Prawdziwa cena za tanią żywność

Pranie mączki
W pogoni za coraz tańszą żywnością wszystkie chwyty wydają się dozwolone. Jak z dopingiem w sporcie: jedni kombinują, drudzy próbują ich łapać.
Świnie karmione mączką mięsno-kostną przybierają na wadze szybciej, zwiększając opłacalność hodowli.
Piotr Małecki/Forum

Świnie karmione mączką mięsno-kostną przybierają na wadze szybciej, zwiększając opłacalność hodowli.

Czym zastąpić nasz chleb powszedni? Komosą ryżową, ryżem? Kaszą jaglaną?
Arco Digital Images/G. Schulz/Forum

Czym zastąpić nasz chleb powszedni? Komosą ryżową, ryżem? Kaszą jaglaną?

Ostatnio obserwujemy głośną aferę wrocławskiej spółki Hetman, która przyniosła już kilka aresztowań. Do niedawna firma znana była jako producent karmy dla psów. Teraz Interpol ma powody, by przypuszczać, że stała się ona jednym z ogniw międzynarodowej grupy przestępczej. Nielegalna działalność polegać ma na tym, że spółka sprowadzała z Niemiec mączkę mięsno-kostną, którą w Unii wolno stosować jako paszę dla psów lub tzw. polepszacz do gleby, ale bezwzględnie zakazana jest jako karma zwierząt hodowlanych. Takich, których mięso trafia na nasze stoły.

Zakaz obowiązuje już od 10 lat. Wprowadzono go w wyniku paniki, jaką wywołały wśród europejskich konsumentów informacje o przypadkach śmierci po zjedzeniu wołowiny, spowodowanych chorobą Creutzfeldta-Jakoba. W mączkach mogą bowiem kryć się śmiercionośne priony, wywołujące u bydła chorobę szalonych krów (BSE). Jeśli prokuratura udowodni zarzut, że Hetman sprzedawał niemiecką mączkę polskim hodowcom drobiu oraz świń, na konsumentów znów padnie blady strach.

Świnia na wołowinie

Wśród hodowców panuje jednak dość zgodna opinia, że surowo zakazaną mączką nie powinno się karmić tylko krów. Świnie ani kurczaki się nie zarażą. I że o utrzymywaniu unijnego zakazu bardziej decyduje strach wyborców przed BSE niż rzeczywisty stopień zagrożenia. Więc na pewno Unia lada moment zakaz zniesie.

Także dlatego, że bardzo trudno go egzekwować. Weterynarz badający mięso świni karmionej mączką z krowich odpadów nie jest w stanie wykryć, czym była karmiona. To raz. Dwa – pokusa jest duża. Mączka z mięsnych odpadów – także krów, które mogły być nosicielami BSE – jest jednocześnie najlepszą paszą wysokobiałkową. Karmione nią zwierzęta przybierają na wadze o wiele szybciej, czyniąc hodowlę bardziej opłacalną. Dodatkowo mączka jest dwa razy tańsza od paszy obecnie stosowanej, wytworzonej z soi. Więc zakaz sobie, a życie sobie. Mięso ze zwierząt karmionych mączką na coraz bardziej konkurencyjnym rynku trzeba przecież sprzedawać po konkurencyjnej cenie.

Z nieoficjalnych informacji inspekcji weterynaryjnej wiadomo, że Hetman nie jest pierwszy, który uległ pokusie, czego dowodzą „kontrole przy korycie”. – Polegają one na tym, że lekarz weterynarii bez zapowiedzi wpada do hodowcy i właśnie z koryta pobiera próbkę paszy – tłumaczy inspektor weterynarii. Zdarzało się, że w takich próbkach wykrywano obecność mączki mięsno-kostnej. Nie zdarzyło się jednak do tej pory, żeby złapany za rękę hodowca przyznał się, w jaki sposób wszedł w posiadanie zakazanej paszy. Jeden z hodowców, mając w perspektywie likwidację całego stada i finansową ruinę, popełnił nawet samobójstwo. Ale dostawcy mączki nie wsypał.

Nie wiadomo, dlaczego Hetman zdecydował się na zakup mączki niemieckiej. Może była jeszcze bardziej konkurencyjna niż krajowa? Jacek Leonkiewicz, członek Rady do spraw Żywności przy Ministerstwie Rolnictwa, twierdzi, że w kraju jest jej pełno. Robi się ją przecież z odpadów mięsnych, a także padłych zwierząt. Podaż mączki jest o wiele większa od popytu, ponieważ rolnicy nie zgłaszają zapotrzebowania na nią w charakterze polepszacza gleby. Co się więc z tą mączką dzieje? Leonkiewicz sugeruje, że dochodzi do prania mączki. Może ona trafiać do hodowców świń i drobiu, ale oficjalnie zostaje spalona. Uczciwy właściciel spalarni, jeśli zechce ją naprawdę zutylizować, poniesie pewne koszty. Nieuczciwy wydaje kwit, że to zrobił, i jeszcze na tym zarobi. Kolejna pokusa.

Prosiaki jak na drożdżach

Z kolei Chińczycy wpadli na rewelacyjny sposób obniżenia ceny mleka. Zawojowali światowe rynki. Także wiele europejskich firm produkujących wyroby mleczne dla dzieci kupowało od nich surowiec z powodu bardzo korzystnej ceny. Każdy odbiorca najpierw mleko oczywiście badał. – Najbardziej powszechnym testem jest ten wskazujący na poziom białka w mleku – tłumaczy prof. Jan Ludwicki z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH. – Jeśli białka jest dużo, mleko jest dobrej jakości.

Geniusz chińskiego racjonalizatora polegał na tym, że wymyślił sposób pozwalający dolać do mleka sporo wody, a mimo to uzyskać pozytywny wynik testu. Wystarczyło dosypać znaczne ilości związku azotu zwanego melaminą. Azot powodował, że test w marnym, bo rozwodnionym surowcu mlekopodobnym nadal wykazywał wysoki poziom białka. Oszukiwał więc odbiorcę, że mleko jest wysokiej jakości. Melamina grozi konsumentowi śmiercią, zwłaszcza dzieciom. Afera na skalę globalną wybuchła wtedy, gdy obecność związku azotu została wykryta w Europie. Wtedy też w Chinach zapadły nawet wyroki śmierci na fałszerzy.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną