Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Tango z MiLoGą

Jak niemiecka płaca minimalna wpłynie na plany polskich przewoźników

Zachodnie firmy zamykają się, bo nie są w stanie konkurować z głodnymi sukcesu firmami polskimi, litewskimi lub węgierskimi. Zachodnie firmy zamykają się, bo nie są w stanie konkurować z głodnymi sukcesu firmami polskimi, litewskimi lub węgierskimi. Łukasz Ostalski / Reporter
Zachodni konkurenci chcą ograniczyć możliwości polskich przewoźników samochodowych na europejskim rynku, wprowadzając płacę minimalną. Może będziemy więcej jeździć w inne strony?
Polityka

Wśród przewoźników samochodowych dawno już nie było takiego wrzenia jak w ostatnim półroczu. Wiosną zorganizowali ogólnopolskie protesty i blokady dróg, pikietowali także europarlament w Brukseli. Przedsiębiorcy najpierw walczyli z ryczałtami za noclegi, które – ku zaskoczeniu branży – wyrokiem Sądu Najwyższego muszą płacić kierowcom w ściśle określonej wysokości, a od stycznia zmagają się z próbą narzucenia przez Niemcy płacy minimalnej zagranicznym podmiotom. – Przedsiębiorców denerwuje najbardziej to, że oba problemy są wirtualne. Pracujący na międzynarodowych trasach kierowcy i tak otrzymują rynkową pensję, wynoszącą 6–7 tys. zł miesięcznie, która wysokością odpowiada niemieckiej płacy minimalnej, natomiast zarówno SN wyrokiem, jak i Niemcy ustawą domagają się innej struktury wynagrodzeń, czyli innego rozpisania wypłacanych kierowcom sum. Niezastosowanie się do wyroku i ustawy oznacza bankructwo z powodu odszkodowań dla kierowców lub drakońskich kar nakładanych przez Niemców – zauważa Maciej Wroński, przewodniczący związku pracodawców Transport Logistyka Polska.

Szczególnie drażliwa jest kwestia niemieckiej ustawy o płacy minimalnej, w skrócie nazywanej MiLoG. Niemcy tłumaczą, że zawód kierowcy jest nieatrakcyjny i chcą do niego zachęcić młodzież wyższymi pensjami. Zagraniczni przewoźnicy nie rozumieją jednak, dlaczego mają ich dotyczyć wewnętrzne przepisy krajowe. – Rozumiem „delegowanie” pracownika zupełnie inaczej niż Niemcy. Kolejna niekonsekwencja to czas delegowania. Gdy mój kierowca jedzie, jest delegowany w Niemczech. Gdy 11 godzin w Niemczech odpoczywa, to już delegowany nie jest.

Polityka 22.2015 (3011) z dnia 26.05.2015; Informator: transport, logistyka, spedycja; s. 44
Oryginalny tytuł tekstu: "Tango z MiLoGą"
Reklama