mobile wysłał komunikat, że to nieprawda. Sferia postanowiła pójść ze sprawą do prokuratury.

Towar reglamentowany

Rakowskiemu puściły nerwy, bo Sferia dostała za darmo kawałek najsmaczniejszego wycinka z pasma 800 MHz, którego do rozdziału jest najmniej. Dziś wszyscy gracze stawiają na LTE i marzą o takich zakresach częstotliwości. Mniejsze pożądanie budzi pasmo 2,6 GHz, które też ma być dzielone. – Zaletą częstotliwości 800 MHz jest stosunkowo duży zasięg, dzięki czemu nie potrzeba wielu nadajników. A każdy nadajnik to spory koszt, zwłaszcza jeśli przy okazji trzeba stawiać nowy maszt. Poza tym ta częstotliwość dobrze przenika przez budynki – wyjaśnia Kulisiewicz.

Ten radiowy delikates szefowa UKE zaplanowała podzielić między dwóch operatorów. Zygmunt Solorz-Żak zorientował się, że zapewne dostaną go T-Mobile i Orange. I wpadł w przerażenie. Bo T-Mobile Polska i Orange zwarły siły i powołały spółkę NetWorks!, która zajmuje się budową i zarządzaniem siecią komórkową 4G. Szefowie Polkomtela nie wiedzą szczegółowo, jak wygląda umowa spółki, ale z wypowiedzi prasowych wydedukowali, że obu firmom nie chodzi tylko o wspólne maszty komórkowe (co już daje wymierne oszczędności) ani też o wspólne nadajniki (co daje oszczędności dodatkowe), ale o wspólne wykorzystywanie uzyskanych częstotliwości. Solorz zaproponował przystąpienie Polkomtela do NetWorks!, ale konkurenci nie odpowiedzieli. Wtedy oskarżył ich o potajemne tworzenie monopolu.

 

Nasi konkurenci mogą dostać 20 MHz z 25 MHz dostępnych w kluczowym paśmie 800 MHz. Wspólnie wykorzystując te częstotliwości, mogą oferować bardzo duże prędkości transferu danych, których żaden inny operator nie będzie miał szansy uzyskać. Jeśli UOKiK i UKE czegoś z tym nie zrobią, zarówno my, jak i Play będziemy w trudnej sytuacji – tłumaczy w rozmowie z POLITYKĄ Zygmunt Solorz-Żak.

Dlatego Polkomtel złożył skargę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, przekonując, że zgoda na stworzenie spółki NetWorks! przez konkurujące firmy mógł nie mieć pełnych informacji i zapewne obaj operatorzy we wniosku nie napisali, że planują antykonkurencyjne porozumienie. Szef Polkomtela liczy, że UOKiK prześwietli tę sprawę i wykryje matactwo. Uważa, że jeśli Polkomtel i jego spółki z NFI Midas (Aero2, Mobyland, CenterNet) traktowane są przy rozdziale częstotliwości jako grupa kapitałowa, to podobnie należy traktować T-Mobile i Orange.

Będziemy tę sprawę wyjaśniać – deklaruje Małgorzata Cieloch, rzeczniczka UOKiK. I dodaje: – Dotychczas jednak nie zdarzyło się, by firmy składające wnioski o zgodę na koncentrację co innego deklarowały we wniosku, a czym innym zajmowały się w rzeczywistości. To za duże ryzyko. Wątpliwości co do efektów skargi ma także Tomasz Kulisiewicz. – Podobną spółkę zarządzającą siecią 4G T-Mobile i Orange stworzyły w Wielkiej Brytanii. Nazywa się Everything Everywhere. Brytyjski regulator to zaakceptował.

Podglądanie bobasa

Konkurenci na skargę Polkomtela zareagowali nerwowo. Jako niedopuszczalną presję wywieraną na regulatora – ocenił ją Wojciech Jabczyński, rzecznik Orange Polska. „Orange i T-Mobile nie są i nie będą grupą kapitałową. Współpraca przy udostępnianiu sygnału radiowego daje oszczędności, ale na rynku detalicznym i hurtowym pozostajemy bezwzględnymi konkurentami. Jakkolwiek liczyć, częstotliwości posiadane przez grupę Zygmunta Solorza-Żaka są największe na rynku” – napisał na swoim blogu korporacyjnym.

Obie firmy są w stanie wojny reklamowej. Plus przekonuje, że jego bezprzewodowy Internet LTE jest szybszy od kablowej Neostrady. Orange oskarża konkurenta o nieuczciwą reklamę, a jednocześnie naśmiewa się z niego w swojej reklamówce z Sercem i Rozumem.

Wojna o LTE jest w rzeczywistości walką o pozycję na nowym rynku komórkowym, na którym połączenia głosowe stają się nieistotnym dodatkiem do nowych usług. W wyścigu do świata LTE Solorz-Żak jest 1,5–2 lata przed konkurentami. Oni muszą budować swoją sieć, on ją ma dużo bardziej zaawansowaną. Już ponad połowa Polaków jest w zasięgu jego sieci LTE. Problemem są usługi, bo tę „rurę”, jak nazywa LTE, musi czymś wypełnić. Dlatego planuje przekształcenie Invest Banku w Plus Bank, który będzie wykorzystywał nowe technologie mobilnych płatności. Mówi też o inteligentnym domu, czyli rozmaitych usługach związanych ze zdalnym zarządzaniem domem (monitoring, sterowanie urządzeniami domowymi itp.).

Proszony o konkrety ma już kłopot. Bo płatności mobilne nie wymagają specjalnego banku, oferuje je już przecież wiele instytucji bankowych. Rozwój telewizji internetowej narazi interesy Cyfrowego Polsatu. Inteligentny dom zachwala perspektywą obserwowania na smartfonie dziecka śpiącego w łóżeczku. Wzruszające, ale czy będzie na to rynek? Idee inteligentnego domu są na razie w powijakach i muszą się narodzić konkretne usługi, a użytkownicy muszą się przekonać, że z tych usług chcą korzystać za pośrednictwem telefonu. Solorz-Żak zdaje sobie sprawę, że musi się spieszyć, bo jeśli wielcy konkurenci – europejscy gracze, nacisną na pedał gazu, łatwo go dogonią. A wtedy ze spłatą największego kredytu w historii polskiego biznesu mogą być problemy.

Polityka 40.2013 (2927) z dnia 01.10.2013; Rynek; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Halo, halo? Tu kłopot!"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną