Czy wreszcie zalegalizują śliwowicę

Bimbrownicy wyklęci
Najbardziej znany tradycyjny produkt regionalny, czyli śliwowica łącka, już od ponad pół wieku wytwarzany jest wyłącznie nielegalnie. Zalegalizowanie owego bimbru przed 10 laty przyrzekł minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel. Teraz obietnicę ponowił.
Konsument musi się zadowolić informacją, że śliwowica powstała w gminie Łącko.
Grzegorz Momot/PAP

Konsument musi się zadowolić informacją, że śliwowica powstała w gminie Łącko.

Łącko na tle Beskidu Wyspowego
Wojciech Wójcik/Forum

Łącko na tle Beskidu Wyspowego

audio

Audio Polityka Joanna Solska - Bimbrownicy wyklęci

Świadkowie tego wydarzenia nie są pewni, czy minister podczas wizyty w małopolskiej gminie Łącko pokraśniał na twarzy ze wstydu, że słowa ciągle nie dotrzymał, czy też po prostu degustował. Śliwowica łącka ma moc niewiele mniejszą niż spirytus, nawet 70 proc. Przebija pod tym względem zarówno węgierską palinkę, jak i czeskie czy słowackie okowity. Tamtejsze specjały pędzone są legalnie, a u nas politycy wszystkich partii, jak się napili, to obiecywali zalegalizować, a potem okazywało się, że się nie da. Za dużo ustaw trzeba by zmienić, a tak naprawdę zawsze chodziło o pieniądze. W poczcie obiecujących znaleźli się, oprócz Jurgiela, m.in. Janusz Palikot i Jarosław Gowin, a wcześniej politycy z PSL.

Jedyni, którzy słowa dotrzymali, jeszcze w latach 70., to byli ci z PZPR. Ekipa gierkowska przeprowadzała reformę administracyjną kraju i zanosiło się na to, że stolicą województwa będzie Nowy Targ. Degustacja łąckiego specjału skłoniła komisję do spraw reformy, by województwem został Nowy Sącz. Władzy jakoś wtedy nie przeszkadzało, że to bimber nielegalnie pędzony po nocach. Lobbing okazał się skuteczny.

Nasycenie biznesem na kilometr kwadratowy jest w Nowym Sączu bodaj najwyższe w kraju. Tutaj siedzibę ma Fakro, drugi producent okien dachowych na świecie, którego właściciel jeszcze przed wyborami bardzo zbliżył się do PiS. Stąd jest Konspol, którego wędliny z drobiu zna pół świata. Wiśniowski (bramy i ogrodzenia) też handluje z wieloma krajami Europy. Więc jeśli miejscowi biznesmeni spotykają się ze swoimi zagranicznymi partnerami, to każdy z nich musi dostać butelkę śliwowicy łąckiej, bo niczego bardziej atrakcyjnego do konsumpcji region nie wymyślił.

Gdzie ją kupują, skoro pędzona wyłącznie nielegalnie? – W każdej firmie ktoś wie, i tego kogoś po prostu się wysyła po towar – wymijająco odpowiada miejscowy biznesmen. Radami, gdzie kupić regionalny specjał, dzielą się także internauci. Ostrzegają, że zbyt namolny klient może zostać uznany za agenta Tomka i obejdzie się smakiem. Górale są nieufni. Region wprawdzie masowo głosuje na PiS, ale z agentami woleliby do czynienia nie mieć.

O tym, że produkcja śliwkowej okowity odbywa się na dość szeroką skalę, świadczy łatwość kupienia w miejscowych sklepach etykiet z napisem „śliwowica łącka”, nie mówiąc o samych butelkach. Gotowy produkt bywa opakowany w ozdobny karton z paskiem papieru na zakrętce butelki, udającym banderolę fiskalną. Ma być dowodem, że za alkohol zapłacono akcyzę, że to legalna produkcja, żadna tam kontrabanda. Jest nawet informacja, kto jest autorem opakowania (wszystkie prawa zastrzeżone), nie wiadomo tylko, kto wyprodukował wódkę. Konsument musi zadowolić się informacją, że śliwowica powstała w gminie Łącko. Jak na unijne standardy, dość to enigmatyczne. Tylko miejscowi są w stanie odróżnić śliwowicę nielegalną, ale prawdziwą, od również nielegalnej ordynarnej podróbki.

Legalizacji domagają się górale, którzy pędzą prawdziwą. Wystarczy się rozejrzeć, u kogo śliwki w sadzie. Lepszego zastosowania dla owoców na razie nie wynaleziono. W gminie śliw jest dużo, za Franza Josepha miejscowy ksiądz kazał je sadzić grzesznikom w ramach pokuty. Tamtejsza gorzelnia w czasach monarchii austro-węgierskiej legalnie przerabiała owoce na alkohol. W niepodległej Polsce śliwowica łącka też była legalna, ale koszerna. Pędziła ją gorzelnia Samuela Grossbarda, zniszczona w czasie drugiej wojny. Mieszkańcy Łącka i okolic zdążyli jednak opanować recepturę i po nocach uzupełniali podaż wódką niekoszerną. Nielegalną. Tak jest do tej pory, z tą różnicą, że koszernej już się nie pędzi.

Kup ciastko, dostaniesz śliwowicę

Sława śliwowicy łąckiej już dawno rozeszła się po kraju. To dzisiaj sztandarowy produkt regionalny, mocno popularyzowany przez Polską Izbę Produktu Regionalnego i Lokalnego, jak i konkurujące z nią stowarzyszenie Slowfood Polska. Jako dobrą polską żywność lansował ją poprzedni minister rolnictwa Marek Sawicki. Każdy, kto przychodził do budynku ministerstwa, mógł nielegalną wódkę obejrzeć w towarzystwie tradycyjnych wędlin i innych polskich specjałów umieszczonych na wystawie we wzorcowni. Dobre, bo polskie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną