Rynek

E-paragony: lista Twoich zakupów trafi prosto do fiskusa

Joachim Wendler / PantherMedia
Przez lata narzekaliśmy, że polski system podatkowy (a zwłaszcza jego najistotniejsza nóżka, czyli VAT) jest dziurawy jak sito. No to teraz nie dziwmy się, że politycy próbują tę dziurę łatać.

Rząd ogłosił właśnie, że od roku 2018 będzie funkcjonował w Polsce system elektronicznych paragonów. Oznacza to, że kiedy pójdziemy do sklepu, dostaniemy nie tylko kwit poświadczający, że transakcja została zarejestrowana w kasie fiskalnej (z czego w dłuższej perspektywie również będzie można zrezygnować), ale też ta sama kasa będzie wysyłać informację o naszym zakupie do bazy ministerstwa finansów.

Wieść o nowym prawie (projekt ustawy jest obecnie w konsultacjach społecznych) wywołała już pierwsze negatywne komentarze. Czy rząd koniecznie musi wiedzieć, za ile zjadłem obiad albo że poszedłem na masaż? Czy to nie godzi w nasze prawo do prywatności?

Jeszcze większe lamenty słychać było jakiś czas temu, gdy poprzedni parlament uchwalił obowiązek tzw. jednolitego pliku kontrolnego (JPK). Chodzi o pomysł, żeby kolejno duży biznes (od połowy 2016 r.) oraz mali, średni (od 2017 r.), a na koniec także mikroprzedsiębiorcy (od 2018 r.) cyklicznie przesyłali do ministerstwa finansów swoje dane z ewidencji VAT. I tu pojawiały się lamenty: po co fiskusowi taka superbaza albo co jeśli dane z niej wyciekną i np. wraża konkurencja pozna szczegóły transakcji jakiejś firmy z jego poddostawcą?

Tych lęków nie można lekceważyć. Zwłaszcza że nowymi narzędziami będzie dysponował rząd PiS, który od momentu przejęcia władzy dał swoim wrogom wiele przykładów, że lubi ręcznie zarządzać administracją publiczną i wykorzystywać ją do swoich partykularnych celów.

Z drugiej strony nie możemy popadać w paranoję. Pomińmy już nawet to, że jak władza bardzo chce, to i bez e-paragonu (zwłaszcza jeżeli płacimy kartą) albo JPK wie sporo o zachowaniach konsumentów i biznesu. Tak naprawdę kluczowe jest jednak coś innego.

Tym kluczem jest obowiązujący w Polsce system podatkowy. Oparty (niestety) najmocniej o podatki pośrednie, czyli właśnie VAT. To nie stało się przypadkowo. Zdecydowała polityka kolejnych rządów III RP, które wychodziły z założenia, że pójdą na łatwiznę i przypodobają się Polakom niskim PIT-em (ostatnią wielką obniżkę zafundował nam rząd PiS-Samoobrony i LPR), a kapitałowi obniżkami CIT. W związku z tym finanse państwa trzeba było oprzeć na vacie. Zwanym niekiedy podatkiem aksamitnym, bo ukrytym w cenach towarów i usług, a więc trudniejszym do wychwycenia.

Z punktu widzenia państwa kłopot polega jednak na tym, że ściąganie VAT-u to nie jest wcale taka bułka z masłem. Zagrożeń jest cały szereg, od nieuczciwej optymalizacji podatkowej po temat szarej strefy. Zsumowanie tych zjawisk tworzy nam tzw. lukę VAT, a więc sumę, na którą konsumenci i przedsiębiorcy „przekręcają” co roku swoje państwo.

Według wyliczeń Komisji Europejskiej luka wynosiła w ostatnich latach ok. 10 mld euro, a więc jedną czwartą wszystkich należnych vatowskich wpływów. Dodajmy, że najbardziej „cywilizowane” kraje Unii notują lukę na poziomie mniej niż 10 proc.

Teoretycznie rozwiązania takie jak e-paragon czy JPK mają być lekarstwem na wyciekanie VAT-u. Niejedynym, ale znaczącym. Firma konsultingowa KPMG szacuje, że sam e-paragon to o 3 mld złotych więcej w kasie państwa. To zysk polegający na stworzeniu dodatkowego mechanizmu zniechęcającego do sprzedawania towaru albo usługi bez faktury. Istnienie centralnej bazy faktur, którą fiskus będzie mógł przeczesywać w poszukiwaniu anomalii, zadziała trochę jak miecz nad głową nieuczciwego przedsiębiorcy.

Wszystko to założenia rzecz jasna teoretyczne. Weryfikacji podda je rzeczywistość. Jak sprawne będzie ministerstwo w analizowaniu danych? Albo czy nie będzie ewidentnych skandali związanych z nadużyciem wrażliwych danych biznesowych? Ale z drugiej strony nawet niedoskonale funkcjonujący system zrobi dla domknięcia vatowskiej luki więcej niż irytujące „to się na pewno nie uda”.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Lekarka: Polska odwróciła się od pacjentek

„Osoby, które argumentują ten wyrok troską o życie i rodzinę, kradną czas kobietom. Decyzja trybunału sprawi, że te z nich, które chciały być matkami, nigdy nimi nie będą. A nas stawia w sytuacji nieetycznej” – mówi Kaja Filaczyńska, inicjatorka listu otwartego do TK, pod którym podpisało się niemal tysiąc lekarek i lekarzy.

Mateusz Witczak
23.10.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną