Czy na wyciągu narciarskim można zarobić?

Zima nie taka zła
Ciepła zima nie wywołała fali bankructw ośrodków narciarskich. Większym problemem dla branży jest nieprzychylne prawo, ekolodzy i silna konkurencja za południową granicą.
Nieczynny wyciąg narciarski w Czarnej Górze z lotu ptaka.
Michał Adamowski/Reporter

Nieczynny wyciąg narciarski w Czarnej Górze z lotu ptaka.

Tomasz Wicherek ze stacji Rusiń-Ski w Bukowinie Tatrzańskiej relacjonuje: – Grudzień był rekordowy w pięcioletniej historii ośrodka. Najpierw popadało, potem naśnieżyliśmy i interes się kręci aż miło. Nie zaszkodziły nam nawet pogłoski, że na Podhale nie warto jechać z powodu rzekomej wiosny. Wiosna jest, ale w dolinach.

W utrzymaniu dobrych warunków pomaga północne nachylenie stoku, ale przede wszystkim zapobiegliwość. – Część okolicznej konkurencji patrzyła w niebo, a my sypaliśmy z armatek, nie oglądając się na koszty – dodaje Wicherek. – Dziś zima jest tak niepewna, że kto nie ma wydajnego systemu naśnieżania, ten ginie – potwierdza Paweł Dziubasik, członek klanu zarządzającego jednym z najpopularniejszych polskich ośrodków w Białce Tatrzańskiej.

Uzależnieni od śniegu

Bywa, że najlepsze chęci oraz supersprzęt do produkcji śniegu nie wystarczają. Na własnej kieszeni odczuwa to Stanisław Haczkiewicz, właściciel ośrodka Czarna Góra w Sudetach Zachodnich. Przeklina wczesnowiosenne temperatury dochodzące nawet do 15 stopni. – Męczymy się. Do Karpacza turyści przyjadą, do Zakopanego też, bo te miejscowości mają swoją renomę. A my jesteśmy uzależnieni od śniegu – wzdycha Haczkiewicz.

Na interes narciarski postawił sześć lat temu. Kupił od Skarbu Państwa podupadający ośrodek.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj