Jantarowa gorączka

Bursztynowe przekleństwo
Na Wybrzeżu jest coraz więcej poszukiwaczy bałtyckiego złota. Legalnych i nielegalnych. Czy jesteśmy przygotowani na jantarową gorączkę?
Poszukiwacz bursztynu w okolicach Ustki
Hubert Bierndgarski/KFP

Poszukiwacz bursztynu w okolicach Ustki

Wielkie poszukiwania są nakręcane przez ceny, które w ciągu pięciu lat wzrosły 10-krotnie. A także przez wprowadzone jesienią 2013 r. embargo na wywóz jantaru z obwodu kaliningradzkiego. Ceny wywindowali Chińczycy, dla których bursztyn to kamień magiczny. Kto się trochę wzbogacił, chce go mieć. A Kaliningrad był głównym źródłem jantaru dla firm jubilerskich wyspecjalizowanych w jego obróbce. Takie firmy w Polsce szybko się rozwijały. Szacuje się, że dają pracę 7–10 tys. ludzi. Zyskały rządowe wsparcie. Uczestniczą w najbardziej renomowanych targach jubilerskich na świecie, dawniej dla nich niedostępnych. Odnoszą sukcesy. Rośnie wartość eksportu. Miasto Gdańsk od lat wytrwale pracuje na markę Światowej Stolicy Bursztynu, organizując rozmaite imprezy. Nic dziwnego, że rośnie temperatura wokół rodzimych bursztynowych złóż.

Pompy warczą dniem i nocą

Leszek Muza, komendant policji w Krokowej, nielegalne wydobycie bursztynu do niedawna znał tylko z opowieści. I to skromnych, bo rejon krokowski nie słynął z tego procederu. To była specjalność gdańskiej dzielnicy Stogi. Tam z wypłukiwanego na dziko bursztynu jeszcze za komuny wyrosło parę fortun. A z legend o łatwym pieniądzu wyrosło paru gangsterów nowej Rzeczpospolitej. Krokowa ma tylko jedną bursztynową historię z lat 90., kiedy to w nadmorskich Dębkach nakryto grupę amatorów bałtyckiego złota. Jej wodzirejem okazał się... pewien dzielnicowy z Gdańska. Ale po tym zdarzeniu w gminie Krokowa długo z bursztynem był spokój. Skończył się dwa czy trzy lata temu.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj