Czy wprowadzenie dochodu podstawowego zdemotywuje ludzi do pracy

1000 euro dla każdego
Rozmowa z ekonomistą prof. Thomasem Straubhaarem o tym, dlaczego dochód podstawowy to pomysł na wskroś liberalny, który wywoła rewolucję podatkową, a nawet zastąpi emerytury.
Kto ma dzisiaj emeryturę, ten nawet po wprowadzeniu dochodu podstawowego będzie mógł ją zachować.
Anita Peeples/StockSnap.io

Kto ma dzisiaj emeryturę, ten nawet po wprowadzeniu dochodu podstawowego będzie mógł ją zachować.

„Praca nie może nadmiernie eksploatować człowieka zdrowotnie. Mając dochód podstawowy, nikt nie będzie wykonywał zajęć poniżających”.
Igor Morski/Polityka

„Praca nie może nadmiernie eksploatować człowieka zdrowotnie. Mając dochód podstawowy, nikt nie będzie wykonywał zajęć poniżających”.

Prof. Thomas Straubhaar
Marion Losse/Visum

Prof. Thomas Straubhaar

Cezary Kowanda: – Tysiąc euro dla każdego! Pod takim hasłem proponuje pan w swojej nowej książce „Radykalnie sprawiedliwe” wprowadzenie w Niemczech bezwarunkowego dochodu podstawowego. Naprawdę dla każdego?
Thomas Straubhaar: – Tak, dla każdego, bez wyjątków! Począwszy od noworodków, a skończywszy na starcach. Co więcej, bez żadnych warunków wstępnych. Każda osoba mieszkająca na stałe w Niemczech dostawałaby dochód podstawowy co miesiąc i kropka. Nie trzeba by nawet składać żadnych wniosków ani wypełniać formularzy.

Dzieci też by te pieniądze miały?
Oczywiście. Jak każdy, to każdy. W ich przypadku można by ten dochód obniżyć i wypłacać na przykład połowę sumy przeznaczonej dla dorosłych. Dzieci mieszkają bowiem z rodzicami, nie mają własnego gospodarstwa domowego, czyli potrzebują teoretycznie mniej pieniędzy. Ale z drugiej strony przecież rodzice wydają coraz więcej na ich edukację, chcą zapewnić im jak najlepszą przyszłość. Uważam zatem, że dzieci powinny dostawać jednak dokładnie taki sam dochód podstawowy jak dorośli.

Jeśli Niemcy rzeczywiście zdecydowałyby się na ten szalony eksperyment, a inne państwa nie poszłyby ich śladem, to przecież kraj zostałby zalany imigrantami jeszcze bardziej niż dotąd? Choćby dla wielu Polaków przeprowadzka do sąsiada byłaby jeszcze atrakcyjniejsza.
Niekoniecznie, jeśli wprowadziłoby się mechanizm zabezpieczający. Dochód podstawowy nie należałby się od razu osobom osiedlającym się w Niemczech. Trzeba by na niego poczekać. Na przykład każdy rok stałego pobytu i płacenia podatków oznaczałby prawo do kolejnych 10 proc. tego dochodu. Czyli do pełnej kwoty dochodziłoby się stopniowo, przynajmniej przez 10 lat. Od razu dochód podstawowy dostawaliby tylko obywatele Niemiec.

A co z samymi Niemcami wyjeżdżającymi za granicę?
Oni zachowywaliby prawo do tego dochodu, gdyby nadal płacili w Niemczech podatki.

No właśnie – podatki. To dzięki nim musiałyby znaleźć się pieniądze na te chyba gigantyczne wydatki?
Tak, ale ja proponuję coś więcej, bo całkowitą przebudowę systemu podatkowego. Na przykład likwidację składek emerytalnych i rentowych. Pozostaje tylko podatek dochodowy, ale zupełnie inny niż teraz.

Wyższy?
Przede wszystkim sprawiedliwszy, bo pozbawiony jakichkolwiek wyjątków, obowiązujący od pierwszego zarobionego euro. Tylko i wyłącznie dochód podstawowy byłby z tego podatku zwolniony. Potem dotyczyłby on absolutnie wszystkiego.

Czyli koniec z kwotami wolnymi, niezliczonymi ulgami i odliczeniami?
Oczywiście. Każde euro jest opodatkowane bez względu na to, czy ktoś pracuje na etacie, czy jest przedsiębiorcą. Taką samą stawką obejmujemy dochody z pracy, ale też zyski kapitałowe, tantiemy, dywidendy, przychody z wynajmu czy dzierżawy.

Pisze pan, że jednym z powodów wprowadzenia dochodu podstawowego powinna być automatyzacja i robotyzacja.
Tak, bo coraz więcej prac będą wykonywać maszyny. Od tego nie ma odwrotu i bardzo dobrze. W wielu zawodach człowiek nie będzie potrzebny. Tym bardziej ważne jest zapewnienie wszystkim socjalnego bezpieczeństwa. Ale musimy też zrównać opodatkowanie ludzi i robotów. Mój plan jest prosty. Ludzie płacą podatki od pierwszego euro. Mają one być pobierane od razu u źródła i bez żadnych wyjątków. Dzięki temu nikt już nie będzie musiał wypełniać zeznań podatkowych!

Świetnie, ale co z tymi robotami?
Dokładnie takie same podatki jak osoby fizyczne płacą ci, którzy zarabiają na pracy robotów, czyli właściciele przedsiębiorstw. Gdy firma przekazuje dywidendę akcjonariuszom, jest ona opodatkowana w takiej samej wysokości jak pensja pracownika. Oczywiście znowu u źródła, aby żadne euro nie umknęło.

Tylko że roboty nie potrzebują emerytur, ale ludzie już tak. Tymczasem pan, zwiększając wpływy z podatku dochodowego, planuje przy okazji likwidację składek emerytalnych.
Tak, bo osobna emerytura przy dochodzie podstawowym nie będzie potrzebna. Tak samo jak wiek emerytalny, o który wreszcie zakończą się spory polityczne. Każdy sam zdecyduje, kiedy przestanie pracować. I tak cały czas będzie przecież dostawał dochód podstawowy. Kto chce mieć lepsze życie na starość, ten będzie mógł oczywiście dodatkowo i dobrowolnie oszczędzać.

Jednym słowem – chce pan zabrać ludziom emerytury?!
Na pewno potrzebujemy przepisów przejściowych. Kto ma dzisiaj emeryturę, ten nawet po wprowadzeniu dochodu podstawowego będzie mógł ją zachować. Ale osoby młodsze, na przykład te poniżej 40 lat, przejdą od razu do nowego systemu.

Tylko czy to naprawdę nie rozsadzi budżetu?
Fakty są takie: dziś niemieckie państwo wydaje rocznie na wszelkie cele socjalne, w tym dotacje do systemu emerytalnego, ok. 900 mld euro. Te pieniądze wystarczyłyby, aby 82 mln Niemców dostawało co miesiąc ponad 900 euro.

Ale co z tymi, którzy mają dziś różnorakie dodatki – na dzieci, na mieszkanie, jako samotne matki czy ojcowie?
Sprawa jest prosta. Dochód podstawowy oznacza, że poza wyjątkowymi przypadkami (na przykład osoby ciężko upośledzone) wszelkie zasiłki socjalne znikają. Wiem, że to kolejne pole do protestów, ale przecież dzisiaj też różne grupy interesu walczą o więcej pieniędzy dla siebie. Jeśli politycy zdecydują się na wprowadzenie dochodu podstawowego, potrzebują odwagi, aby takie protesty przetrwać.

Ale czy dochód podstawowy nie zwiększy nierówności społecznych? Biedni i bogaci dostaną po tyle samo. A do tego proponuje pan, żeby stawka nowego, powszechnego podatku była dla wszystkich identyczna. Czy to prezent dla bogatych?
Wcale nie. Po pierwsze, kto mało zarabia, ten w rzeczywistości będzie miał niższą stawkę, bo przecież trzeba uwzględnić dochód podstawowy. Zresztą zróbmy proste obliczenia. Załóżmy, że dochód podstawowy to 1000 euro miesięcznie, a stawka podatkowa wynosi dla każdego 50 proc. wynagrodzenia. Ktoś zarabia 2000 euro brutto, czyli dostaje 1000 euro, bo drugie 1000 euro zabiera państwo. W sumie ma zatem 1000 euro z pracy i 1000 euro dochodu podstawowego. Zapłacił 1000 euro podatku, czyli 33 proc. swojego całkowitego dochodu. Kto inny zarabia 4000 euro brutto miesięcznie. Płaci zatem 2000 euro podatku, zostają mu 2000 euro z pracy i 1000 euro dochodu podstawowego. Skoro zapłacił państwu 2000 euro, to jego stawka podatkowa wynosi 40 proc. całkowitego dochodu. Progresja zostaje! Zresztą bogatsi są w rzeczywistości dużo bardziej obciążeni niż dzisiaj.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną