Czy kłopoty Pesy odbiją się na planie Morawieckiego?
Bydgoski producent tramwajów i pociągów ma odegrać ważną rolę w planie wicepremiera. Na razie jednak musi się zmierzyć z technicznymi problemami i skutkami ubiegłorocznych opóźnień.
PESA/Facebook

Od strony politycznej Pesa raczej nie padnie ofiarą „dobrej zmiany”. Kojarzona do tej pory głównie z poprzednią ekipą, bała się, czy zostanie zaakceptowana przez nowe rozdanie. Wszystko wskazuje na to, że znalazła sojuszników w partii rządzącej, o czym świadczy niedawna wizyta posłów PiS w Bydgoszczy, fotografujących się przy nowym pociągu dla, co ciekawe, niemieckiego przewoźnika NEB.

W ogłoszonym niedawno tzw. planie Morawieckiego Pesa też nie została pominięta. Będzie obok Solarisa jednym z centrów rozwoju programu „Luxtorpeda 2.0”, mającego stworzyć nowe pojazdy szynowe dla komunikacji miejskiej i kolei aglomeracyjnych.

To dla Pesy ważne deklaracje, bo po ubiegłorocznym szale dostaw teraz liczba zamówień jest dużo mniejsza. Nowe programy unijne na dobre nie ruszyły, więc miasta wstrzymują się z organizowaniem przetargów na tramwaje albo zamawiają tańsze modele częściowo z wysoką podłogą, jakich Pesa – słusznie zresztą – nie produkuje. Także marszałkowie województw w większości dopiero myślą, jakie pociągi kupić. Do tego bydgoska firma przegrała ważny przetarg z Newagiem na dostawę 12 nowych składów dla Kolei Małopolskich, bo zdaniem sądu zaproponowała… zbyt niską cenę.

A nowe, duże zamówienia Pesie są bardzo potrzebne, bo nie wszystkie kontrakty ostatnich lat okazały się równie udane. Co prawda udało się, poprzez księgowe sztuczki wspierane przez rząd, zrealizować zamówienia dla wszystkich miast, dla Kolei Mazowieckich i przede wszystkim dla PKP Intercity. Pojazdy zostały oficjalnie wyprodukowane do Sylwestra, by nie przepadła unijna dotacja, a klienci faktycznie testowali je i odbierali później.

Jednak nad spółką wisi groźba zapłaty sporych kar za opóźnienia. Zwłaszcza PKP Intercity deklaruje, że chociaż jest zadowolone z Dartów, sprawy opóźnień nie daruje i będzie walczyć o odszkodowanie. Wciąż nierozwiązana pozostaje też kwestia 60 tramwajów dla Moskwy, jakich miasto nie odbiera, bo twierdzi, że z powodu osłabienia rubla nie ma na to pieniędzy. Do tego Pesa niecierpliwie czeka na homologacje dla swoich pociągów typu Link na rynku niemieckim. Z powodu braku odpowiednich dokumentów jednego klienta już straciła. Rozwiązanie ogromnej umowy z Deutsche Bahn byłoby dla polskiej firmy prawdziwą katastrofą.

Jakby kłopotów było mało, teraz Urząd Transportu Kolejowego bada awarię w jednym ze starszych szynobusów Pesy, do jakiej doszło w ubiegłym roku na Opolszczyźnie. Na razie z ruchu wycofano w Polsce siedem takich pojazdów, ale jeśli wyniki kontroli nie będą pomyślne dla spółki, trzeba będzie dokonać napraw w kilkudziesięciu innych szynobusach. To nie tylko sparaliżuje transport kolejowy w kilku regionach Polski, ale też wystawi Pesie fatalne świadectwo za granicą.

A przecież właśnie eksport ma być przyszłością bydgoskiej firmy, bo polski rynek jest dla niej już i za mały, i przede wszystkim za biedny. Bez unijnego wsparcia nadal praktycznie nie kupuje się u nas nowych pociągów i tramwajów. Plan Morawieckiego tego wcale nie zmieni. Taki rok jak poprzedni, gdy obroty Pesy wyniosły ok. 3,5 mld zł, nie powtórzy się, jeśli Pesa – wzorem Solarisa – nie przestawi się głównie na eksport.

Dla Solarisa, który niedawno pochwalił się świetnymi wynikami, rynek polski jest dziś uzupełnieniem, a nie podstawą działalności. Dzięki temu Solaris imponuje stabilnością przychodów i niestraszne mu uzależnienie od unijnych funduszy.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną