Polskie sieci handlowe w starciu z międzynarodowymi gigantami

Zdążyć przed Biedronką
W starym roku upadły MarcPol i Alma, w nowym będą kolejne ofiary. Zamiast zjednoczyć siły, polskie sieci próbują osobno walczyć z zachodnimi gigantami. A to nie może się udać.
Alma jeszcze walczy o przetrwanie, ale już zamknęła większość sklepów i zwolniła setki pracowników.
Jakub Porzycki/Forum

Alma jeszcze walczy o przetrwanie, ale już zamknęła większość sklepów i zwolniła setki pracowników.

Stadion Dziesięciolecia w Warszawie – pierwszy „hipermarket” w kapitalistycznej Polsce
Dominik Pisarek/Reporter

Stadion Dziesięciolecia w Warszawie – pierwszy „hipermarket” w kapitalistycznej Polsce

Robert Krzak w handlu pracuje od ponad 30 lat. Doświadczenie zbierał w firmach zachodnich, jak Julius Meinl czy Makro, ale też polskich. Od czterech lat związany jest z supermarketami Piotr i Paweł, najpierw jako wiceprezes, a teraz jako członek rady nadzorczej. Równocześnie działa w Forum Polskiego Handlu, do którego mogą należeć tylko sieci w stu procentach kontrolowane przez polski kapitał. Krzak różne okazje wykorzystuje, aby zachęcać do łączenia sił w starciu z zagraniczną konkurencją.

Przekonuje, że jeśli dalej każdy polski przedsiębiorca będzie działał na własną rękę, pomoże to tylko zachodnim gigantom. – Już dwa razy polski handel mocno ucierpiał, gdy na naszym rynku pojawiły się nowe typy sklepów. Najpierw były to hipermarkety, czyli model francuski, które spowodowały upadek wielu drobnych sklepikarzy. Potem przyszła moda na dyskonty, czyli model niemiecki. Ich ekspansja jest kolejnym zagrożeniem dla naszych sieci – wyjaśnia Robert Krzak.

Franczyzowi giganci

Polski rynek sklepów spożywczych trudno ogarnąć. Jest wciąż mocno rozdrobniony i pogmatwany. Mamy ponad 100 tys. sklepów – najwięcej ze wszystkich państw Unii Europejskiej, ale karty rozdają giganci. Liderem jest oczywiście Biedronka, która otworzyła już ponad 2,7 tys. dyskontów. Obroty portugalskiego koncernu wynoszą prawie 40 mld zł rocznie, czyli kontroluje on prawie jedną piątą całego rynku, wartego ponad 200 mld zł.

Druga siła to niemiecki Schwarz, właściciel Lidla i Kauflandu. On sprzedaje w Polsce rocznie towary za ponad 20 mld zł. Duże znaczenie mają też brytyjskie Tesco oraz francuskie Auchan i Carrefour. Prawdziwym gigantem jest Eurocash, kontrolowany przez Portugalczyka Luisa Amarala, kiedyś menedżera Biedronki. Eurocash zarządza kilkoma dużymi sieciami franczyzowymi (abc, Groszek, Lewiatan, Delikatesy Centrum), do których przystępują małe polskie sklepy.

Dla nich to jedyna szansa na przetrwanie. Na szyldach umieszczają rozpoznawalną markę, dostają też dostęp do tańszych towarów w zamian za comiesięczną opłatę dla franczyzodawcy. Kłopot w tym, że takimi sieciami w większości też zarządzają zagraniczne koncerny. Niemieckie hurtownie Makro, rywalizujące z Eurocash, mają sieć o nazwie Odido skupiającą ponad 2 tys. małych sklepów. Prawdziwym franczyzowym gigantem jest Żabka z 4 tys. punktów, kontrolowana przez międzynarodowy fundusz inwestycyjny. Planuje on sprzedaż Żabki i szuka chętnych. Niedawno spekulowano, że w ramach repolonizacji Żabkę mógłby kupić PKN Orlen albo Lotos, ale to scenariusz mało prawdopodobny. Zapewne skończy się na innym funduszu. Ostatnio także francuski Carrefour, zaniepokojony spadającą sprzedażą w swoich hipermarketach, inwestuje w mniejsze sklepy, często na zasadach franczyzy. Na witrynach pojawiło się zatem sporo szyldów typu Carrefour Express czy Carrefour Market.

Na tak trudnym i konkurencyjnym rynku nawet największe polskie sklepy nie mają łatwo. Najbardziej rozpoznawalni to Stokrotka (własność Emperii), Polomarket oraz Piotr i Paweł, ale ich roczne obroty wynoszą po 2–3 mld zł, czyli kilka procent tego, co Biedronki. Dwaj pierwsi kojarzeni są z czymś pomiędzy supermarketem i dyskontem. Piotr i Paweł wyrobił sobie markę supermarketu z ambicjami. Jednocześnie troszczy się, żeby nie trafić do worka sklepów drogich jak Alma.

Na razie jedyna forma współpracy między niektórymi polskimi sieciami to tzw. grupy zakupowe. Największą, o nazwie Grupa Handlowa PL Plus, kieruje właśnie Robert Krzak. Należą do niej Polomarket, Piotr i Paweł, Topaz oraz Bać-Pol (właściciel sieci Spar). Idea jest prosta. – Właściciele różnych sieci wspólnie negocjują z dostawcami, żeby wywalczyć korzystniejsze dla siebie warunki. Aż 80 proc. wszystkich naszych kosztów to zakupy towarów. Potem już każdy sprzedaje je osobno. Wzorujemy się na holenderskim zrzeszeniu Superunie, które pomogło swoim członkom w walce z wielkimi sieciami – opowiada Robert Krzak. Dodaje, że Grupa Handlowa PL Plus stworzyła także wspólną markę własną o nazwie Lubię.

Jednak nawet tak ograniczona forma współpracy nie wszystkich przekonuje. Do Grupy Handlowej PL Plus nie ma zamiaru przystąpić polska Emperia, właściciel supermarketów Stokrotka. Uważa, że bez powiązań kapitałowych taka współpraca sieci, które przecież na co dzień ze sobą konkurują, nie ma sensu. W najnowszej historii polskiego handlu było już kilka prób łączenia sił. Emperia próbowała porozumieć się z Polomarketem. W 2015 r. powstała nawet spółka o nazwie Polskie Supermarkety. Pojawiły się spekulacje, że to krok w kierunku fuzji Stokrotki z Polomarketem i stworzenia sieci średniej wielkości, ale współpraca już po kilku miesiącach zakończyła się fiaskiem.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną