Francja sprawdza polskie firmy transportowe. Kierowcy zapłacą po 10 euro za godzinę?

Kłody pod koła
Po Niemczech także Francja bierze pod lupę polskie firmy transportowe. Na ile to dbałość o równe zasady konkurencji, a na ile próba pomocy własnym przewoźnikom?
Kuba Suszek/Reporter

Obowiązujące od dzisiaj francuskie przepisy to kolejny problem dla naszej branży transportowej, kontrolującej aż jedną czwartą przewozów w Unii Europejskiej. Chodzi nie tylko o francuską płacę minimalną na poziomie prawie 10 euro za godzinę, ale także szereg biurokratycznych formalności, które francuskie służby zaczną kontrolować jeszcze bezwzględniej niż dotąd. Już wcześniej Francja znana była z utrudniania życia naszym kierowcom i nakładania drakońskich kar za nawet najmniejsze przewinienia. Teraz sytuacja zapewne jeszcze się pogorszy, a przecież wciąż nierozwiązany pozostaje problem niemiecki.

Nasi zachodni sąsiedzi co prawda na razie nie egzekwują ściśle swoich przepisów o płacy minimalnej (8,5 euro za godzinę), bo czekają na decyzję Komisji Europejskiej. Jednak widać, że Niemcom i Francuzom przyświeca ten sam cel – próba ograniczenia siły polskiego transportu. W obu krajach te działania są inspirowane przez lokalnych przewoźników, oburzonych – jak to nazywają – dumpingiem z Europy Wschodniej. W przypadku Francji tamtejsze firmy transportowe nie wahają się nawet przed protestami i blokowaniem dróg, aby zmuszać swój rząd do utrudniania życia konkurencji z Polski i innych nowych krajów członkowskich.

Nam pozostaje walczyć przede wszystkim w Brukseli o zachowanie zasad wspólnego rynku. Wiele się o nim teraz dyskutuje, zwłaszcza w kontekście brytyjskiego referendum. Ten wspólny rynek jest bez wątpienia największym osiągnięciem całej europejskiej integracji. Ale niektórzy chcieliby nie stosować się do niektórych jego reguł, bo im nie odpowiadają. Brytyjczycy na przykład mają kłopoty z akceptacją wolnego przepływu osób. Reszta krajów członkowskich słusznie stoi jednak na stanowisku, że wspólny rynek albo się przyjmuje w całości, albo w nim po prostu nie uczestniczy.

Ale taką samą filozofię trzeba też stosować w przypadku firm transportowych. Francja i Niemcy nie mogą ograniczać swobodnego świadczenia usług w tych branżach, gdzie ich firmy mają kłopoty z polską czy jakąkolwiek inną konkurencją. Dziś polscy przewoźnicy bardzo liczą na pomoc polskich polityków, bo bez silnego lobbingu w Brukseli dyskryminowanie naszej branży transportowej będzie przybierać na sile. Tylko kto ją obroni, skoro przecież polski rząd na nadmiar sojuszników w Unii z pewnością dziś nie narzeka? A kraj będący kiedyś największym orędownikiem likwidacji barier na wspólnym rynku właśnie się z Unii wyprowadza.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną